Felietony

Działamy szybko i intensywnie, ale chyba czas zwolnić

MS
Maciej Sikorski

Fan nowych technologii, ale nie gadżeciarz. Zainte...

9

Przed wakacjami pisałem w jednym z tekstów, że w branży czeka nas kilka miesięcy spokoju – przerwa od premier, przejęć, ważnych decyzji. Dzisiaj przyznaję, że się myliłem: tzw. sezon ogórkowy obfitował w wiele ciekawy wydarzeń i praktycznie cały czas spływały nowe doniesienia oraz plotki na ich tema...

Przed wakacjami pisałem w jednym z tekstów, że w branży czeka nas kilka miesięcy spokoju – przerwa od premier, przejęć, ważnych decyzji. Dzisiaj przyznaję, że się myliłem: tzw. sezon ogórkowy obfitował w wiele ciekawy wydarzeń i praktycznie cały czas spływały nowe doniesienia oraz plotki na ich temat. Z czego wynikał mój błąd? W pierwszej kolejności stawiałbym na zmianę realiów w branży nowych technologii, w której nie ma już czasu na przestoje i okresy wolne od działania.

Termin publikacji tekstu nie jest przypadkowy – wczoraj doszedłem do wniosku, że chyba czeka nas chwila spokoju w sektorze, którym się zajmujemy. Największe firmy pokazały sprzęt, na który czekał szeroko pojęty rynek, nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie miały się pojawić informacje o jakichś dużych przetasowaniach w konkretnych segmentach, w medialnych doniesieniach coraz częściej pojawia się rok 2014. Pisząc krótko: nic ciekawego już się nie wydarzy, czas myśleć o przyszłości w dłuższej perspektywie.

Potem jednak przypomniałem sobie, że w czerwcu też spodziewałem się, że lipiec i sierpień nie przyniosą nic ciekawego, ale szybko się okazało, iż nie miałem racji – wiele firm postarało się, bym miał o czym pisać. Podejrzewam, że podobnie może być i tym razem. Zwłaszcza, gdy weźmie się pod uwagę, iż weszliśmy już w okres przedświąteczny – nawet, jeśli firmy nie będą miały nic ciekawego do pokazania/ogłoszenia, to zapewne zechcą zrobić szum wokół własnej marki czy konkretnych produktów, by zdobyć uwagę klientów, których w mniejszym lub większym stopniu opanuje szał zakupów. Zakładam zatem, że będzie się działo.

Czy w poprzednich latach również mieliśmy do czynienia z nieustannym zalewem informacji oraz klęską urodzaju premier, konferencji, targów i wszelkich innych wydarzeń przyciągających uwagę mediów, analityków, internautów? Śmiem twierdzić, że nie. Odnoszę wrażenie, że jeszcze nie tak dawno temu branża miała kilka dużych przystanków w ciągu roku (imprezy organizowane przez gigantów oraz największe targi), a między nimi czas upływał w miarę spokojnie. Analizowano wówczas to, co wydarzyło się podczas MWC czy konferencji Apple, spekulowano, co przyniesie następne większe wydarzenie, dorzucano coś od mniejszych graczy.

Teraz patrzę na ostatnie miesiące i nie jestem w stanie przypomnieć sobie tygodnia, w którym nie działoby się coś ważnego. To zależy oczywiście od punktu widzenia – jedni stwierdzą, że było ciekawie, inni, że nie. Ja się nie nudziłem. Duże imprezy przestały już być "przystankami", które oddziałają od siebie mniej interesujące tygodnie czy nawet miesiące. Nagle intrygujący zrobił się cały rok, a mocniejsze "uderzenia" nieznacznie wyrastają nad całym szeregiem pozostałych doniesień.

Zastanawiałem się, co wpłynęło na tę zmianę i kto najbardziej przyłożył do niej rękę, ale chyba trudno wskazać na jedno źródło. W równym stopniu odpowiedzialni są za to producenci, media, jak i odbiorcy. Dwie pierwsze grupy muszą dostarczać świeże informacje, by nie wypaść z rynku i zarabiać pieniądze, a czytelnicy, słuchacze, widzowie, internauci domagają się cały czas newsów i stałego dopływu wiadomości. Zmieniła się branża, przyspieszyła i urosła, ale zmienili się także odbiorcy, którzy żyją szybciej i intensywniej.

Na krótko przed napisaniem tego tekstu usłyszałem o Slow TV. Przyznam, że wcześniej nie zetknąłem się z tym zagadnieniem ani razu, co trochę mnie zdziwiło – podobno zjawisko stało się już dość popularne w niektórych krajach i sporo się o nim mówi. Na czym polega Slow TV? Jak sama nazwa wskazuje promuje się w niej zwolnienie. Ma ona stanowić alternatywę dla coraz szybszej telewizji zalewającej widzów mnóstwem informacji oraz krótkich programów. Zamiast tego widz może obejrzeć trwające długie godziny zawody w robieniu na drutach czy w szydełkowaniu. Po co to wszystko? Żeby ludzie odpoczęli i trochę się uspokoili.

Może pomysł wydaje się dziwny/śmieszny/absurdalny, ale gdy człowiek chwilę się nad tym zastanowi, to zdziwienie nie jest już takie duże i ustępuje refleksji, że może faktycznie przyda się nam zwolnienie obrotów. Ktoś powie jednak, iż telewizja przeprowadza takie akcje i promuje nowy styl życia, bo zwyczajnie przegrała wyścig z Internetem i jedyne co jej pozostało, to przekonać ludzi, że pogoń za informacją nie ma sensu. Z jednej strony, nie zdziwiłbym się, gdyby faktycznie tak było. Z drugiej jednak, nie należy z góry zakładać, że interesy telewizji i widza są w tym przypadku sprzeczne.

Napisałem o Slow TV oraz wolniejszych obrotach, ponieważ spodziewam się, że za kilka kwartałów możemy mieć poważny problem z nadążaniem za tym, co będzie się działo w branży nowych technologii. Nawet, jeśli będziemy dokonywali selekcji informacji, to nadal zostanie ich sporo – przecież cały czas przybywa firm, technologii, produktów. Liczba doniesień rośnie lawinowo i w końcu zaczniemy się w tym gubić. Nie wykluczam, że będzie to zagubienie masowe, obejmujące nie tylko odbiorców, ale też media, a nawet firmy, które za bardzo rozkręcą machinę "innowacyjności". Może wtedy wszyscy zgodnie uznają, że czas trochę zwolnić? Oby...

Źródło grafiki: sfx.co.uk

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

InternetmediaInformacja