4

E-zakupy po polsku miały mnie zaskoczyć. Zaskoczyły?

Wczoraj wieczorem trafiłem w Sieci na następujący tytuł: Zdziwisz się, co ludzie kupują przez internet. Też to robisz? Zastanawiałem się przez chwilę czy kliknąć i czy faktycznie mogę być zdziwiony. Ciekawość wygrała ze zdrowym rozsądkiem i dzisiaj jestem bogatszy o niezwykle cenę informacje (chciałbym, aby to była prawda…). Narzekać nie mogę, ponieważ miałem okazję przekonać […]

Wczoraj wieczorem trafiłem w Sieci na następujący tytuł: Zdziwisz się, co ludzie kupują przez internet. Też to robisz? Zastanawiałem się przez chwilę czy kliknąć i czy faktycznie mogę być zdziwiony. Ciekawość wygrała ze zdrowym rozsądkiem i dzisiaj jestem bogatszy o niezwykle cenę informacje (chciałbym, aby to była prawda…). Narzekać nie mogę, ponieważ miałem okazję przekonać się, czy jestem statystycznym e-zakupowiczem.

Zacznijmy od mojego zdziwienia. Od lat powtarzam, iż trudno mnie czymś zaskoczyć i faktycznie rzadko zdarza się, bym zareagował na coś osłupieniem, wybałuszonymi oczami oraz uniesioną lewą brwią (o dziwo, prawa nie chce się podnosić). Wczoraj uczynił to pewien film z kozami, ale z pewnością zadania nie wykonał wspomniany we wstępie artykuł. Chociaż z drugiej strony… Zdziwiło mnie to, że na stronie hotmoney.pl, na której pojawił się ów wpis nie zamieszczono ani linijki tekstu. Po prostu przeklejono infografikę i nikt nie okrasił tego komentarzem. Szkoda, bo temat ciekawy i do tego lokalny (infografika dotyczy zakupów w Sieci w Polsce). A zatem, czy w infografice coś mnie zaskoczyło?

Autorzy badania/infografiki już na wstępie stawiają istotne pytanie: dlaczego kupujemy w Sieci? Większość ludzi wybiera e-zakupy ze względu na niższe ceny. Zaskoczeni? Ja nie bardzo, choć osobiście stawiałbym raczej na wygodę. Promocje też fajna sprawa i miło kupić np. dwie książki w cenie jednej. Początek zestawienia, a ja powoli zaczynam być rozczarowany. No nic, może dalej będzie lepiej (warto jeszcze wspomnieć o ciekawostce dla cyklistów – jest Was mniej niż klientów sklepów internetowych. Fakt, na rowerze nie jeżdżę, a w Internecie kupuję).

Dowiedziałem się np., iż statystyczny e-zakupowicz jest kobietą. Przyznam szczerze, że stawiałbym jednak na faceta – wydawało mi się, iż kobiety nadal lubią buszować w sklepach, a rytuał ten poważnie wykracza poza sferę zakupów. Nawet gdybym był kobietą, to z grona „statystycznych” wykluczałby mnie wiek. Przeciętnemu e-zakupowiczowi dawałbym 25-30 lat. Jak widać (materiał graficzny w centrum tekstu), osoby dojrzałe nie stronią od e-commerce, co jest pozytywnym zjawiskiem – nowe technologie nie są jedynie domeną młodszych pokoleń.

Kwestię zarobków wolałbym pominąć – podejrzewam, że czytają nas pracownicy US (oczywiście serdecznie pozdrawiam) i chyba lepiej nie rozpoczynać publicznie tego tematu… Wykształcenie średnie. To dopiero wiadomość. Do wczoraj byłem święcie przekonany, że w tym kraju już każdy ma magistra (przynajmniej jednego – stawiałbym raczej na 1,6 tytułu magistra per capita). Najwidoczniej musimy poczekać jeszcze kilka lat (chyba, że średnią zaniżyli studenci i licealiści!). Na koniec miejsce zamieszkania. I znowu nie wpisuję się w średnią. Jestem zaskoczony…

Kolejna porcja ważnych danych kryje się pod śródtytułem: Co kupujemy online? To chyba najważniejsza część infografiki i niniejszego tekstu (wszak tekst wyjściowy miał mnie zaskoczyć właśnie nabywanymi towarami). Na pierwszym miejscu znajdujemy odzież i kosmetyki. Czy to dziwne? Raczej nie – choć osobiście nie kupuję ubrań w Sieci (właściwie to sam nie wiem, jaki jest powód), to znam wiele osób, które uzupełniają garderobę właśnie za pośrednictwem Internetu. Ciekawe, jaki odsetek z nich testuje produkty z tej kategorii w sklepie i dopiero potem nabywa towar w e-sklepie?

Książki, muzyka, filmy. To faktycznie zaskoczenie… W tym przypadku zastanawiałbym się raczej, kto jeszcze nie kupił rzeczy z tej kategorii w sklepie internetowym. Ostatnimi czasy domowa biblioteczka uzupełniania jest przede wszystkim za sprawą e-handlu. W moim przypadku to chyba jakaś forma szukania złotego środka: z jednej strony rzadziej bywam w księgarniach i za sprawą nowych technologii szybko kupuję to, co chcę, ale z drugiej strony, nadal decyduję się na „tradycyjne” książki: e-booki jeszcze nie zawitały pod mój dach. Ciekawe, jak długo to jeszcze potrwa…?

