tesla logo
97

Elon Musk to parszywy kapitalista? Chyba nie wyróżnia się na tle konkurencji

Tesla znalazła się w ogniu krytyki, media przyglądają się warunkom pracy i zatrudnienia w amerykańskiej firmie. Wnioski nierzadko są następujące: Elon Musk to zwyczajny wyzyskiwacz, producent elektrycznych samochodów żeruje na ciężkiej pracy Amerykanów, a cały biznes to domek z kart, który może runąć w każdej chwili. I chociaż nie zamierzam przekonywać, że ludzie pracujący w fabryce tego gracza trafili najlepiej, jak mogli, to nie rozumiem tego wzburzeniai: u innych jest lepiej?

Elon Musk musiał się ostatnio tłumaczyć z zarzutów dotyczących ciężkich warunków pracy w fabryce Tesli we Fremont. Trudno sprawę uznać za świeżą, ten temat wypływał już w przeszłości, zwracano uwagę na kiepskie płace, nadgodziny, wypadki przy pracy, presję ze strony przełożonych. Zdania na temat zaistniałej sytuacji były podzielone: jedni wdzieli w tym atak „starego przemysłu samochodowego”, wpływ lobby, które poczuło się zagrożone, drudzy przekonywali, że nowoczesny biznes jest budowany w oparciu o wyzysk i nie można tego tolerować. Okazuje się, że ta dyskusja nie wyczerpała się kilka miesięcy temu.

Temat powrócił kilka dni temu, wszystko za sprawą artykułu w Guardianie. Czytamy w nim o zasłabnięciach w pracy, o przyjazdach karetek do fabryki Tesli, o nadmiernej eksploatacji siły roboczej. Po staremu. Co na to Elon Musk? Przekonuje, że nie jest podłym kapitalistą nastawionym wyłącznie na podkręcenie zysku, jak chcieliby to widzieć niektórzy. Tłumaczy, że firma jest w trudnej sytuacji, bo traci pieniądze (w samym pierwszym kwartale było to kilkaset milionów dolarów), pracuje nad uruchomieniem produkcji „masoweg”o Modelu 3, przymierza się do skokowego zwiększenia liczby produkowanych samochodów, ściga się z własną legendą. Każdy cierpi, bo to trudny czas. Dobre tłumaczenie?

Nie napiszę, że do mnie trafia w 100%. Ale zastanawia mnie w tym wszystkim skupienie się akurat na warunkach panujących w fabryce Tesli. Przypomniała mi się dość podobna sprawa z Amazonem. Swego czasu amerykański gigant był w Polsce (ale wykraczało to poza nasze granice) krytykowany za wyzysk i dokręcanie śruby. Zastanawiałem się wówczas, czy dotyczy to jedynie tego gracza? Czy w innych zakładach jest lepiej? Chyba nie. Świadczyły o tym kiepskie doniesienia od polskich przedsiębiorców, którzy narzekali na brak rąk do pracy – ludzie uciekli do Amazona. Czyli w innych firmach było jeszcze gorzej. I nie uznaję tego za powód do chwalenia firmy Jeffa Bezosa, widać po prostu, że sytuacja na rynku pracy jest zła.

Wylewając teraz żale na Teslę, pisząc, że Elon Musk to podły kapitalista, trzeba zadać pytanie o cały rynek, na którym on działa. Sytuację w fabryce we Fremont wypadałoby porównać z warunkami pracy u wielkich producentów z Detroit, w przemyśle samochodowym. Nie tylko w USA. Bo zajmujemy się ludźmi z Kalifornii, a nie zadajemy w tym czasie pytań o pracowników w Polsce, Indiach, Brazylii czy w krajach afrykańskich. Pracownik Tesli zarabia 10 dolarów za godzinę, gdy zostanie przydzielony do mniej wymagających zadań? A jak wynagradzane są dzieci, które w pocie czoła pracują w kongijskich kopalniach zaopatrujących wielki firmy? Do fabryki Muska przyjeżdżały karetki? W Bangladeszu chcieliby zobaczyć karetkę.

Jak już pisałem, szefa Tesli nie zamierzam bronić. Elon Musk musiał zdawać sobie sprawę z tego, że tworzy duży biznes, a to wymaga pieniędzy i zmagania się z przeróżnymi problemami – tłumaczenie dzisiaj, że pracownicy muszą wziąć na swoje barki część tego ciężaru może być wodą na młyn krytyki. Z drugiej strony, lokalni, mniejsi pracodawcy traktują czasem ludzi znacznie gorzej, ale nikogo to nie interesuje, bo pracodawcy ci są mało medialni i niewielu odbiorców taki temat zainteresuje. A powinien.