3

Dziś Wigilia, pora więc, żeby przemówić ludzkim głosem

Wedle zasady, to specjaliści więksi i mniejsi roszczą sobie prawo do wydawania osadów w sprawach wszelakich. Czy są to technologie, gry wideo, wędkarstwo, samochody, filmy i tak dalej. Paradoksalnie, to właśnie eksperci mogą się stać najgorszymi osobami, żeby takie opinie wydawać. Spójrzmy na parę przykładów. Tegoroczny „megahit” niezależny – Gone Home. Krytycy oniemieli z radości, […]

Wedle zasady, to specjaliści więksi i mniejsi roszczą sobie prawo do wydawania osadów w sprawach wszelakich. Czy są to technologie, gry wideo, wędkarstwo, samochody, filmy i tak dalej. Paradoksalnie, to właśnie eksperci mogą się stać najgorszymi osobami, żeby takie opinie wydawać.


Spójrzmy na parę przykładów. Tegoroczny „megahit” niezależny – Gone Home. Krytycy oniemieli z radości, natomiast zwykli odbiorcy  byli mocno rozczarowani, co widać zresztą po ocenie na Metacritic. Filmy? Proszę bardzo. Fight Club – uwierzycie w to, że średnia ocen wystawiona przez krytyków dla tego, kultowego już obecnie, filmu wynosi zaledwie 66/100? To tyle co średnia ocen płyt Nicki Minaj. Coś ze świata technologii? Ouya, która mimo miażdżącej krytyki całkiem sprawnie się rozwija. Pierwsze Wii, na którym przecież większość internetowych mędrków nie zostawiała suchej nitki. Z kolei PlayStation Portable miało być przecież „pogromcą Nintendo” na rynku handheldow, miało zjeść NDSa na śniadanie. I co? I nic. Okazało się, że casuale za nic mieli opinie branżowych wyjadaczy i woleli wyprowadzać kanciaste psy na spacer w Nintendogs, niż siekać mityczne stwory w ślicznym God of War.

Czy to oznacza, ze recenzent się pomylił? Nie do końca – on po prostu dana sprawę rozpatruje ze swojego punktu widzenia. Z punktu widzenia znawcy, który zjadł na temacie zęby. Każdy pracownik mediów, a w zasadzie każdy doświadczony pismak, ma za sobą już setki doświadczeń. Setki telefonów, które przeszły mu przez ręce. Setki gier, które przeszedł i sprawdził. Setki samochodów, którym sprawdzał przyczepność i gnał jak wariat, nie oszczędzając paliwa. Konferencje, newsy, informacje prasowe, rozmowy z kolegami. Robi się coraz bardziej hermetycznie. Co najważniejsze – to jest jego życie. Tymczasem, dla czytelnika jest to zazwyczaj zaledwie część życia – czasami większa, ale zazwyczaj mniejsza (no, chyba że publikuje się dla bardzo „elytarnego” medium, ale to margines). Ja mam styczność z grami na co dzień, to moja praca, a raczej jej istotny element. Podobnie testowanie sprzętów, itd. To zajmuje o wiele większą część mojego życia, niż mojego statystycznego odbiorcy. To naturalny stan rzeczy, który może doprowadzić do nienaturalnych konsekwencji. Do oderwania się od rzeczywistości.

Bardzo łatwo jest stracić dystans. Bardzo łatwo jest zapomnieć, ze tworzy się przede wszystkim, dla ludzi, którzy wiedza mniej od nas i potrzebują kompletnych informacji, podanych w przystępnej formie. Warto, nie warto, plusy, minusy, z punktu widzenia osoby, która w najlepszym wypadku, jest z tematem jedynie odrobinę oblatana. Jednocześnie, każdorazowo trzeba mieć świeże podejście.  Trzeba mieć w perspektywie, ze recenzując tablet, prawdopodobnie opisujemy go dla osoby, która miała w życiu dopiero jeden, albo nie miała go w ogóle. Opisując telefon, piszemy dla czytelnika, któremu kończy się umowa, albo okres spłaty rat, po dwóch latach kredytu. Pisząc o grze, powinniśmy pisać dla osoby, która ma na granie dwie godziny dziennie, która w przeciwieństwie do nas, nie spędza przed monitorem dziesięciu godzin dziennie, na czytaniu o grach, testowaniu gier, graniu dla przyjemności, itd. Stad słabe oceny Call of Duty i wieczne zmęczenie redaktorów, i wieczna popularność tej serii wśród klientów (okej, najnowsza cześć podobno trochę słabuje – za bardzo wieje poprzednią generacją).  Przykładem niech będzie najnowsze The Walking Dead. Właśnie pojawił się drugi sezon. Zerkam na recenzje zachodnich dziennikarzy „eee, nic nowego, Telltale się skończyło, może jeszcze się rozkręcą, ale póki co odgrzewany kotlet”. Odpaliłem, spędziłem świetne dwie godziny – nieco odświeżone, w dalszym ciągu tak samo mocne. Faktycznie, nic nowego, ale ile razy można odkrywać na nowo koło? Tym bardziej, jeżeli w tej formule do tej pory firma wydała JEDNĄ grę. Ponad rok temu. I teraz wytłumacz temu Kowalskiemu, który zbiera szczękę z podłogi, że to już było w 2012, więc nie ma się co podniecać.

Recenzent tez człowiek i najlepiej jest, kiedy w tekście znajdzie się coś dla każdego. Bo tak się da i to wcale nie jest trudne, zwłaszcza kiedy piszemy w Internecie i nie ogranicza nas skład pisma. Szczerzymy dobra technologiczna nowinę, starając się zachować zdrowy dystans pomiędzy byciem specjalistami (bo umówmy się, coś tam się znamy :)), a pisaniem dla osób, które nie mają naszej wiedzy. Zasadniczo, nie widziałem jeszcze, żeby ktokolwiek przesadzał w dziennikarstwie technologicznym tworzył „zbyt przystępne teksty” (no, może test telefonów w Fakcie). Natomiast dziennikarski snobizm i znudzenie, to najgorsze co może nam się przytrafić. Keep your feet on the ground jak to mówią.

Tą radosną myślą, kończę i zbieram się do krojenia sałatki! Wesołych Świąt!