Moje przemyślenia

EA doskonale wie gdzie są pieniądze, a nie moc sprzętów do grania

PW
Paweł Winiarski
9

To, że tablety rozwijają się szybko, nie jest dla nikogo ani tajemnicą, ani zaskoczeniem. Tym bardziej dziwi nagłe odkrycie EA, jakoby już za mniej więcej trzy lata tego typu urządzenia miały przegonić mocą konsole obecnej generacji. Z uwagi na rozwój mobilnych technologii oraz cykl życia konsol, je...

To, że tablety rozwijają się szybko, nie jest dla nikogo ani tajemnicą, ani zaskoczeniem. Tym bardziej dziwi nagłe odkrycie EA, jakoby już za mniej więcej trzy lata tego typu urządzenia miały przegonić mocą konsole obecnej generacji. Z uwagi na rozwój mobilnych technologii oraz cykl życia konsol, jestem w stanie w to uwierzyć. Ale wierzę również w to, co EA powiedziało między wierszami.

Gry z pasji robią jedynie małe zespoły, które może nie siedzą w garażu, a za ich produkcję nie są odpowiedzialni geniusze w spadających z nosa okularach. Wszystkie gry, na które w procesie tworzenia przeznaczyć trzeba niemałe pieniądze muszą się nie tylko zwrócić, ale również zarobić. Nie jest tajemnicą, że giganci pokroju Electronic Arts czy Activision nie stawiają sobie za główny cel dobra graczy. W zasadzie większość dużych wydawców potrafi z miejsca zabić świetnie zapowiadające się serie tylko i wyłącznie dlatego, że wyniki sprzedaży nie były satysfakcjonujące. Pompują za to ogromne pieniądze w popularne tasiemce, najlepiej wydawane co roku, niezależnie od tego, czy efekt finalny satysfakcjonuje graczy. Tak to działa i jedyne co możemy zrobić to nie dokładać się do wielkiego wora w jakim lądują pieniądze ze sprzedaży niedorobionych lub nie mających grama innowacji gier.

EA idzie jednak krok dalej, co pokazało przy okazji wydanego niedawno na smartfony i tablety Dungeon Keepera. Jakkolwiek dobra by ta gra nie była, zabiły ją mikrotransakcje. Zabiły w rozumieniu klasycznego gracza, który nie zamierza wydawać tony pieniędzy na przyspieszenie produkcji jednostek tylko i wyłącznie dlatego, by móc komfortowo grać. Podejrzewam jednak, że Dungeon Keeper na siebie zarobił, a EA śmiało się w twarz wszystkim, którzy zarzucali im niegrywalny produkt. To samo tyczy się nadchodzącego Need for Speed: No Limits. Z jednej strony ciężko oczekiwać, by darmowa gra była darmowa w 100%, ale płacenie za wirtualną benzynę prawdziwymi pieniędzmi sprawi, że tytuł będzie kompletnie niegrywalny dla osób, które nie zamierzają korzystać z mikrotransakcji. Zdecydowanie bardziej wolałbym grę kosztującą kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt złotych, ale fajną i grywalną. World of Tanks jest przecież darmowe, ma mikrotransakcje, ale nawet jeśli nie zamierzamy niczego kupować, da radę fajnie się przy grze bawić. Można? Wargaming pokazuje, że tak.

Electronic Arts ma na swoim koncie kilka grzechów, których gracze już nigdy im nie wybaczą. Nietrudno się więc domyślić, dlaczego firma już wspomina o tabletach w kontekście ich mocy. Mocniejsze sprzęty to większe możliwości tworzenia gier, które zarobią na siebie mikrotransakcjami. Oczywiście szczerze wątpię, by nawet przy ogromnej mocy tego typu urządzeń, którakolwiek firma tworzyła gry tak skomplikowane i rozbudowane jak ma to miejsce na konsolach. Dlaczego? Bo odbiorca jest inny. Odbiorca tabletowej pozycji nie zamierza odkrywać wszystkich jej sekretów, nie zamierza też siedzieć przy grze 30 godzin tylko po to, by poznać całą historię. Bo na tabletach nie gra się wygodnie w fotelu - to rozrywka, która najlepiej sprawdza się w kolejce do lekarza czy środkach komunikacji miejskiej, podmiejskiej lub w dłuższych podróżach kiedy akurat nie musimy siedzieć za kierownicą.

Mam wrażenie, że takimi zapowiedziami, Electronic Arts przygotowuje nas powoli do jeszcze większej ilości tabletowych f2p. Boję się tylko jednego. Kiedyś EA może wpaść na pomysł przeniesienia wszystkich swoich dużych (i dobrych) tytułów na tablety tylko dlatego, że można tam bezkarnie pchać mikrotransakcje i zachęcać ludzi do pobrania gry opisami „darmowa”. Wyobrażacie to sobie? Mass Effect, Dragon Age, Battlefield czy FIFA tylko w opcji na tablety. W dodatku wymagające wydania fortuny tylko i wyłącznie po to, by móc normalnie grać. Kupowanie piłek w FIFIE, batonów dla żołnierzy w Battlefieldzie czy paliwa do statków kosmicznych w Mass Effect. Oby ten scenariusz nigdy się nie spełnił, czego sobie i Wam serdecznie życzę.

grafika: 1,2,3,4

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

Electronic Artsea