Sprzęt RTV i AGD. Można mówić o jakimkolwiek zdziwieniu? Od jakiegoś czasu wydaje mi się, iż np. sklepy wielkopowierzchniowe służą przede wszystkim za arenę do testów urządzeń i zapoznania się z jakością wykonania. Ludzie coraz częściej wybierają telewizory i lodówki w tradycyjnym sklepie, ale potem szukają atrakcyjnej oferty w Sieci. Czasem różnice w cenie mogą być naprawdę porażające (oczywiście nie jest to pewniak – można się też naciąć i to z przynajmniej kilku powodów).

Na koniec tej rubryki coś, co nie cieszy się zbytnim zainteresowaniem statystycznego e-zakupowicza: artykuły spożywcze. Znów czuję się marginesem społeczeństwa. Akurat „jedzenie” od jakiegoś czasu kupuję przede wszystkim w Sieci. Na początku miałem opory i bałem się, że przywiozą wysuszony ser, śliską wędlinę i zielone mięso, ale spróbowałem raz i korzystam z tej możliwości dość często.

info2

Zakupy w wirtualnym sklepie zajmują kwadrans i wracam do pracy albo rozrywki, a następnego dnia wszystko dostarczone pod drzwi – oszczędność czasu i nerwów (przeciskanie się z wózkiem w zatłoczonym sklepie może przysporzyć siwych włosów) rekompensowałaby nawet wyższe ceny w sklepie internetowym. Odnoszę jednak wrażenie, ze nie płacę więcej – może nawet udaje mi się zaoszczędzić, bo w Sieci nie jestem podatny na promocje i wszelkie inne chwyty marketingowe. A przynajmniej jestem podatny w mniejszym stopniu.

„Tylko 17% z nas płaci za wakacje jedynie online”. Ciekaw jestem, co kryje się pod hasłem „wakacje”. Mowa o zorganizowanych od A do Z wycieczkach/wczasach czy także lotach, hotelach itd. załatwianych na własną rękę? W tym drugim przypadku wynik byłby faktycznie słaby, ale z drugiej strony obiad w restauracji nad morzem, za który zapłaci się podczas wypoczynku gotówką chyba też mieści się w tej kategorii i tym samym znika opcja płacenia jedynie online. Jeżeli chodzi tylko o wycieczki, to zastanawiam się (nie tylko w kontekście infografiki), jak liczna jest grupa ryzykantów, którzy wierzą w to, że akurat ich biuro nie upadnie w tym sezonie…

Następna informacja bardzo mnie pocieszyła – jestem w większości! Okazuje się, że aż 77% internautów uważa, iż w Sieci można kupić wszystko. Podpisuję się obiema rękoma. Uważam, że można tam znaleźć wszystko (nawet to, co najchętniej wymazałoby się z historii świata) i kupić wszystko. Wskazana w infografice machina krocząca to akurat mniejszy kaliber – sam niedawno obserwowałem aukcję, w której sprzedawano robota polującego na Robocopa. Ruda uranu to już wyższa liga (chyba?), ale nadal dostrzegam sporą przestrzeń dla znacznie bardziej szokujących zakupów.

W informacji na temat wydatków najbardziej zszokowała mnie wiadomość o kosztach budowy obwodnicy Warszawy. W kwestii infrastruktury słaby ze mnie herbatnik (zresztą, nie ma się czego wstydzić – to samo mógłby chyba powiedzieć każdy kolejny minister związany z tym zagadnieniem), ale suma wydaje się porażająca. Ciekawe, do czego można porównać przytoczoną potem kwotę ponad 26 mld dolarów? Mam nadzieję, że autorzy kolejnego zestawienia tego typu postarają się o ciekawy przykład.

W zakresie sposobu płacenia niespodzianek raczej nie ma, więc można pominąć. O wiele bardziej zachęca rubryka „e-sceptycy” (już za samo słowotwórstwo należą się oklaski i uwaga). Ludzie nie chcą kupować spożywki w Sieci i to mnie nie dziwi – sam miałem z tym problem. Ale co tu robią meble? Jaka szafka jest chyba każdy widzi. Zdjęć, filmów, grafik, a nawet prezentacji 3D nie brakuje już w Internecie. Przyznaję – jestem zaskoczony. Prawie co drugi e-zakupowicz lubi zbadać produkt na żywo. Miejmy nadzieję, że tradycyjne sklepy nie znikną zbyt szybko, bo nie będzie gdzie przymierzyć/pomacać/trzasnąć/przetestować.

Na koniec dowiedziałem się, że 41% (trudno stwierdzić kogo – ludzi, internautów, ankietowanych?) obawia się otrzymania innego towaru. Nawet to sobie wyobraziłem: zamawiam toster, a dostaję maszynę kroczącą ze Star Wars (i to w skali 1:1) albo składam zamówienie na karmę dla kota, a kurier przywozi pudło, w którym znajduję susła. To w sumie brzmi jak niezła przygoda (chyba, że przywiozą dziecko albo pandę i trzeba się będzie tłumaczyć). Przynajmniej raz chciałbym trafić na taką niespodziankę – zastanawiałbym się wówczas czy zamówiony przeze mnie towar (mam nadzieję, że nietuzinkowy) trafi pod inny adres…

Na koniec film ze wspomnianymi we wstępie kozami. Prawda, że potrafią zaskoczyć?

Źródło infografiki: poradnikinwestowania.pl, zrzut ekranu ze strony hotmoney.pl