8

Elektroniczne magazyny to przyszłość. O iMagazine i rynku e-prasy w rozmowie z Dominikiem Ładą [wywiad]

Czy elektroniczne wydania to przyszłość prasy? Czy papier odejdzie do historii na wzór pergaminów? Patrząc na zmiany jakie dokonują się na całym świecie w branży wydawniczej, a w których to prym wiodą Stany Zjednoczone, nie trudno dojść do wniosku, że akcent powinien paść na, nie „czy?” tylko „kiedy?”.  Wydaje się, że rynek dostrzega tę zmianę […]

Czy elektroniczne wydania to przyszłość prasy? Czy papier odejdzie do historii na wzór pergaminów? Patrząc na zmiany jakie dokonują się na całym świecie w branży wydawniczej, a w których to prym wiodą Stany Zjednoczone, nie trudno dojść do wniosku, że akcent powinien paść na, nie „czy?” tylko „kiedy?”. 

Wydaje się, że rynek dostrzega tę zmianę paradygmatu myślenia o prasie i choć na świecie i w Polsce wciąż rządzi druk, to wydawcy coraz odważniej wkraczają w cyfrowe treści. Nie jest to jednak tylko domena „wielkich”, gdyż obok nich, a nawet przed nimi rośnie cały rynek niezależnych cyfrowych wydawnictw, prężnie działających i zdobywających sporą popularność.

Jednym z dobrze znanych na polskim rynku e-magazynów tego typu jest iMagazine. Myślę, że Czytelnikom Antyweba nie trzeba przybliżać tego tytułu. Ponieważ iMagazine niedawno skończył roczek postanowiłem porozmawiać z jego redaktorem naczelnym – Dominikiem Ładą o  tym projekcie oraz o samym rynku elektronicznej prasy.

Kamil Mizera: Zacznijmy od kuchni. iMagazine niedawno świętował swój pierwszy rok. Pora się nieco pochwalić – ilu czytelników ma iMagazine?

Dominik Łada: W tym momencie mamy, jak zsumujemy wszystkie platformy, przez które jesteśmy dostępni, około 15-20 tysięcy czytelników, takich zarejestrowanych. Ale z tego co się orientuję to docieramy do znacznie większej liczby. iMagazine można, o dziwo, znaleźć też na torrentach…Walczymy z tym, bo przecież jesteśmy dla czytelników za darmo. Jedyne co jest wymagane aby pobrać najnowszy numer, to rejestracja w którejś z platform (newsletter, aplikacja w AppStore, eGazety, Issuu), a mimo wszystko ludzie „piratują”.

KM: iMagazine to również wydanie mobile. Jaki procent Waszych czytelników pobiera czasopismo poprzez aplikację w AppStore?

DŁ: Ciężko w tej chwili to nam stwierdzić. Aplikacja pojawiła się w AppStore dopiero około miesiąca temu. Mamy dużą liczbę zarejestrowanych i pobierających numery przez aplikację czytelników – ponad 6 tysięcy. Ale zdajemy sobie sprawę z tego, że wielu z nich może nas też czytać innymi kanałami. Nie zaczęliśmy jeszcze szerzej promować naszej aplikacji, bo cały czas czekamy na moment, aż Apple dopuści nas do swojego kiosku (Newsstand). Jak tylko się w nim znajdziemy, ruszymy z promocją i wtedy będziemy dopiero mieli bardziej realne dane.

KM: Rozwijacie się bardzo prężnie, mimo, że rynek wydawniczy w Polsce jest trudny. Jak wygląda model biznesowy czasopisma, dzięki któremu iMagazine mógł ostatnio świętować swoje urodziny? Krótko mówiąc, na czym zarabiacie?

DŁ:  Od początku przyjęliśmy zasadę, że nasz magazyn będzie darmowy dla czytelników. Chcieliśmy stworzyć magazyn, który będzie się ukazywał stale i dostarczał ciekawe, na najwyższym poziomie, treści. Obserwuję rynek wydawniczy od długiego czasu i widzę, że w Polsce za takie treści, jakie znaleźć można w iMagazine, ludzie nie chcą za bardzo płacić. Magazyny płatne o podobnym profilu szybko znikały z rynku. Ja chciałem, aby nasz magazyn się rozwijał. Utrzymujemy się z reklam, z akcji PRowych i innych powiązanych ze sobą projektów (strona www, podcast Nadgryzieni i inne). Dzięki takiemu modelowi czytelnik ma dostęp do naszego magazynu i nie musi za niego płacić.

KM: Jak w tym kontekście torrentowe piractwo szkodzi iMagazine?

DŁ:  W prosty sposób – utrzymujemy się z reklam. Nasi partnerzy reklamowi chcą mieć potwierdzenie do kogo trafiamy i dlatego jest rejestracja (darmowa, i wymagająca podania samego adresu email, nic więcej). Jeśli ktoś nie chce się zapisać i wrzuca nas na torrenty nie pomaga nam, a raczej zdecydowanie nam szkodzi. Dla reklamodawców najważniejszy jest zasięg. Jeśli mamy duży zasięg to jesteśmy bardziej atrakcyjni. Jeśli nie możemy tego zasięgu udokumentować to koło się zamyka…

KM: Problemem więc nie jest samo upowszechnianie iMagazinu, ale brak możliwości udokumentowania zasięgu?

