Google

Google robi użytek z danych i pomaga oszczędzać - poznajcie Project Sunroof

MS
Maciej Sikorski
8

Czytając o projekcie Sunroof można dojść do wniosku, że Google jednak powinno zbierać masę danych, przetwarzać je i robić z nich użytek. Takimi pomysłami korporacja może przekonać, że bilans zysków i stat wynikających z rozszerzania przez firmę swoich wpływów i sfer działalności, jest dla mas pozyty...

Czytając o projekcie Sunroof można dojść do wniosku, że Google jednak powinno zbierać masę danych, przetwarzać je i robić z nich użytek. Takimi pomysłami korporacja może przekonać, że bilans zysków i stat wynikających z rozszerzania przez firmę swoich wpływów i sfer działalności, jest dla mas pozytywny. Zarówno dla ich portfela, jak i dla środowiska, w którym żyją.

Część z Was zapewne zdaje sobie sprawę z tego, że pracownicy Google mogą przeznaczać 20% czasu spędzanego w firmie na realizację własnych pomysłów. Taka forma zachęcania do poszukiwań i eksperymentów nie jest dziełem Google - kilka dekad temu stosowała ją np. firma HP. To ma sens i czasem przynosi ciekawe rezultaty. W przypadku Google wskazać można np. na Cardboard: ta zabawka powstała właśnie w takich okolicznościach przyrody. Kolejnym projektem z tego poletka jest Sunroof.

Najprościej można ów pomysł opisać jako kalkulator, cyfrowego doradcę. W czym ma doradzać? W instalacji paneli słonecznych na dachu. Załóżmy, że ktoś postanawia podjąć się takiej inwestycji, ale nim wyda pieniądze, zamierza sprawdzić, czy to się opłaca, dowiedzieć się, ile wyda, czy ma szansę na jakieś dofinansowania, znaleźć firmę, która wykona instalację, ewentualnie bank, który pożyczy na to pieniądze. Pisząc krotko: trzeba się naszukać, wszystko policzyć, nachodzić, by sprawę dopiąć. Te czynności, przynajmniej ich część, zamierza na siebie wziąć Google.

Użytkownik w dedykowanym serwisie wpisuje swój adres, a Google z pomocą swoich map i zbieranych przez lata danych określa, jakie jest nasłonecznienie terenu. Sprawdza nachylenie dachu, obecność drzew czy wyższych budynków, które będą rzucać cień. Pyta też o rachunki za anergię elektryczną, by pomóc ustalić, jaka instalacja będzie odpowiednia i ile może to kosztować. Na tym nie koniec - serwis przedstawi lokalne ulgi czy bonusy związane z instalacją instalacji solarnej, poinformuje o preferencyjnych kredytach, a nawet skontaktuje z firmą, która podejmie się inwestycji. Z opisu wyłania się kompleksowa usługa.

Projekt wystartuje w kilku miejscach w USA, ma być rozszerzany na cały kraj, wspomina się nawet o globalnym zasięgu, ale tak daleko bym nie wybiegał z tymi zapowiedziami. Najpierw musi się okazać, że to ma sens, że ludzie korzystają, a Google może na tym zarobić. Bo chociaż nie wspomina się tu wprost o kasie zgarnianej przez internetowego giganta, to nie podejrzewam, że usługa będzie non profit - na pośrednictwie między klientem, a firmą instalującą panele można zarobić. Gdyby projekt wypalił i ludzie masowo zaczęliby z niego korzystać, to dane Google mogą się okazać złotem.

Sunroof może oczywiście pomóc nie tylko Google czy użytkownikom serwisu - kciuki za powodzenie projektu będą trzymać producenci paneli, instalatorzy czy np. Tesla. Przypominam, że korporacja Muska tworzy akumulatory dla domów i ma nadzieję, że dopiero zaczyna się boom na OZE. Tym samym, przy pomyślnych wiatrach serwis internetowej korporacji nie zniknie za rok czy dwa z braku zainteresowania, ale stanie się solidną częścią zmian w biznesie energetycznym. Do tego jednak droga bardzo daleka.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

Googleenergia słoneczna