Świat

Oto, jak Google chciało wykosić z rynku inne sklepy z aplikacjami

KR
Krzysztof Rojek
29

Google jest w poważnych tarapatach - 36 stanów USA wytoczyło zbiorowy pozew odnośnie praktyk monopolistycznych giganta względem innych sklepów z aplikacjami.

Żyjemy w czasach bardzo wyraźniej transformacji, jeżeli chodzi o produkcję urządzeń i zarabianie na nich w segmencie rynku elektroniki użytkowej. Jeszcze parę lat temu główne wzrosty, jeżeli chodzi o przychód, korporacje notowały ze sprzedaży sprzętu. Dlatego też rynek był zalewany smartfonami, mającymi przekonać użytkowników do zmiany. Z czasem jednak rynek zaczął ewoluować. Z generacji na generacje urządzenia coraz mniej się od siebie różnią, a rosnąca moc telefonów sprawia, że dziś można korzystać z nich dłużej nie czując spowolnień. Dlatego producenci coraz bardziej zaczęli spoglądać na oprogramowanie, jako na źródło swoich zysków, a dokładniej - na dane użytkowników, które można dzięki temu oprogramowaniu pozyskać. I w taki właśnie sposób prawie każdy liczący się dziś gracz ma swój sklep z aplikacjami w systemie Android. Google oczywiście się taka praktyka nie za bardzo podoba, ponieważ każdy program pobrany z alternatywnego sklepu to program, który nie został pobrany z Google Play Store. I gigant postanowił walczyć.

Pozew przeciw Google w tej sprawie wytoczyło 36 stanów. Gigant ma problem

Google, Apple, czy tak naprawdę każda duża firma IT w tym momencie, musi oprócz specjalistów i inżynierów mieć na podorędziu cały zespół prawników, którzy w jej imieniu będą walczyć o ich sprawy w sądach. Nie ma bowiem chyba miesiąca, by Google nie było o coś pozywane. Tym razem jednak zarzuty są bardzo poważne. Dotyczą bowiem tego, jaką politykę prowadziło Google prowadziło względem innych podmiotów prowadzących swoje sklepy z aplikacjami i jak używało swojej pozycji do tego, by te nigdy się nie rozwinęły i nie zagroziły Google Play Store. Według oskarżycieli firma w umowach z twórcami smartfonów wręcz zabraniała preinstalowania jakichkolwiek innych sklepów z aplikacjami, a w przypadku Samsunga i jego Galaxy Store - używała dźwigni finansowej by Koreańczycy zerwali relację z topowymi deweloperami i zmniejszyli skalę działania swojego repozytorium. Google miało też naciskać na samych czołowych deweloperów, by ci nie udostępniali swoich aplikacji poza Play Store.

Oczywiście, Google wszystkiemu zaprzecza, zaznaczając, że na Androidzie każdy może ściągnąć dowolny sklep i pobrać z niego programy. Problem polega na tym, że ta metoda istnieje głównie w teorii, ponieważ żaden z alternatywnych sklepów nie ma takiej biblioteki jak ten od Google i nie ma szans konkurować ze Sklepem Play, a o to wszak właśnie Google chodziło. Uważam więc, że jeżeli to, co napisano w akcie oskarżenia jest prawdą, to zasłanianie się "teoretycznymi możliwościami użytkowników" jest w tym wypadku kompletnie przestrzeloną linią obrony.

Google ma więc spory problem, ponieważ jeżeli zostaną mu udowodnione takie antykonkurencyjne praktyki, wynik innych starć (np. z Epic Games) można uznać za przesądzony. Sprawa jest oczywiście w toku i wyrok poznamy dopiero za jakichś czas. Kto wie, może jeżeli Google zaprzestanie takiego traktowania innych repozytorium, to na Androidzie wyrośnie mu rzeczywisty konkurent, naprawiający to, czego firma z Mountain View nie może rozwiązać od długiego czasu - chociażby problemów z bezpieczeństwem znajdujących się tam aplikacji.

Korzystacie czasem z innego sklepu niż ten od Google?

 

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu