5

EA „niechcący” rozdaje setki tysięcy gier użytkownikom Origin. To się nazywa „promocja”!

Kilka dni temu część graczy w zamian za wypełnienie ankiety otrzymało od EA kod umożliwiający pobranie z platformy Origin za darmo każdej gry kosztującej mniej niż 20 dolarów (i rabat w wysokości tej kwoty na tytuły droższe). Problem w tym, że ów kod można było wykorzystać nieskończoną ilość razy. W rezultacie niektórzy mieli baaardzo udany […]

Kilka dni temu część graczy w zamian za wypełnienie ankiety otrzymało od EA kod umożliwiający pobranie z platformy Origin za darmo każdej gry kosztującej mniej niż 20 dolarów (i rabat w wysokości tej kwoty na tytuły droższe). Problem w tym, że ów kod można było wykorzystać nieskończoną ilość razy. W rezultacie niektórzy mieli baaardzo udany weekend.

W kwestii wyjaśnienia – Origin to platforma dystrybucji cyfrowej gier, którą EA uruchomiło w ramach odpowiedzi na Steama. Osobiście konkurencja wyszła im taka sobie. Po pierwsze promocje cenowe nie umywają się do sklepu Valve, a po drugie oferta jest ograniczona tylko do gier EA. Sam kupiłem na Origin jedynie dwie gry – FIFĘ 12 i FIFĘ 13.

Ale nie o wyższości Steama nad Origin chcę pisać tylko o ogromnej wpadce, jaką zaliczyło EA. Wspomniane kody, które udostępniono, szybko rozeszły się po forach i serwisach z grami. Okazało się, że były dostępne dla wszystkich mieszkańców USA i Kanady bez wyjątku. Producent nie przypisał ich do określonego konta, ani nie wprowadził żadnych dodatkowych zabezpieczeń (włącznie z najważniejszym – czyniącym go jednorazowym). W rezultacie użytkownicy Origin mogli „robić zakupy” na Origin nie płacąc ani grosza (pod warunkiem, że mieścili się w 20$). Niektórzy złowili solidne paczki gier, sięgające kilkudziesięciu pozycji. W ramach „promocji” możliwe było uzyskanie takich hitów, jak Dead Space, Battlefield czy Dragon Age. EA w żaden sposób nie zawęziło oferty dla posiadaczy kodów.

EA nie jest szczególnie lubianą firmą. W odbywającym się w kwietniu głosowaniu na popularnym blogu The Consumerist okrzyknięto ją najgorszym koncernem Ameryki roku 2012 (drugą pozycję zajął Bank of America – co jest bardzo wymowne). Zadecydowało o tym ponad 250 tys. respondentów. Jednym z najczęściej wymienianych zarzutów był poziom obsługi klienta świadczony na platformie Origin. EA oberwało się też za dziurawe zabezpieczenia oraz uderzającą w użytkowników politykę prywatności. Nic zatem dziwnego, ze gracze nie mieli specjalnych wyrzutów sumienia podczas wykorzystywania „promocji”. Co ciekawe, w dyskusji na Reddit pojawiały się też opinie, że skoro programiści EA nie potrafią odpowiednio zabezpieczyć udostępnianych kodów, nie będą umieli też namierzyć użytkowników, którzy je wykorzystali kilkukrotnie (choć mi osobiście wydaje się to już mniej prawdopodobne).

Opisywana wpadka ma wymiar szczególny, bo nie wynika z wykorzystywania przez graczy ukrytej luki w zabezpieczeniach. Nie jest to „magiczna receptura” na to, jak obejść system płatności, rozprowadzana po forach z Warezem. Tutaj ewidentnie zawiniło EA i cała ta sytuacja odbyła się właściwie na własne życzenie firmy.

A teraz najciekawsze – wbrew temu, co niektórzy podejrzewali, firma zdecydowała się nie usuwać gier, które nabyto za pomocą promocyjnych kodów. Użytkownicy, którzy wykorzystywali je kilkukrotnie nie otrzymają banów i mogą spać spokojnie. Czy przysporzy to EA fanów i poprawi wizerunek w oczach graczy? Nie wydaje mi się. Wszyscy będą prawdopodobnie kojarzyć te ruch z bezradnością i fatalną wpadką koncernu.

To co? Teraz pora na Valve, żeby zorganizować „megapromocję” dla graczy? ;)