Motoryzacja

Elektryczna przyszłość (?). Słów kilka o samochodach elektrycznych

MG
Maciej Gorczyński
11

Brytyjskie samochody „Arrival” prezentują na zewnątrz wspaniały minimalizm i czystą funkcjonalność, hiszpańska Suiza (marka z początku minionego wieku) upodabnia się raczej do kształtów danego automobilu, co też wygląda świetnie. Łączy je źródło energii – bateria elektryczna.

Elon Musk z całą pewnością może spać spokojnie, jednocześnie pretendentów jest tak wielu, że warto się temu przyjrzeć. W Chinach na całkiem szeroką skalę elektryki produkują Aiways, Li Auto, Nio, WM Motor i Xpeng. Na pierwszym rynku Tesli rosną w siłę Canoo, Fisker, Lordstown, Lucid i Rivian – choć nie można jeszcze mówić o produkcji na pełną skalę. W Europie, oprócz Arrival i Suizy mamy jeszcze chorwacki Rimac. Warto rzucić okiem, jak to wygląda: samochody skrajnie się różnią, jak te wymienione na początku, ale żaden nie jest nudny. W 2020 roku prototypowy samochód elektryczny pokazało Sony – nawet jeśli nic z tego nie będzie, przykład japońskiego producenta wyznacza możliwy kierunek rozwoju rynku, na którym w większym stopniu będzie chodzić o „składanie” elektryków niż to typową produkcję fabryczną. Można przypuszczać, że jednym z największych „producentów” tych samochodów będzie Foxconn.

Prognozuje się, że historia będzie wyglądać podobnie jak w wypadku samochodów spalinowych. Na początku XX wieku tylko w USA było około 250, mniejszych i większych, producentów samochodów, dzisiaj większość rynku jest podzielona między trzech. Możemy się więc spodziewać w najbliższych latach 200-300 firm produkujących samochody elektryczne, znacznie później – typowego rynku z dwoma-czterema głównymi graczami. Pytanie: gdzie to się zacznie? Nie może zbyt blisko Muska, który nawet śpiąc, nie zostawia wiele miejsca konkurencji. Analitycy wskazują oczywiście na Chiny, gdzie Nio sprzedało w zeszłym roku 44 tysiące samochodów z napędem elektrycznym i które jest – podobnie jak inni chińscy producenci – notowane na amerykańskiej giełdzie. I nie chodzi tylko o rynek chiński, ponieważ Xpeng sprzedaje już swoje auta Norwegom, którzy kupują najwięcej elektryków Europie. Zmieniając miejsce, większość producentów naśladuje jednak model biznesowy Tesli, w którym nie ma miejsca na „samochód dla ludu” – a to może być całkiem zyskowna nisza. Ale można też celować powyżej luksusowej Tesli, w stronę samochodów wyścigowych czy tzw. supersamochodów – to jest pomysł Chorwata Mate Rimaca. Z kolei rynek samochodów dla wszystkich okazuje się trudniejszy; nie jest ciągle pewne, w której grupie znajdzie się więcej odbiorców, czy to będą raczej ci, którzy dzisiaj kupują rodzinne suvy, czy raczej zwolennicy mniejszych aut miejskich, na dojazdy do pracy. Analitycy zauważają też, że głównym problemem może być, powiedzmy, filozofia samochodu elektrycznego – podejście, które polega na tym, że na bazie znanej konstrukcji powstaje model z napędem elektrycznym, na dłuższą metę może się nie sprawdzić. Użytkownicy ostatecznie mogą oczekiwać czegoś, w czym software jest równie ważny, co układ jezdny, a nie tylko dodany do klasycznej konstrukcji. Więc jednak na sposób Tesli, więc jednak może Foxconn i iCar.

Na razie jednak wszyscy zaliczają straty bądź całkiem bankrutują – wydaje się, że oprócz Tesli szansę na przetrwanie mają tylko ci, którymi zainteresuje się kapitał chiński lub arabscy szejkowie lub zyskają wsparcie państwa (w tym wypadku też chodzi o juany). Niektórzy po prostu porzucają rozwinięte inwestycje, ponieważ wizja jakichkolwiek zysków wyłącznie się oddala – tak było w wypadku Dysona. Historie giełdowe są niemal identyczne. Po krótkim entuzjazmie inwestorów w momencie debiutu, w kilka miesięcy producent samochodu elektrycznego traci ponad połowę wartości i zostaje bez środków na rozwój. Pozostaje jeszcze pytanie o ostatnie ogniwo łańcucha – gdzie jest twój najbliższy serwis samochodu elektrycznego? W Polsce Tesla ma jeden; można ten fakt potraktować z ironią, ale być może jest to proporcjonalnie niezły wynik, skoro po kraju jeździ około 400 sztuk tych samochodów. Ciekawe, czy Amerykanom wystarcza ich 135 punktów serwisowych?

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: