18

Gracze załamani, FIFA 21 to „kopiuj-wklej” z ubiegłorocznej edycji

Złe rzeczy dzieją się w branży gier i chyba każdy to zauważył. Jak nie ciągłe odświeżanie niegdysiejszych hitów, ucinanie zawartości gier i sprzedawanie ich później jako dodatki, to jeszcze teraz EA strzeliło taką akcję z FIFA 21.

FIFA co roku sprzedaje się jak ciepłe bułeczki. Nigdy nie byłem fanem wirtualnej piłki kopanej, ale mam na półce kilka odsłon tej popularnej serii. Powiem więcej, znam ludzi, którzy kupili PlayStation 4 tylko po to żeby co roku grać w nową FIFĘ, którą maltretują przez 12 miesięcy mając na liczniku setki, jeśli nie tysiące godzin. Trudno jednak było powiedzieć, by zmiany w kolejnych odsłonach były aż tak znaczące, by usprawiedliwiać ten coroczny zakup – nie licząc oczywiście aktualizacji składów, ale – tak na chłopski rozum – przecież można to zrobić aktualizacją, a nie pełną grą za ponad 200 złotych.

Było więc do przewidzenia, że w którymś momencie Electronic Arts zmieni za mało, a cierpliwość graczy się skończy. Wygląda na to, że właśnie jesteśmy tego świadkami, bo trwa aktualnie tak zwane „bombardowanie recenzji” w serwisie Metacritic. Dla przypomnienia – to taki agregat recenzji serwisów zajmujących się grami oraz miejsce, gdzie gracze sami mogą napisać swoją opinię i wystawić ocenę, a serwis później wyciąga z nich średnią. I tak na przykład FIFA 21 na PlayStation 4 ma średnią ocen recenzentów wynoszącą 74 punkty, a średnia ocen użytkowników to…0,9.Podobnie jest z pozostałymi platformami, więc nie chodzi tu o konkretną wersję.

No więc o co chodzi? Użytkownicy, którzy nabyli grę podnoszą, że to w zasadzie FIFA 20 z małymi zmianami. Jak coś poprawiono, do dodano dwa nowe problemy. Dodatkowo podobno do FIFA 21 wróciła duża część bugów i niedociągnięć, na którą zwracano uwagę w poprzednich odsłonach, co wydaje się wręcz kuriozalne biorąc pod uwagę jak długo seria jest na rynku i jak duże doświadczenie mają producenci.

W komentarzach do niskich ocen pojawiają się takie rzeczy:

Fifa 15, ale za 60 dolarów.

Ta gra jest dla EA ośmieszająca. Poprawili tylko jedną rzecz w tym roku.

To samo, to samo, to samo, to samo, ponownie to samo, to ssamo i tak w kółko ta sama ZEPSUTA gra.

Ctrl C + Ctrl V Ctrl C + Ctrl V Ctrl C + Ctrl V Ctrl C + Ctrl V Ctrl C + Ctrl V Ctrl C + Ctrl V Ctrl C + Ctrl V Ctrl C + Ctrl V

Jednocześnie gra cieszy się ogromną popularnością, u Brytyjczyków okazała się na przykład największą premierą 2020 roku. Jak tak dalej pójdzie, to faktycznie EA będzie mogło zmieniać tylko logo oraz okładkę a następnie sprzedawać ponownie identyczny produkt – no bo po co cokolwiek zmieniać, skoro ludzie i tak kupują FIFĘ kiedy tylko pojawi się na sklepowych półkach?

Tutaj warto dodać, że jakiś czas temu serwis Metacritic zmienił zasady dla zwykłych graczy – nie mogą oni publikować recenzji i ocen zanim gra nie pojawi się na rynku. Chodziło o wyeliminowanie „bombardowania recenzji” przed premierą gry – a zdarzało się to co jakiś czas, na przykład kiedy okazywało się, że producent nie sprostał oczekiwaniom lub wywinął jakiś inny numer, który sieciowym wojownikom o lepsze jutro nie przypadł do gustu. Tu jednak mamy styczność z normalnymi recenzjami, w ramach nowych zasad, chodzi więc o faktyczny stosunek do już wydanej gry, a nie dogryzanie EA dla samego dogryzania.

Ale słuchajcie, to nie wszystko.

Fajną akcję odstawił serwis IGN przy okazji recenzji FIFA 21 na Nintendo Switch, gdzie uznano, że już od dwóch lat to jest 1:1 ta sama gra. Co zrobili?

Opublikowali ponownie ubiegłoroczną recenzją, tyle tylko, że z obniżoną oceną. Jak więc widać, nie tylko gracze są zszokowani praktykami firmy, ale potrafią to wytknąć również growe media.

źródło