5

Kiedyś się bardzo pomyliłem. E-mail nie umiera i ma się dobrze

Kiedyś napisałem tekst na Antywebie, w którym zasugerowałem, że email kiedyś umrze. Bo przecież mamy komunikatory różnej maści i media społecznościowe. Po co nam metoda komunikacji, która nie działa w czasie rzeczywistym? A chociażby po to, żeby nam się dobrze organizowało naszą pracę oraz materiały, które "mogą poczekać" od podmiotów, które nas interesują. E-mail zachował swoją formę w ciągu ostatnich lat, ale jego możliwości zostały poddane lekkiej ewolucji.

Już samo to, że dla marketerów e-maile to niezwykle wdzięczne źródło zaangażowania potencjalnych klientów jest znamienne. Ludzie, ze względu na to, że podstawa egzystencji w sieci wymaga posiadania konta e-mail, mimo wszystko z nich korzystają. Zakładają powiązane z nimi konta, załatwiają za ich pośrednictwem swoje sprawy, a i nierzadko konta e-mail są częścią szerszego ekosystemu. Dajmy na to taki Gmail – to jedynie wstęp do innych usług Google.

Czytaj więcej: „Anuluj subskrypcję” powinno być przyciskiem – standardem

E-mail, jako usługa w internecie jest z nami najdłużej i właściwie, zachował się we w miarę niezmienionej formie, zmieniły się za to okoliczności i sposób obsługi skrzynek. Konto e-mail to najczęściej webaplikacja (nierzadko i aplikacja w telefonie). W gąszczu maili jako „zwykli konsumenci” znajdujemy wiadomości od firm, którym zawierzyliśmy nasze dane. Stamtąd dowiadujemy się o promocjach w usługach, o kodach rabatowych, o ofertach specjalnych… a i nierzadko nawet o zmianie statusu usług po stronie państwa. Chociażby e-recepta może wylądować na Waszym koncie e-mail – o ile sobie tego życzycie.

e-mail

E-maile nie umrą na pewno w sektorze przedsiębiorstw

Bo to w dalszym ciągu jedna z wygodniejszych form komunikacji. Co więcej, stanowi ona swego rodzaju „tradycję”. Chcesz załatwić coś z człowiekiem z innej firmy? Warto napisać oficjalnego maila. Można w nim umieścić załączniki, dodać linki, zawrzeć wszystko to, co jest nam w danej chwili potrzebne. Maile są wykorzystywane również wewnątrz firm, dzięki czemu ma się nierzadko „tyłkokrytkę”, że na przykład dochowaliśmy pewnych procedur i jesteśmy „kryci”. Bardzo często spotykam się z tym, że maile pisze się tylko „dla sztuki” – by po prostu był dowód na to, że ktoś zachował się zgodnie z pisanymi lub nie – zasadami.

Samo to, jak niektóre firmy szukają swoich klientów – niektóre uciekają się do outreachu (o ile im się on opłaca), działy sprzedaży bardzo chętnie zbierają wszelkie dane i na ich podstawie potem organizują własne kampanie mailingowe. Mail to cały czas główny kanał komunikacji, choć oczywiście nie jedyny. Obracając się w kręgu przedsiębiorstw, korzystając z maila jesteśmy niemal pewni, że wszystko uda nam się załatwić. Bo dlaczego nie?

Ze względu na uniwersalny charakter skrzynek e-mail, nie słabnie zainteresowanie nimi również i wśród zwykłych konsumentów. To dlatego właśnie mamy do czynienia z tak wieloma kampaniami cyberprzestępców, które są wycelowane w nieuważnych posiadaczy skrzynek pocztowych. SPAM to jedynie wierzchołek góry lodowej – internet jest pełen znacznie lepiej przygotowanych kampanii, które polegają na rozesłaniu złośliwego załącznika. Ale nie chodzi już o to, by jawnie zainfekować dany komputer. Wciągnięcie go do botnetu lub subtelne wykradzenie pieniędzy to dzisiaj prawdziwy cel cyberprzestępców. Natomiast to, że e-maile to cały czas bardzo popularny kanał komunikacyjny, cyberprzestępcy z niego non-stop korzystają.

Czy potrzebujemy następcę maili? Czy powinno cokolwiek zmienić się w ich obrębie? Myślę, że tutaj nie będziemy obserwować już żadnych wielkich rewolucji. E-mail jest usługą „skończoną” – taką, która nie może być już lepsza. Ale może nam służyć w innych okolicznościach. O tych ostatnich będziemy decydować tym, jak będzie zmieniał się internet i jakie usługi będą się w nim znajdować za jakiś czas.