43

E-papierosy to najskuteczniejsza metoda na rzucenie palenia. Potwierdzam

W Londynie na Uniwersytecie Queen Mary przeprowadzono pierwsze badania kliniczne, dzięki którym sprawdzono, która metoda na rzucenie palenia jest skuteczniejsza - e-papierosy czy preparaty wspomagające, typu pastylki, plastry czy inne podobne.

Wyniki tych badań wykazały, że wybierając e-papierosy możemy liczyć na dwukrotnie większe szanse na rzucenie palenia niż w przypadku innych wspomagaczy.

Badania, badaniami, ja jednak chciałem Wam opisać, jak to wyglądało na żywym organizmie, jeśli choćby kilku z Was pomoże to na rzucenie palenia, będę tym faktem usatysfakcjonowany.

Jestem przypadkiem hardcorowym, bo paliłem zwykłe papierowy 20 lat – paczkę dziennie, przy imprezach schodziły dwie. Paliłem, bo lubiłem, to był swojego rodzaju rytuał, nie wyobrażałem sobie, że kiedykolwiek nagle przestanę palić, jednym słowem – beznadziejny przypadek do rzucania palenia.

Jednak chyba z 6 lat temu, przyszedł taki dzień, w którym na chłodno skalkulowałem sobie opcję kupienia e-papierosa i pożegnania się ze smrodami. To był impuls, efekt mieszanki rosnących kosztów i poczucia jakiegoś takiego zniewolenia, z którym przyszedł czas zerwać. Doszedł dodatkowo motyw potraktowania e-papierosa jako gadgetu, które lubię i co pozwoliło mi na płynne przejście z „analogu” na „cyfrę”. Ten impuls zadziałał u mnie z dnia na dzień, czyli żadnych półśrodków (może jeszcze jednego zapalę dziś albo za kilka dni), to co zostało mi w paczce wyrzuciłem do kosza i poszedłem kupić e-papierosa. To był ostatni dzień, kiedy miałem w ręku zwykłego papierosa.

Zobacz też wpis: szkodliwość e papierosa.

Co spowodowało, że się udało? Nie wiem, ale podzielę się kilkoma warunkami, których spełnienia akurat mi na to pozwoliło. Paliłem tylko „osiemnastki”, mniejsza moc (zawartość nikotyny) nie powodowała efektów znanych ze zwykłych papierosów, czyli nie czułem nic w gardle i dym nie był na tyle satysfakcjonujący. Nie wiem czy dzięki temu, ale nie odczułem też żadnych efektów fizycznych tego odstawienia „analogów”. Kwestie przyzwyczajenia związana z trzymanie czegoś w dłoni, załatwił e-papieros, głodu nikotyny nie czułem tylko przy tych „osiemnastkach”, przez co nawet nie pomyślałem, by z czasem schodzić powoli do płynów z mniejszą zawartością nikotyny, z tego też powodu nie nastawiałem się też w ogóle na rzucenie i e-papierosów.

Co jeszcze? Koszty, na początku schodziło mi na płyny, grzałki i inne akcesoria około 100 zł miesięcznie, co było kosztem 3,4 razy mniejszym niż koszt „analogów” w tamtym czasie. To było dodatkowym motywatorem to trwania w swoim wyborze. Z czasem odzwyczaiłem się zupełnie od zwykłych papierosów, nie myślałem o nich, a nawet zaczęło mi przeszkadzać, jak mijałem kogoś palącego na ulicy. Nie rozstawałem się z e-fajkiem, stał się przedłużeniem mojej ręki, paliłem coraz więcej, sięgając praktycznie co chwilę, po jednego „bucha”.

Po kilku latach koszt tego rozwiązania zwiększył się do około 200 zł, e-papierosy były mocno awaryjne, tu coś ciekło, tam coś nie łączyło i zaczęła mnie dopadać irytacji związana z tym e-paleniem (to na zdjęciu tytułowym, to może 1/3 z wszystkich moich zakupów). Nadal oczywiście nie wyobrażałem sobie rzucić je, tak jak kiedyś zwykłe fajki, ale w tle zaczęło się rodzić w mnie dobre podłoże do pozbycia się i tego ze swojego życia.

Apogeum przyszło rok temu, podczas przygotowań do wyjazdu do rodziny na święta Bożego Narodzenia. Podczas pakowania, dzień przed wyjazdem wypadł mi z ręki nowy e-papieros, zakupiony dwa tygodnie wcześniej i rozbił się o posadzkę w łazience. To był już dla mnie koniec, wewnętrzna złość nie pozwoliła mi już na pójście do sklepu i zakup nowego. Powiedziałem dość i na święta pojechałem bez. Pierwszy tydzień u rodziny bez e-fajka był nawet bezinwazyjny, ale po powrocie poczułem psychiczny i fizyczny brak nikotyny, odczuwałem to mocno, było o wiele, wiele trudniej niż przy przejściu ze zwykłych papierosów na e-papierosy.

Brakowało też rytuałów, ciągłego sięgania po e-papierosa, które niwelowałem paluszkami czy innymi przekąskami. Męczyłem się chyba ze 3 miesiące, ale w końcu się wyleczyłem. Mówi się, że palacze, tak jak alkoholicy pozostają nimi na zawsze, nawet jak przestają, mnie się wydaje, że się z tego zupełnie wyleczyłem. Jak czasem ktoś mnie pyta, czy chciałbym sobie jeszcze zapalić, wyobrażając to sobie, przychodzi mi odruch wymiotny, zarówno jeśli chodzi o zwykłe papierosy, jak i e-papierosy.

To chyba tyle mojej historii, jeśli macie jeszcze jakieś pytania, śmiało je zadawajcie w komentarzach, chętnie odpowiem na każde, jeśli miało by to pomóc jeszcze komuś w pozbyciu się tego ze swojego życia. Tak więc, powodzenia!:)