15

Dropbox się kompletnie pogubił. A byli liderem i synonimem chmury

Nowa wersja aplikacji Dropboksa wyciekła zbyt wcześnie, ale ewidentnie pokazuje w jaką stronę zmierza cała usługa. I choć w firmie mogą wierzyć, że kroczą ku dobrym zmianom, to ja od dłuższego czasu już w to nie wierzę i coraz częściej przekonuję się, że mam rację.

Dropbox był moją ulubioną usługą w chmurze

Wspominam z sentymentem okres, w którym polecałem wszystkim Dropboksa. To była usługa numer jeden, jeśli ktoś szukał najprostszego i najlepszego sposobu na kopię zapasową i szybką synchronizację plików pomiędzy wieloma urządzeniami. Utworzenie konta, instalacja aplikacji na komputerze, logowanie, przerzucenie pierwszych folderów i plików – to wszystko zajmowało kilka minut i nowy użytkownik był gotowy do czerpania korzyści z chmury. Tej nowości sprzed kilku lat, bez której nie wyobrażam sobie dzisiaj pracy. Bo nieważne czy chodzi o dokumenty, pliki audio i wideo czy zdjęcia, to bez błyskawicznej synchronizacji tego wszystkiego pomiędzy urządzeniami i tworzenia bezmyślnej kopii zapasowej, byłoby o wiele trudniej i wszystko zajmowałoby o wiele więcej czasu. A tak można skupić się na tym, co jest do zrobienia.

Dropbox wprowadza ograniczenie podpiętych urządzeń

I taki stan rzeczy utrzymywał się stosunkowo długo – byłem oddanym i wiernym użytkownikiem Dropboksa. Gromadziłem dodatkowe mega- i gigabajty za zaproszenia innych osób oraz inne aktywności, namawiając innych do podobnych działań. Dropbox służył mi do organizacji niektóych wyjazdów, bo dzięki niemu można było szybko udostępnić innym plik z planem podróży czy wspólny bilet. Gromadząc wygodnie pliki w jednym w folderze na komputerze otrzymywałem dokładnie to samo na urządzeniu mobilnym, gdzie zapisywałem dane w trybie offline mając do dyspozycji wszystkie potrzebne dokumenty na smartfonie i tablecie. Jeśli coś się zmieniło, otrzymywałem powiadomienie, że jeden ze znajomych dodał lub zmienił dokument we wspólnym katalogu. Dziś to codzienność i coś powszechnego. Kilka lat temu cieszyliśmy się jak dzieci. Serio.

SkyDrive (dziś OneDrive) i Dysk Google nie brali jeńców

Wtedy na rynku pojawił się SkyDrive z kilkukrotnie większą powierzchnią na pliki użytkownika, więc gdy pod względem technologicznym zaczął oferować choćby częściowo to co Dropbox, a z czasem jeszcze więcej (migawki plików), to moja decyzja nie mogła być inna. Część danych pozosotała na Dropboksie, ale najważniejsze i najnowsze pliki powędrowały do usługi Microsoftu. Nie porzuciłem Dropboksa kompletnie, ale stał się miejscem na dane, które kiedyś mogą się przydać. Z tego względu stale monitorowałem wiadomości związane z działalnością usługi i podobnie jak w przypadku Evernote’a smuciły wszelkie wieści, które nie prognozowały niczego dobrego. Ograniczenie liczby podłączonych urządzeń, co spotkało obydwie usługi, uznaję za gwóźdź do trumny Dropboksa, który oczywiście stara się zarobić, ale nie będzie mu łatwo, bo skutecznie zniechęca byłych i potencjalnych klientów.

 

Rozwijana przez Dropboksa aplikacja dla komputerów, która pragnie być czymś znacznie więcej, niż tylko program do synchronizacji danych, nie została ciepło przyjęta. Wiem, że niektórzy mogą być z takiego obrotu sprawy zadowoleni, ale nie brakuje mało przychylnych opnii, według których takie próby nie przyniosą oczekiwanych przez firmę rezultatów. Dropbox jako menedżer plików i czat w jednym? Z zupełnie nowym interfejsem, którego tak naprawdę mało kto potrzebuje?

Niedługo po tym, jak nowa wersja aplikacji pojawiła się u niektórych użytkowników, Dropbox wyjaśnił, że doszło do tego przypadkowo, bo jest to wczesna wersja zarezerwowana tylko dla zaintersowanych testami typu early access. Myślę, że dalsze testy takiej wersji już nie są potrzebne. Ani inwestycja w jej rozwój. To się nie uda. A szkoda, bo Dropbox miewał fajne pomysły, jak chociażby „dymek” lub „odznaka”, który pojawiał się w trakcie pracy nad dokumentami w aplikacjach pakietu Office, co dla wielu użytkowników było przydatną funkcją.

Dropbox zaprasza do testowania nowej wersji aplikacji na komputery

Dziś usługa w chmurze wygrywa przede wszystkim dostępną darmową przestrzenią. To dotyczy ogólnego rynku i użytkowników, którzy nie są skłonni płacić. Druga grupa to ci, którzy są gotowi wydać pieniądze i wybiorą prawdopodobnie tańszą usługę spiętą z większym ekosystemem. Jak ten od Google czy Microsoftu, gdzie otrzymuje też inne usługi i narzędzia, poza miejscem na pliki w chmurze.