Biznes

Dużo piszemy o Alibabie. A zgadniecie, ile zarabia ten chiński gigant?

MS
Maciej Sikorski
8

Alibaba to, Alibaba tamto, Alibaba zainwestowała, Alibaba kupiła... Przynajmniej raz w tygodniu czytam o tym chińskim molochu, część informacji przekazuję dalej, bo uważam, że warto śledzić poczynania korporacji. Chociażby dlatego, że staje się ona coraz bliższa polskiemu klientowi - przecież platfo...

Alibaba to, Alibaba tamto, Alibaba zainwestowała, Alibaba kupiła... Przynajmniej raz w tygodniu czytam o tym chińskim molochu, część informacji przekazuję dalej, bo uważam, że warto śledzić poczynania korporacji. Chociażby dlatego, że staje się ona coraz bliższa polskiemu klientowi - przecież platforma AliExpress, z której korzysta już rzesza rodaków, to część Alibaby. Ich sukces może oszałamiać, ale ostatecznie warto zadać pytanie: a ile Chińczycy na tym zarabiają?

Zacznę od prostego pytania: czy można mieć pewność, że firma zarabia? I nie chodzi tylko o to, czy potrafią monetyzować swoje rozmiary i wpływy - przecież mogą działać tak, jak Amazon i ciągle inwestować pieniądze. W takim przypadku przychody mogą być olbrzymie, ale zyski zaskoczą. Bo ich nie znajdziecie, będzie zero lub lekkie wychylenie w górę lub w dół. Działają, jak Amazon? Cóż, korporacja sporo przeznacza na rozwój i to na różnych płaszczyznach - przejmuje inne firmy, pompuje pieniądze w rozwój organiczny, ale nie zostaje z niczym - notuje zyski.

W poprzednim kwartale chińska firma zarobiła 1,92 mld dolarów. Ten wynik robi wrażenie, gdy porówna się go z tym, jaki zanotowano w analogicznym okresie 2014 roku - rezultat poprawiono o 108%. Przychody w tym samym czasie wzrosły o 32% - w ostatnim kwartale wyniosły one 5,33 mld dolarów. Mamy już zatem wstępny obraz tego, jak radzi sobie Alibaba - pod względem wyników finansowych korporacji blisko jest do Facebooka. Jedni stwierdzą, że biznes jest duży, inni powiedzą, że spodziewali się więcej - wszak mówimy o gigancie e-commerce w największym państwie świata.

Rozczarowanym mogę napisać, że przyszłość Alibaby raczej nie prezentuje się w czarnych barwach i może być znacznie lepsza, a wpłyną na to przynajmniej dwa czynniki. Po pierwsze, rodzimy rynek. Na forum ekonomicznym w Davos chińscy oficjele przekonywali, że ich gospodarka wpadła w turbulencje, ponieważ przechodzi transformację. Hamuje etap wielkich inwestycji, zaczyna się czas wielkiej konsumpcji. A mówimy przecież o najludniejszym społeczeństwie świata. Zasłona dymna, maskowanie poważnych problemów? Nawet jeśli, to ludzie i tak nie przestaną kupować, a w chwilach kryzysu mogą się zwrócić w stronę platformy z tanimi produktami.

Drugi element to rozwój globalny - wystarczy przywołać polskich klientów, którzy coraz chętniej korzystają z AliExpress, w przyszłości będzie rosła zarówno liczba użytkowników tego sklepu, jak i usług giganta, z których będą oni korzystać. Platformy tego giganta już teraz notują setki milionów klientów (obecnie ponad 400), potencjał wzrostu jest naprawdę duży. Warto przy tym podkreślić, że bardzo duży odsetek klientów korzysta z mobilnych zakupów i Alibaba będzie pewnie rozwijać się w tym kierunku (przychody z mobile w poprzednim kwartale poszły w górę o prawie 200%). Rośnie kolejny ważny filar biznesu mobilnego, smartfon staje się jeszcze ważniejszy.

Te czynniki mogą sprawić, że inwestorzy ponownie spojrzą przychylnym okiem na chiński sklep. Krótko po debiucie na amerykańskiej giełdzie zainteresowanie akcjami tego giganta było naprawdę duże, papiery wartościowe mocno podrożały. Ale potem przyszły spadki i twarde lądowanie. Nie oznacza to jednak, że firma miała poważne problemy. Jeżeli już o niej pisano, to zazwyczaj przy okazji ciekawych doniesień dotyczących przejęć czy sukcesów, których dobrym przykładem był dzień singla - chińskie święto zakupów odbywające się 11 listopada. Sklep wykręcał wtedy takie wyniki, że obserwatorzy mogli przecierać oczy ze zdumienia. W kolejnych latach powinno być podobnie.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

wynikiAlibabaRaport kwartalny