pixel lite
33

Pixel 3 może być świetny, ale Google zrobiło kilka rzeczy bardzo źle

Google Pixel 3 zapowiada się bardzo dobrze - to fakt, przez wycieki znany nam zresztą od dawien dawna. Szkoda tylko, że pewna wada dyskwalifikuje w moich oczach wersję XL, a posiadaczy poprzedniej generacji telefonu ominą intrygujące nowości w oprogramowaniu.

Zwroty „nadzieja matką głupich” i „nadzieja umiera ostatnia” jeszcze nigdy nie wydawały mi się tak prawdziwe, jak po premierze nowych Pikseli. Niby Pixel 3 wyciekł – i to bardzo – więc nic dziwnego, że największą dotyczącą go niespodzianką okazał się fakt, że jakiś geniusz zostawił go jakiś czas temu w taksówce, a inny sprzedawał na czarnym rynku. Ciągle łudziłem się jednak, że wpadki Google’a to w rzeczywistości genialny trolling – no bo po kim spodziewać się takich akcji jeśli nie po firmie, która jedną z opcji kolorystycznych telefonu nazywa „Kinda Blue”? Niestety, dla zwolenników teorii spiskowych dzisiejsze wydarzenia okazało się równie rozczarowujące, co brak kolejnego końca świata.

Nie zrozumcie mnie źle – brak zaskoczenia podczas debiutu nie czyni automatycznie z Piksela 3 marnego smartfona. Jasne, byłbym nastawiony znacznie bardziej pozytywnie, gdyby podczas konferencji z tortu wyskoczył nagle jakiś Pixel 3 Ultra, ale to tylko narzekania zgorzkniałego dziennikarza. Pixel 3 okaże się najpewniej jednym z najlepszych urządzeń na rynku – specyficznym, bo specyficznym, lecz pod wieloma względami rewelacyjnym.

Na pochwały przyjdzie jednak jeszcze czas – w tym tekście chciałem natomiast skrytykować dwie rzeczy. Po pierwsze, Pixel 3 w wersji XL to wizualnie najgorzej zaprojektowany telefon od Google, a po drugie gigant z Mountain View wprowadził w nowym modelu przede wszystkim usprawnienia software’owe, które przy odrobinie uporu dałoby się pewnie wcisnąć także do zeszłorocznych „Dwójek”. Ale, oczywiście, nikt ich do nich nie wciśnie. 

Pixel 3 XL ma brzydkie i niepraktyczne wcięcie, ale sytuację ratuje mniejsza „Trójka”

Piksele to wizytówki Androida, więc gdy tylko doszły mnie słuchy, że w Androidzie Pie pojawi się natywna obsługa wcięć w ekranie byłem pewien, iż w trzeciej generacji powitamy się z notchem. No i spoko – nie miałem nic przeciwko. Problem leży gdzie indziej – wcięcie okazało się na tyle głębokie, że można by nim obdzielić dwa inne telefony. I starczyłoby jeszcze na wytapetowanie nim pokoju. Tak, umieszczono w nim porządny głośnik i podwójny aparat do selfie, lecz to raczej nie uczyni patrzenia na niego przyjemniejszym.

Wiecie, że na Facebooku istnieją fanpage’e “Ciekawie brzydcy mężczyźni” i “tak brzydki, że aż ładny”? Ja wiem, bo wysyłałem tam swoje zdjęcia. Podobne określenia pasowały mi idealnie do poprzednich Pikseli – niby nie każdemu się podobały, niby wyglądały nieco dziwnie, ale nie potrafiłem odmówić im uroku. Co innego Pixel 3 XL – ten jest z przodu tak brzydki, że aż… bardzo brzydki.

Nawet pomijając względy estetyczne, wcięcie nie jest dopasowane idealnie do rozmiaru ikonek czy zegara w górnej belce – widać to nawet na zdjęciach prasowym. Na dwa rzędy ikonek za małe, na jeden zbyt duże. Marnotrawstwo przestrzeni. Dolna ramka też taka niedzisiejsza, ale to akurat jakoś mi nie przeszkadza.

Dobrze, że pozostaje jeszcze mniejszy Pixel 3, który przy zestawieniu z poprzednikiem prezentuje się jak przybysz z przyszłości, a w porównaniu z innymi nowymi flagowcami… no, nie robi wstydu. 5,5-calowy wyświetlacz jest może zbyt duży na to, by nazywać „Trójkę” nowym królem filigranowych smartfonów, ale hej, za jakiś czas taka przekątna stanie się pewnie standardem w smartwatchach.

Chcesz nowości w oprogramowaniu? Kup nowego Piksela

Największe wrażenie w nowym tandemie Pikseli robi jednak nie sam sprzęt, tylko oprogramowanie. Zoom w aparacie uzyskiwany dzięki lekkim ruchom mojej ręki podczas wykonywania zdjęcia? Nie wiem jak w praktyce, ale pomysł genialny! Top shot, czyli posiadanie zawsze w zanadrzu kilku dodatkowych ujęć, na wypadek gdyby ktoś na podstawowym zdjęciu akurat mrugnął albo dłubał sobie w nosie? Znakomita rzecz.. Tryb nocny w wykonaniu Google? Nie mogę się doczekać, by go sprawdzić. Nie zabrakło również innych ciekawych udogodnień, z których skorzystają także posiadacze starszych Pikseli. To znaczy ci, którzy kupią sobie te nowsze – być może z wyjątkiem fotek Night Shift, ale tutaj dane z różnych źródeł są sprzeczne.

Kurczę, jakoś nie chce mi się wierzyć, że wciąż topowy aparat i Snapdragon 835 z Pikseli 2 nie poradziłyby sobie z obsługą prezentowanych dziś na premierze funkcji, a jednak ominą one poprzednią generację urządzeń. Google chodzi o jakże „subtelne” zachęcenie klientów do przesiadki na nową wersję i w pewnym stopniu nawet to rozumiem, ale ludzie kupują przecież Piksele ze względu na dostęp do najnowszego i najlepszego systemu od Google. A tutaj, w przypadku wielu nowości, muszą obejść się smakiem.

Piksele 3: Troche geniuszu, trochę zacofania?

Szerokokątny obiektyw w przednim aparacie, piękne zdjęcia z tylnego, znacznie ulepszone wyświetlacze (przynajmniej zdaniem zagranicznych mediów), nowinki w systemie czy obsługa indukcyjnego ładowania sprawiają, że mimo wszystko chętnie sprawdzę Piksela 3. Ba – znając życie będę Wam je jeszcze za jakiś czas polecał. Tym bardziej, że ceny nie przekroczyły magicznej bariery absurdu, czyli modnych ostatnio 1000 dolarów. No i wspaniały jest ten luźny marketing  w świecie pozycjonowania wszystkich flagowców na produkty „och ach premium CIEBIE NIE STAĆ„.

Cóż, to nie wina Pikseli, że tata Google zepsuł im urodziny przeciekami, trochę pokrzywdził ich starszych braci i zrobił XL-owi brzydkie zakola. Nadrobią boskimi fotkami i softem, tego jestem pewien! Choć przez wymienione w artykule problemy na razie czuję w beczce tyle samo miodu, co i dziegciu. Zwłaszcza że brak mini-jacka i opcji Dual SIM, tylko 4 GB RAM i zero innowacji sprzętowych za taką kasę (jakiś system rozpoznawania twarzy zintegrowany z Androidem albo czytnik linii papilarnych pod ekranem?) zamkną te modele w pewnej niszy.