3

Facebook, Google i Twitter łączą siły, by walczyć z podejrzanymi reklamami w Sieci

Chyba nie ma wśród nas takiej osoby, która chociaż raz w życiu nie została oszukana w Sieci. Cybercwaniaków nie brakuje, a część z nich próbuje naciągnąć nas na kliknięcie w oferujący złote góry baner lub inny, na pierwszy rzut oka niegroźny, link do strony internetowej. To właśnie im najwięksi z największych w Internecie postanowili rzucić […]

Chyba nie ma wśród nas takiej osoby, która chociaż raz w życiu nie została oszukana w Sieci. Cybercwaniaków nie brakuje, a część z nich próbuje naciągnąć nas na kliknięcie w oferujący złote góry baner lub inny, na pierwszy rzut oka niegroźny, link do strony internetowej. To właśnie im najwięksi z największych w Internecie postanowili rzucić rękawicę.

Do boju z nieuczciwymi praktykami w Sieci stanęli między innymi: Google, Facebook, Twitter, IAB (Związek Pracodawców Branży Internetowej), AOL, Mozilla, PayPal, VeriSign i inni. Postanowili oni wspomóc swoją wiedzą oraz zasobami akcję StopBadware zapoczątkowaną na Uniwersytecie w Harwardzie. Ads Integrity Alliance ma na celu stworzenie reguł ułatwiających walkę z właścicielami stron serwujących internautom lewe reklamy, zarażające ich komputery oprogramowaniem typu malware lub w inny sposób zagrażające danym należącym do niczego nieświadomych użytkowników. AIA ma za zadanie również uświadamiać o zagrożeniach płynących ze złych reklam oraz dzielić się swoją wiedzą z innymi. Twórcy witryn internetowych mogą już teraz odwiedzić forum BadwareBuster i wspomóc swoim doświadczeniem twórców Sojuszu.

Cytowany przez TheNextWeb Eric Davis z Google wypowiedział się na temat konieczności prowadzenia współpracy wśród największych firm w Internecie. Słusznie zaznaczył, że istnienie podejrzanych reklam, czyli takich, które między innymi ułatwiają rozprzestrzenianie się malware’u, podkopuje zaufanie użytkowników do Sieci, i co za tym idzie, niekorzystnie wpływa na przyjemność z korzystania z jej zasobów.

W pierwszej chwili pomyślałem sobie, że posiadanie oczu dookoła głowy powinno wystarczyć zwykłemu użytkownikowi Sieci w uniknięciu niespodzianek, o których wspomnieli cyberkoalicjanci. Zdałem sobie jednak sprawę, że nawet najlepsze oprogramowanie, w tym uwielbiane przeze mnie dodatki do Firefoxa: AdBlock i NoScript, nie zapewniają pełnej ochrony. Nie bez powodu to właśnie największe portale społecznościowe na świecie zawarły sojusz przeciwko oszukańczym reklamom, robakom i innemu badziewiu w Sieci. Również za ich pośrednictwem trafiają do nas linki do podejrzanych stron internetowych. O ile na Facebooku mam od dłuższego czasu spokój (pamiętacie akcję z „Moim kalendarzem”?), o tym od kilku dni jestem adresatem podejrzanych tweetów z jedynie skróconym adresem www w treści. Sam nie dam się nabrać, ale ile milionów użytkowników Twittera otworzy nie i tym samym narazi się na nieprzyjemności?

Na stronie internetowej StopBadware istnieją dwa liczniki pokazujące, z których jeden pokazuje, ile adresów zostało do tej pory zablokowanych. Mam nadzieję, że widniejąca tam liczba szybko urośnie.