11

Facebook odnaleziony w opowiadaniu SF z 1909 roku

Kiedy czytam Michio Kaku i jego „Wizje, czyli jak nauka zmieni świat w XXI wieku” z 1997 roku, nie odnajduję w sobie zdumienia ani podziwu, bo jego przewidywania wydają mi się tylko ekstrapolacją obecnych zjawisk i technologii. Kiedy jednak trafiam na opowiadanie SF sprzed stu lat, którego autor zdołał tak trafnie uchwycić nie tyle mechanizmy […]

logowanie
Kiedy czytam Michio Kaku i jego „Wizje, czyli jak nauka zmieni świat w XXI wieku” z 1997 roku, nie odnajduję w sobie zdumienia ani podziwu, bo jego przewidywania wydają mi się tylko ekstrapolacją obecnych zjawisk i technologii. Kiedy jednak trafiam na opowiadanie SF sprzed stu lat, którego autor zdołał tak trafnie uchwycić nie tyle mechanizmy technologiczne, ile społeczne naszego życia w Sieci, mogę tylko z szacunkiem pochylić głowę. Wspomniane opowiadanie to „Maszyna staje” E.M. Forstera w przekładzie Hanny Kobus.

Opowiadanie to pochodzi z tomu 2 świetnego, czterotomowego opracowania literatury fantastyczno-naukowej opublikowanej na przestrzeni wieków pt. „Droga do Science Fiction” autorstwa Jamesa Gunna (Wydawnictwo Alfa, 1986 rok). Podaję źródło, bo pewnie przynajmniej u części z Was ta seria budzi ciepłe skojarzenia.

Fabuła wpisuje się w konwencję technologicznych antyutopii. A więc mamy ludzkość, która coraz bardziej zawierzając Maszynie, a coraz mniej kontaktom z realnym światem, zaszyła się pod ziemią, każdy w swoim pokoju, i kontaktuje się z pobratymcami za pomocą technologii przekazującej obrazy i wiadomości, dostarczającej informacji i zaspokajającej wszelkie potrzeby. Mamy postać Matki, która stoi po stronie maszynowego porządku, i Syna, który łamie zasady, wychodząc na powierzchnię ziemi. Tam spotyka Bezdomnych, wyrzuconych przez system za nieprawomyślność przyszłych założycieli nowego porządku, który nastanie po destrukcji Maszyny.

Wydaje się, że w centrum opowiadania jest Maszyna, obsługiwana z każdym rokiem „z coraz większą wydajnością i coraz mniejszą inteligencją”, ale jego smak kryje się przede wszystkim w przenikliwych spostrzeżeniach na temat ludzkiej natury w objęciach Sieci. Przypominam, że opowiadanie pochodzi z 1909 roku.

Umeblowanie ludzkiego pokoju ‒ takiego samego na całej ziemi ‒ składa się z fotela i pulpitu kontrolnego. Każdy człowiek ma kilka tysięcy znajomych, gdyż „kontakty międzyludzkie rozwinęły się kolosalnie”, ale za co się nie zabierze, ciągle któraś z tych osób mu przerywa. Kiedy do matki dzwoni syn, by z nią porozmawiać, ta odpowiada: „Bardzo dobrze. Porozmawiajmy. Odizoluję się. Nie sądzę, by w ciągu najbliższych pięciu minut miało wydarzyć się coś ważnego ‒ gdyż mogę ci poświęcić aż pięć minut, Kuno. (…) Dotknęła aparatu świetlnego i pokój pogrążył się w ciemnościach. ‒ Pospiesz się! ‒ zawołała z ogarniającą ją znów irytacją. ‒ Pospiesz się, Kuno. Siedzę tu w ciemnościach i marnuję czas”.

Zamieszkująca tę Ziemię ludzkość owładnięta jest myślami o nowych, świeżych koncepcjach. Wielokrotnie w ciągu dnia ludzie zadają sobie pytanie, czy udało im się wymyślić jakieś nowe idee lub czy usłyszeli od innych nowe idee. „Następną czynnością Waszti było wyłączenie izolacji i natychmiast osaczyło ją wszystko to, co nagromadziło się w przeciągu ostatnich trzech minut. Pokój wypełnił się zgiełkiem dzwonków i rur głosowych. Jakie jest nowe pożywienie? Czy może je polecić? Czy miała ostatnio jakieś pomysły? Czy można przekazać jej własne koncepcje? (…) Pod korytarzami z lśniących płytek mieściły się pokoje, a w każdym z nich siedziała istota ludzka, która jadła, spała i wytwarzała pomysły”.

Cywilizacja ta od życia pod ziemią i w izolacji od innych nabawiła się jednak lęku przed osobistym doświadczeniem i ze wstrętem wspomina czasy, gdy „na świecie wciąż jeszcze pokutowało pragnienie, by oglądać rzeczy z bliska”. Ci, którzy nadal chcieli się dowiedzieć, jak wygląda powierzchnia ziemi, mogli posłuchać gramofonu lub popatrzeć w kinematofon. Kiedy więc Waszti na życzenie syna z ogromną niechęcią leci do niego na drugą półkulę statkiem powietrznym, domaga się, by nie dręczyć jej widokiem realnego świata. Przelatując nad łańcuchem Himalajów, pyta: „‒ A ta biała masa w rozpadlinach? Co to takiego? ‒ Zapomniałam, jak się nazywa. ‒ Proszę zakryć okno. Te góry nie nasuwają mi żadnych pomysłów. (…) W południe po raz drugi rzuciła okiem na ziemię. Pod nią wznosiły się bloki czarnych skał, które niewyraźnie przechodziły w szare. ‒ Brak pomysłów tutaj ‒ mruknęła Waszti i metalową zasłoną przesłoniła Kaukaz. (…) Wieczorem wyjrzała znowu. Akurat przecinali złociste morze, a na nim liczne wysepki i jeden półwysep. ‒ Brak pomysłów tutaj ‒ powtórzyła Waszti i metalową zasłoną przesłoniła Grecję”.

Ponieważ świat stał się identyczny w każdym miejscu, podróże straciły sens, a ponieważ ciało człowieka rzadko znajdowało się w ruchu, cały niepokój skoncentrował się w duszy, której nieustannym rozwojem ludzie byli bardzo zaabsorbowani. Muskularność była hańbą, a po narodzinach likwidowano wszystkie noworodki, które wydawały się zbyt silne. „W zaraniu świata ludzkie cherlaki musiały być zrzucane z góry Tajgetos; u schyłku nasi siłacze będą poddawani eutanazji, aby Maszyna mogła się rozwijać”. Ludzkość zatraciła wrażliwość zmysłów i poczucie przestrzeni i zapomniała znaczenia słów „blisko” i „daleko”. „Z powodu wieków krzywdy zadanej mięśniom i nerwom oraz tych pięciu przęsłom, na którym wsparte jest całe nasze postrzeganie (…) z ciała zrobiła się biała paćka, siedlisko idei równie bezbarwnych i źródło ostatnich pokracznych podrygów ducha”.

W opowiadaniu „Maszyna staje” jest jeden wyjątkowy fragment. Nie będę go komentować. Wolę go pozostawić Waszej osobistej refleksji.

O pokoleniu, które wzniesie się ponad fakty

„Strzeżcie się idei z pierwszej ręki! (…) Niech raczej wasze koncepcje będą z drugiej ręki, a jeśli możliwe, to nawet i z dziesiątej, gdyż wtedy będą bezpiecznie odgrodzone od tego niepokojącego żywiołu – bezpośredniej obserwacji. Nie uczcie się niczego o moim przedmiocie, o Rewolucji Francuskiej. Zamiast tego nauczcie się, co ja sądzę o tym, co Enicharmon sądził, co Urizen sądził, co Gutch sądził, co Ho-Yung sądził, Chi-Bo-Sing sądził, co Lafcadio Hearn sądził, co Carlyle sądził, co Mirabeu powiedział o Rewolucji Francuskiej. Za pośrednictwem tych ośmiu wielkich umysłów krew przelana w Paryżu i okna potrzaskane w Wersalu zostaną sprowadzone do idei, którą z największym pożytkiem będziecie mogli zastosować w waszym życiu codziennym. Zagwarantować sobie trzeba jednak pośredników licznych i różnorodnych, bowiem w historii jeden autorytet istnieje po to, by przeciwstawiać się drugiemu. (…) A z czasem nadejdzie pokolenie, które wzniesie się ponad fakty, pokolenie całkowicie bezbarwne, nadejdą potomni jak niebiańscy serafini, osobowością nie skażeni”.