40

Jak Fritz!Powerline 1000E włączył szósty bieg w mojej domowej sieci

Sieci bezprzewodowe mają to do siebie, że w dużych mieszkaniach lubią być kapryśne. W sytuacji, gdy potrzebujemy stabilnego i szybkiego dostępu do internetu musimy szukać alternatyw. Jedną z nich mogą być Fritz!Powerline'y.

Fritz!Powerline opiera się na doskonale znanym modelu PLC, w którym do rozszerzenia infrastruktury sieciowej wykorzystywana jest sieć elektryczna. Zestaw startowy, który do mnie przyjechał zawierał dwa elementy. Pierwszy z nich jest nadajnikiem, do którego musimy podłączyć kabel od routera. Wkładamy go do gniazdka i… tyle. Drugi jest natomiast odbiornikiem i zarazem ekspanderem naszej sieci. Przyjrzyjmy się im bliżej.

Białe demony

Jakiś czas temu na łamach Antyweba pisałem już o podobnych (wizualnie) urządzeniach marki Fritz!. Mocno krytykowaliście wówczas w komentarzach ich design. Tym razem jest podobnie. Powerline’y prezentują się dość archaicznie. Białe obudowy mocno rzucają się w oczy. Całość będzie po podłączeniu mocno odstawać od ściany i przyciągać wzrok. Zdecydowanie nie jest to sprzęt, który chcielibyśmy eksponować w naszym mieszkaniu.

Zestaw startowy składa się z dwóch modułów Powerline oraz dwóch kabli sieciowych Ethernet. Każdy z modułów ma identyczną formę. Znajdziemy na nim logotyp producenta oraz trzy diody informujące o statusie: power, LAN oraz Powerline/Security. Ta ostatnia jest jednocześnie przyciskiem służącym do parowania oraz zabezpieczania naszej sieci. Na dolnej krawędzi umieszczono jeszcze gigabitowy port Ethernet. Z tyłu mamy tabliczkę znamionową oraz oczywiście wtyczkę do gniazdka.

Czy to działa?

Jak to działa? Banalnie prosto. Jeden z nadajników podłączamy do gniazdka gdzieś w okolicach naszego routera i łączymy go z nim za pomocą kabla. Drugi podłączamy w miejscu, gdzie potrzebujemy połączenia sieciowego i robimy to samo – podłączamy go do naszego urządzenia również za pomocą kabla. Oczywiście możemy tutaj od razu narzekać, dlaczego nadajniki nie mają równocześnie wbudowanych anten WiFi. Cóż, taka specyfika tego modelu. W ofercie marki Fritz! znajdziemy również warianty z WiFi, które są kompatybilne z tymi opisywanymi tutaj (i tak samo odrzucające od strony wizualnej, żeby nie było wątpliwości).

Podłączenie i konfiguracja nie wymagają właściwie niczego. Ja posiadam w domu router Fritz!Box, a więc otrzymuję dodatkowo możliwość bardziej zaawansowanej konfiguracji Powerline’ów z poziomu jego panelu administracyjnego. Każdy inny router powinien jednak bez żadnych problemów sobie poradzić z ich obsługą. Na stronie producenta znajdziemy stosowne oprogramowanie, które pozwoli nam szybko uzyskać dostęp do opcji konfiguracyjnych.

Fritz!Powerline wykorzystuje technologię MIMO, która zwiększa liczbę wejść oraz wyjść, przyczyniając się tym samym do poprawy przepustowości. W praktyce oznacza to, że urządzenia wykorzystują instalacje trójżyłowe stosowane w nowoczesnym budownictwie. Do transmisji danych są wykorzystywane wszystkie trzy przewody, co gwarantuje większą stabilność połączenia oraz szybsze prędkości. Powerline 1000E tworzy dwie pary połączeń: pierwsze oparte na kablu fazowym i neutralnym, a drugie na kablu fazowym i ochronnym.

Warto tutaj zaznaczyć, że połączenie jest szyfrowane 128-bitowym kluczem AES. Jego ustawienie sprowadza się do wciśnięcia przycisków parowania na obu modułach. Użytkownik nie musi zatem dokonywać czasochłonnej konfiguracji i zapamiętywać haseł. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby uzyskać dostęp do takich ustawień. W tym celu musimy skorzystać ze wspomnianego oprogramowania ze strony producenta lub posiadać router tej samej marki.

No dobrze, w teorii Fritz!Powerline daje nam przepustowość na poziomie 1200 Mb/s, a jak to się ma do rzeczywistych prędkości? To zabawne, bo już samo zastosowanie gigabitowych złącz Ethernet stanowi pewne ograniczenie pod tym względem. Idąc dalej, na jakość i szybkość połączenia wpływa też stan naszej sieci elektrycznej. PLC rządzi się swoimi prawami i w sytuacji, gdy przewody są przestarzałe lub obciążone, będziemy notować niższe prędkości. Tak naprawdę inne transfery będziemy notować w różnych gniazdkach w obrębie jednego mieszkania. Jak to wyglądało u mnie? Mieszkam w budynku z 2001 roku. Maksymalnie udało mi się wyciągnąć 250 Mb/s, ale w kilku gniazdkach prędkość spadała do 100 Mb/s. Mocno odbiega to od wartości pokazywanych na pudełku, ale czy kogokolwiek to dziwi? Producenci sprzętu sieciowego praktykują takie oznaczenia od lat.

Kupowałbym?

Nie jest to na pewno rozwiązanie dla każdego. Fritz!Powerline gwarantuje nam stabilne i niezawodne połączenie, czym bije na pewno na głowę sieci bezprzewodowe. Będzie ono też z pewnością znacznie szybsze. Z drugiej strony o tych 1200 Mb/s możemy tylko pomarzyć. Co więcej, na osiągane transfery wpływa naprawdę duża liczba czynników, a więc najlepiej po prostu przetestować to rozwiązanie u siebie w domu przed zakupem. Z drugiej strony nie jest to wcale droga inwestycja. Za zestaw startowy zapłacimy 299 złotych. To niewątpliwie dobra cena.