Felietony

EA zna się na lootboxach, ale FIFA to już wyższy poziom manipulacji

Patryk Koncewicz
5

Minął nieco ponad miesiąc od premiery FIFA 23, dlatego czas wyciągać pierwsze wnioski. Takiego wyciągania ręki po pieniądze graczy jeszcze nie było.

Electronic Arts wie, jak wyciągać z graczy kasę za pomocą wewnętrznych mikropłatności. Teoretycznie wszyscy przyzwyczailiśmy się już do tego, że lootboxy były, są i będą ważnym filarem rynku gamigowego i dopóki nie są dystrybuowane w bezczelnym systemie pay to win, to da się je przełknąć. Jednak EA w swojej historii niejednokrotnie przekraczało granicę dobrego smaku, tak jak przy okazji premiery Battlefronta 2, gdzie za pomocą paczek kupowanych za realną walutę dało się nie tylko znacznie przyspieszyć progres, ale także… zwiększyć obrażenia. Wspominam o tym, bo do dziś toczą się dyskusję na temat tego, czy paczki z piłkarzami w serii FIFA to ten sam stopień nachalności, czy jedynie dodatek urozmaicający rozgrywkę. Na to pytanie nie odpowiem, ale pokażę, jak EA na przykładzie najnowszej odsłony osiągnęło mistrzostwo w manipulowaniu graczami.

Squad Building Challenge

Najbardziej popularnym trybem w FIFA jest multiplayerowy Ultimate Team, w którym gracze budowanym od podstaw składem starają się dojść na szczyt w rozgrywkach weekendowych i sezonowych. Nadrzędna zasada jest bardzo prosta – im lepsi zawodnicy, tym łatwiej o wygraną. Ci jednak potrafią kosztować na wewnętrznym rynku krocie, a zarobki za wygrane spotkanie nie należą do najwyższych. Ekonomia trybu FUT opiera się więc na paczkach, które możemy otrzymać za zadania lub opróżnić portfel i zakupić je przy pomocy złotówek.

SBC, czyli wyzwania budowania składu to jeden z głównych sposobów na ulepszanie drużyny bez wydawania pieniędzy. Polega on na poświęceniu kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu zawodników o niższej ocenie ogólnej na rzecz kart lub paczek o potencjalnie większej wartości. Dotychczas był to całkiem przyjemny sposób na ulepszanie składu dla niedzielnych graczy, bo wymagania wyzwań były mniej więcej dostosowane do szacunkowego progresu na danym etapie gry. Jednak w tym roku EA postanowiło już w pierwszych tygodniach dokręcić śrubę i zarzucić graczy atrakcyjnymi kartami, których zdobycie wymagało poświęcenia składu lepszego, niż większość osób posiadała jako główny.

Electronic Arts daje Ci w ten sposób wybór. Albo przykuwasz się do gry na kilka godzin dziennie, starają się zarobić swoim czasem, albo… kupujesz paczki i liczysz na dobry traf. Częstotliwość wypuszczania nowych kart i eventów także ma tutaj znaczenie. W samym tylko październiku do gry trafiły karty specjalne z aż 8 różnych serii, nie licząc kart zawodników tygodnia, Ikon, kart Kero i zawodników miesiąca. Ktoś może powiedzieć, że to świetnie, bo przecież taki zabieg zapewnia różnorodność. Sęk w tym, że w poprzednich odsłonach wydarzenia te rozłożone były na kilka miesięcy, ale EA doskonale wie, że znajdą się tacy, którzy z chętnie sypną groszem, aby być na bieżąco z każdym eventem.

Zwiększony drop w początkowym etapie

Gram regularnie w FUT od 4 lat i dobrze poznałem specyfikę tego trybu. Każdy z graczy wie, że trafienie naprawdę wartościowej karty – zwłaszcza świeżo po premierze gry – to sfera niespełnionych marzeń. Dzieje się tak dlatego, że EA celowo manipuluje prawdopodobieństwem otrzymania lepszych kart, powiązanych ze stażem i ilością spędzanego w grze czasu, aby przykuć gracza do ekranu na dłużej. W tym roku zasady uległy zmianie.

Użytkownicy z całego świata – w tym ja – na tematycznych portalach takich jak Futbin lub Futwizz donoszą, że gra przychylniej rozdaje dobrych zawodników w paczkach. Mowa nie tylko o lootboxach za nagrody, ale także o trafach z paczek za realną walutę. Sam po pierwszych dwóch tygodniach zbudowałem skład za niespełna milion, co nigdy do tej pory tak szybko mi się nie zdarzyło. Ten prosty zabieg uruchamia w głowie mechanizm hazardzisty. Skoro mam takie szczęście, to może kupię wewnętrzną walutę FIFA Points i otworzę kilka paczek? A skoro już o paczkach mowa to przejdźmy do „specjalnych edycji”, które gwarantują wręcz dobry traf. No przynajmniej w teorii.

