6

GhostSwimmer, czyli dron-rekin

Co widzicie oczyma wyobraźni, gdy pada słowo „dron”? Zdecydowana większość osób pewnie wyobraża sobie bezzałogową jednostkę latającą. Coś małego, sterowanego z ziemi i poruszającego się w powietrzu. Może być uzbrojony, może lecieć z pizzą (to broń ostateczna), w niektórych wizjach posiada po prostu kamerę do szpiegowania sąsiada. No to teraz łamiemy stereotypy: przecież dron może […]

Co widzicie oczyma wyobraźni, gdy pada słowo „dron”? Zdecydowana większość osób pewnie wyobraża sobie bezzałogową jednostkę latającą. Coś małego, sterowanego z ziemi i poruszającego się w powietrzu. Może być uzbrojony, może lecieć z pizzą (to broń ostateczna), w niektórych wizjach posiada po prostu kamerę do szpiegowania sąsiada. No to teraz łamiemy stereotypy: przecież dron może też pływać.

W szerszym ujęciu dron to po prostu robot. Znajdziemy zatem wersje latające, pływające, jeżdżące, pełzające, chodzące itd. Dla jednych nic nowego, dla innych pewnie zaskoczenie. Oto bowiem może się okazać, że człowiek próbuje skonstruować nie tylko maszyny latające o dużym zasięgu, lekkie, tanie i przydatne. Podobne kroki podejmowane są m.in. w przypadku urządzeń pływających. Widziałem już projekty czy nawet prototypy przynajmniej kilku maszyn podwodnych przeznaczonych do realizacji różnych zadań. Mają być wykorzystywane np. do monitorowania i naprawiania rurociągów, portów czy statków.

Poruszam temat, ponieważ parę dni temu trafiłem w Sieci na materiały prezentujące nową „zabawkę” amerykańskiej marynarki wojennej. To dron imitujący dużą rybę, w mediach pisze się o rekinie (faktycznie przywodzi na myśl to zwierzę), ale jednocześnie podkreśla się, że wykonywane przez robota ruchy nie są właściwe dla prawdziwego rekina. Raczej dla tuńczyka. Urządzenie nazywa się GhostSwimmer i stanowi część projektu Silent NEMO. Potrafi nurkować na większą głębokość, może być sterowane zdalnie przez człowieka, istnieje też opcja zaprogramowania drona.

Głównym atutem robota jest to, że w naprawdę dobrym stylu skopiowano tu naturę. Gdyby powstał robot (pewnie powstał), który jedynie wyglądałby jak ryba, ale nie zachowywałby się jak żywa istota, to szybko zostałby zdemaskowany przez wprawne oko. Jednak w tym przypadku pojawia się ruch płetwy usypiający uwagę: patrzymy na rekina (tuńczyka). Zakładam, że nie trzeba nikomu tłumaczyć, jakie są zalety wspomnianego urządzenia i jak może być wykorzystywane. Zwłaszcza, że pieniądze wykłada tu marynarka wojenna.

Dron wspomnianego typu może być świetnym narzędziem pomocnym w szpiegowaniu, może też zostać użyty do przeprowadzenia ataku na wrogą jednostkę, choć w tym przypadku nie wspomina się o żadnym uzbrojeniu. To może się jednak zmienić (nie wykluczam, że już się zmieniło). Projekt nie kończy się podobno na tym jednym dronie – kopiowane mają też być inne stworzenia. Dzieje się zatem to samo, co na lądzie – część z Was kojarzy pewnie roboty nawiązujące do zwierząt jucznych (teraz pracuje nad nimi m.in. Google). Trwają prace nad wężami, owadami czy ptakami z akumulatorami zamiast serca. O humanoidalnych konstrukcjach nie ma nawet sensu wspominać.

Kolejny tryumf człowieka i jednocześnie powrót do pytania o granice takich prac i eksperymentów. Pytania, na które raczej nie uzyskamy jednoznacznej i zadowalającej wszystkich odpowiedzi.