DŁ:  Owszem. Generalnie reklamodawcy, a przede wszystkim domy mediowe, jeszcze nie czują do końca nowego medium, czyli magazynów w formie elektronicznej, dlatego, czy to z niewiedzy, czy też wygody, najczęściej chcą nas wrzucić do jednego worka ze stronami www, a to jest zupełnie coś innego.

KM: Jeżeli o zasięgu mowa – iMagazine adresowany jest do konkretnego odbiorcy i ma konkretną, cyfrową formę. To chyba nieco zawęża grono czytelników, a tym samym target dla reklamodawców. Czy myślicie o poszerzeniu swojego targetu, a jeżeli tak, to w jaki sposób?

DŁ: Oczywiście, że jesteśmy adresowani do konkretnego odbiorcy. To jest nasz atut. Jednocześnie nie zawęża specjalnie nam to grona czytelników. Po pierwsze naszym „core” są produkty Apple i cały ekosystem oraz jego użytkownicy. Z drugiej strony dla użytkowników sprzętu Apple, nie są ważne MB i GHz. Dla nich ważne jest ich cyfrowe życie, „digital lifestyle”, czyli muzyka, filmy, książki, fajne dodatki do urządzeń dzięki którym mogą to wszystko konsumować. Czytelnicy to wszystko u nas znajdą. Mogą przeczytać super felietony, dowiedzieć się o interesujących książkach, muzyce, filmach no i poznać najnowszy sprzęt, gadżety i oprogramowanie.  Do tego, według badań czytelnictwa, jakie przeprowadziliśmy, ponad 30% to są osoby, które nie mają nic z produktów Apple, ale mocno się tą tematyką interesują i dlatego do nas zaglądają i nas czytają. Cały czas staramy się prezentować ciekawe treści, uzupełniać ofertę, jaką teraz mamy dla czytelników. Dzięki temu, że mamy cyfrową formę, możemy błyskawicznie reagować na sytuację jaka jest na świecie. Gdy na początku października umarł Steve Jobs przesunęliśmy wydanie i mogliśmy przygotować o nim odpowiedni materiał. Dla porównania zachodnie magazyny o tematyce Apple mogły to zrobić dopiero w wydaniach… grudniowych. W taki sposób mogą działać tylko magazyny elektroniczne. To jest przyszłość.

KM: Pozostańmy przy tej przyszłości i porozmawiajmy chwilę o rynku e-prasy. W Polsce to temat bardzo świeży. Jak oceniasz obecny stan branży? Gdzie upatrujesz zagrożeń, a gdzie szans dla wydawnictw takich, jak iMagazine?

DŁ: Można zaobserwować, że praktycznie wszyscy wydawcy starają się zaistnieć, albo przynajmniej być na rynku e-prasy. Obserwuję dwie drogi – albo wydają swoje aplikacje, albo udostępniają się poprzez serwisy typu eGazety.pl. Myślę, że w obecnych czasach już nie jest to moda tylko konieczność. Wszystko idzie w tym kierunku. Papier jest coraz droższy, dystrybucja potrafi pożreć nawet do 70% ceny półkowej. Zaletą e-wydań jest elastyczność i szybkość (przytoczony przeze mnie przykład ze Stevem Jobsem). Coraz więcej „Kowalskich” woli rano, przy śniadaniu, do kawy przeczytać sobie najnowsze wydanie swojej ulubionej gazety, ale bez potrzeby wychodzenia po nie z domu. Pod koniec zeszłego roku odbyła się debata właśnie na temat przyszłości prasy w kontekście e-publishingu. Zostaliśmy zaproszeni na nią obok Newsweeka i Gazety Wyborczej. W wyniku tego spotkania zrozumieliśmy, że nie musimy obawiać się o przyszłość iMagazine. Jesteśmy stargetowani, szybcy i nie jesteśmy skostniali. Możemy spokojnie konkurować z największymi, bo na tym rynku rządzą trochę inne prawa. Patrząc na wyniki „sprzedaży” Newsweeka czy GW, oczywiście w wersji elektronicznej, i porównując je z naszymi jesteśmy spokojni. Naszą mocną stroną niewątpliwie są nasi czytelnicy, którzy są bardzo aktywni. Mocno angażują się w życie magazynu, komentują, podrzucają pomysły, konstruktywnie krytykują. Dzięki nim rozwijamy się. Dzięki utrzymywaniu bezpośredniego kontaktu z naszymi odbiorcami mamy z nimi zupełnie inne relacje niż „ci duzi”. To jest nasza szansa i nasza nisza.

KM: Gdzie widzisz iMagazine za rok na rynku e-prasy? Jakie plany na przyszłość?

DŁ: Oczywiście, chcemy być liderem w naszej branży (uśmiech). Będziemy się rozwijać. Chcemy pokazywać się jak największej liczbie czytelników i zainteresować ich naszym magazynem oraz pozostałymi elementami układanki – www, podcastem i innymi. Nadal mamy jeszcze bardzo dużo do zrobienia. Na pewno będziemy rozwijali naszą aplikację. Mamy rozpisane kolejne funkcje jakie będziemy dodawać w kolejnych wersjach. Mamy jeszcze masę pomysłów na ciekawe treści, które zamierzamy umieszczać w magazynie. Wszystko rozbija się tak na prawdę o czas, bo chęci i zapał jest. Mamy nadzieję, że reorganizacja i outsourcing pewnych aktywności wewnątrz magazynu jakie planujemy od stycznia pomogą nam w pełni poświęcić się rozwojowi, na co liczymy.

KM: Dziękuję za rozmowę

DŁ: Dzięki