Zwiększona ilość specjalnych paczek

W poprzedniej odsłonie FIFY EA eksperymentowało z dostępnymi mniej więcej raz w miesiącu paczkami, które gwarantowały losowego zawodnika z danego eventu, lub chociaż kartę o określonym poziomie oceny ogólnej. Takie paczki są znacznie droższe niż zwykłe lootboxy dostępne na co dzień w sklepie, a ich cena potrafi sięgać nawet kilkudziesięciu złotych.

W FIFA 23 paczki te pojawią się średnio raz w tygodniu. Nic oczywiście nie stoi na przeszkodzie, żeby kupić ją za walutę zdobywaną za rozgrywane mecze, ale ta forma płatności jest kompletnie nieopłacalna, a samo graficzne przedstawienie cen działa na wyobraźnię. Rzućcie tylko okiem na poniższy zrzuty ekranu.

Za specjalną paczkę z gwarancją losowej karty specjalnej przyjdzie zapłacić nam 100 tysięcy monet lub… 1500 FIFA Points, czyli  65 zł. W połączeniu ze wspomnianą mnogością eventów prowadzi to do bardzo szybkiego przesycenia rynku w grze i dewaluacji zwykłych złotych kart, które po zaledwie miesiącu od premiery nie mają już zastosowania. Chcesz nadążyć za galopującymi zmianami? Sorry, musisz kupić paczki.

Ikony tracą elitarność i dziwny przypadek darmowej paczki hero

Dla osób niezaznajomionych z tematem nagłówek ten może brzmieć nieco enigmatycznie, dlatego już tłumaczę, o co chodzi. Ikony w FIFA to karty legendarnych zawodników, takich jak Ronaldinho czy Pele. Piłkarze nieco mniej utytułowani, ale równie mocno rozpoznawalni otrzymali karty Hero, czyli takie Ikony, ale z gorszymi statystykami. Jeszcze w poprzedniej odsłonie obie wersje kart były absurdalnie drogie, a prawdopodobieństwo trafienia ich w paczce było niemalże zerowe. Zazwyczaj kilka miesięcy po premierze gry EA udostępniało specjalne wyzwania i zdania, który wykonanie gwarantowało otrzymanie losowej lub wybranej ikony. Wymagały one jednak ogromnego nakładu czasu i pracy lub – jak się domyślacie – wyłożenia wystarczająco dużej ilości gotówki.

W FIFA 23 pierwsze SBC o ikonę pojawiło się… dwa tygodnie temu. To zaskakująco szybka decyzja ze strony EA, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że większość graczy ledwie wiąże w pierwszych tygodniach koniec z końcem, składając zespół z bardzo tanich zawodników. Perspektywa posiadania ikony na tak wczesnym etapie rozgrywki jest zatem szalenie kusząca, ale ukończenie wzywania polegało na oddaniu w zamian 22 piłkarzy z klubu, o ocenie 84 i 86, czyli mówiąc prościej – bardzo drogich. Co w sytuacji, gdy bardzo chce mieć Ikonę, ale mój klub nie ma wystarczających środków? Znacie odpowiedź.

Źródło: GGRecon

Ostatni przykład zahacza nieco o teorię spiskową, ale naprawdę ciężko mi uwierzyć, że był to wypadek. Otóż nieco ponad tydzień po premierze gry do wewnętrznego sklepu trafiła paczka z gwarantowaną kartą Hero za 500 FIFA Points, czyli 25 zł. Wieści w świecie FIFA szybko się rozchodzą, dlatego gracze tłumnie chwycili za karty płatnicze, jednak nie wszystkim szczęśliwcom udało się zdobyć swój egzemplarz. Dlaczego? Bo paczka zniknęła ze sklepu po kilkunastu minutach. Wywołało to niemałe oburzenie, a rozgoryczeni gracze domagali się rekompensaty, ale EA nabrało wody w usta.

Największym problemem był jednak nie fakt zniknięcia paczki, ale totalnego załamania rynku, który nastąpił po wylosowaniu przez tysiące graczy niezwykle rzadkich kart wartych miliony, co doprowadziło do ogromnego spadku ich wartości na rynku. EA po kilku dniach stwierdziło, że paczka dostała się do sklepu przez „pomyłkę” i zakopało temat. Nie przewidziano także żadnych rekompensat ani ponownego dodania paczki do sklepu.

Quo Vadis EA?

Patrząc na tempo rozwoju FIFA 23 trudno wyobrazić sobie, jak tryb FUT będzie wyglądać za kilka miesięcy. Choć gra sama w sobie poprawiła wiele błędów w mechanice i rozgrywkę można uznać za naprawdę przyjemną, to nacisk na wyciąganie od graczy pieniędzy staje się powoli nieznośny. Pewnie, można przecież trzymać kartę zamkniętą w portfelu i progresować dziesiątkami godzin tygodniowo spędzanych przed ekranem, ale w FIFA 23 – jak w żadnej innej do tej pory – czuć, że konkurencja odjeżdża zbyt szybko, a szanse przechylają się na korzyść graczy, którzy nie wahają się wydać setek złotych na wirtualny futbol.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu