82

Drogie BlackBerry – albo Android, albo „do widzenia”

BlackBerry królował na rynku inteligentnych, biznesowych telefonów jeszcze wtedy, gdy o Androidzie mówiło się jak o obiecującej nowince, nikt nie myślał o fragmentacji (bo i nikt nie spodziewał się skali sukcesu Google), a o swobodzie w instalowaniu aplikacji mogliśmy marzyć. Witam w 2015 roku, gdzie BlackBerry myśli o tym, jak utrzymać się na rynku, Nokia […]

BlackBerry królował na rynku inteligentnych, biznesowych telefonów jeszcze wtedy, gdy o Androidzie mówiło się jak o obiecującej nowince, nikt nie myślał o fragmentacji (bo i nikt nie spodziewał się skali sukcesu Google), a o swobodzie w instalowaniu aplikacji mogliśmy marzyć. Witam w 2015 roku, gdzie BlackBerry myśli o tym, jak utrzymać się na rynku, Nokia już od pewnego czasu „nie istnieje” na rynku technologii mobilnych, Windows utracił swoje znaczenie, a wszystkim trzęsą Google wespół z Apple. To realia, w których trzeba się odpowiednio odnaleźć. Jak? W przypadku BlackBerry wypada się głównie dostosować.

Jest coś, czego brakuje mi w dzisiejszych smartfonach

Kwestia wygody (lub jej braku). Szanowni Państwo, ilu z Was porzuciłoby małą grubość urządzenia na rzecz umieszczenia tam funkcjonalnej klawiatury QWERTY wysuwanej z tyłu? Mnie brakuje niesamowicie. Owszem, są protezy tego rozwiązania w formie Swipe, czy też słowników sprzężonych z dotykowymi klawiaturami. Wiecie, ile razy robiłem notatki w OneNote „na szybko”, po czym odczytując je na komputerze i adaptując do tekstu miałem problem z rozszyfrowaniem swoich własnych myśli? Pisząc dotykowo robię masę byków, które są bardzo brutalnie poprawiane – czasem tak niefortunnie, że zdania tracą sens. Ile bym dał, by otrzymać możliwość wprowadzania tekstu w swoim smartfonie dzięki wygodnej klawiatury wysuwanej z tyłu. I już kij z tym, że telefon byłby napakowany jak brojler – to ma działać. Ale…

blackberry-passport-official-copy

Klient nasz pan

A pan jest głupi. Podziękujcie rzeszy klientów za to, że gdzieś mają przydatne funkcje telefonów i stawiają na design, kolory, mieszczenie się urządzeń w rurkach. Dzięki grupom fokusowym my, blogerzy technologiczni możemy mówić – „ej, to rozwiązanie jest idiotyczne”, „ten telefon potrzebuje osobnej elektrowni”, „po co ten kolorowy interfejs, skoro działa jak muł?”. A konsumenci swoje. Oni lubią idiotyczne rozwiązania, cieńsze słuchawki i kolorowe interfejsy. Oni się nie znają na pewnych zależnościach tego rynku. Operują na tym, co widać na pierwszy rzut oka. Cieńszy – lepszy. Ładniejszy – lepszy. Więcej megapikseli – lepszy. Więcej rdzeni, RAM-u – również.

A cóż oferuje BlackBerry? Wszystko – poza tym, co podoba się klientom. Legendarne jest już bezpieczeństwo jeżynowych słuchawek, stąd znajdują one uznanie wszędzie tam, gdzie jest ono pożądane. Zwykły klient gdzie ma bezpieczeństwo? Umówmy się – wielu nie ma żadnych oszczędności, polis ubezpieczeniowych. Jak zatem niektórych ma interesować bezpieczeństwo danych w urządzeniu? Zwłaszcza w czasach, gdy za dostęp do usług społecznościowych powszechnie płacimy informacjami. A te nawet w rękach podmiotów, które najbardziej powinny dbać o bezpieczeństwo danych swoich klientów, nie dość, że zaliczają wpadki, to w dodatku problem z premedytacją „bagatelizują”. No, może inaczej. Plus Bank zaliczył niesamowicie trudny początek tygodnia, a na zewnątrz udaje „że nic się nie stało”. Owszem, stało się – po takiej akcji wybrałbym wszystko z konta, wysłał maile tu i ówdzie z korektami, a oszczędności zapakowałbym do skarpety i modliłbym się, że pocztu banknotowych królów nie strawi pożar.

A co z tymi, którym dotychczas BlackBerry wystarczało?

Umówmy się na samym początku tego akapitu. Gdybym napisał, że Android jest skrajnie niebezpieczny, to po pierwsze bym skłamał. Po drugie zostałbym spalony na stosie przez stado Tuxów, a na dodatek dostałbym słoikiem słodkiego smarowidła. Po trzecie – kłamać nie zwykłem. Prawda jest natomiast taka, że BlackBerry bezpieczeństwem bije na głowę Androida. I basta. Kto się ze mną nie zgadza, wrzuca argumenty do komentarza i dyskutujemy. Na to jestem absolutnie otwarty.

blackberry-passport.6

BlackBerry i Android – to jak jabłko i musztarda, albo mleko i kiszone ogórki. Obstawiam, że zjedzenie jednej i drugiej kombinacji zaowocowałoby co najmniej słabymi wrażeniami kulinarnymi. Czy to da się połączyć? Sądząc po tym, co robi ostatnio BlackBerry – niektórzy uważają, że się da. A skoro w to prawdopodobnie wierzy BlackBerry – wypada wierzyć w to, że takie połączenie może mieć sens. A teraz pomacham do fanów BlackBerry i zapytam ich o wielozadaniowość. Działa fajnie, prawda? Pełna wielozadaniowość w Androidzie? Wiem, teraz wbiłem kij w mrowisko – zdania i w tej kwestii są mocno podzielone. Róznice w pojmowaniu owej wielozadaniowości rozbijają się o kwestie czysto definicyjne, a co człowiek, to oczywiście myśl przewodnia. Drodzy Czytelnicy, mamy kolejny temat do przedyskutowania. Jak dla mnie – BlackBerry i w tej kwestii wygrywa z Androidem.

Dawaj, dawaj milion

W biznesie nie chodzi o sentymenty. Niektórzy mogą się obrazić, ale jak czytam w informacjach prasowych o tym, jak to firmy troszczą się o swoich klientów oferując im „najlepsze i najbardziej dopasowane do ich potrzeb” rozwiązania, to uśmiecham się pod nosem i widzę poważnie roześmianych PR-owców, którzy treści tychże informacji opowiadają w formie kawałów swoim znajomym. BlackBerry nie różni się tym od żadnego obecnego na świeczniku producenta. Wszędzie liczą się pieniądze i jak ich nie ma – nie ma biznesu. Pieniądze zarabia się nie na sentymentach, lecz na sprzedaży urządzeń. A tego w BlackBerry nie ma.

Dwie możliwości

Pierwsza jest nieco bardziej optymistyczna dla „wyznawców” i nieco mniej dla samej firmy. Reuters bezczelnie robi sobie żarty z legendy, w firmie drapią się po głowie i mówią: „nami kieruje misja, Android jest be, płyniemy na dziurawej łajbie – co będzie, to będzie”. I choć wyniki finansowe za Q3 2015 (fiskalny) były całkiem niezłe, to sprzedaż nie przełożyła się na większe zyski. I to jest problem. Inwestorzy będą naciskać – BlackBerry natomiast może się uprzeć i zatonąć.

CANADA BLACKBERRY

Druga – właściwie nie wiadomo, czy w ogóle optymistyczna, ale „bardziej optymalna” dla firmy. Inwestorzy dostrzegą zmiany, ucieszą się i nastanie nowa fala hype’u. Będą telefony BlackBerry z Androidem. Fani marki będą mniej zadowoleni, bo dla nich nie pachnie to niczym dobrym. Zapewne powstanie nakładka na Androida, która przeniesie wszystko to, co najlepsze w BlackBerry do systemu Google’a. Żal będzie przede wszystkim „wielozadaniowości”, która jest do Androida jedynie dopisana. Zasadnicze różnice w budowie obydwu systemów mobilnych są jednak nie do przeskoczenia – wyższe bezpieczeństwo z Waterloo zostanie porzucone na rzecz zadowolenia rynku, który oczekuje rzeczy mało istotnych z punktu widzenia bardziej racjonalnego geeka.

Pytanie tylko, czy BlackBerry trzyma w ręku gotową i pewną receptę na sukces. Nawet przy założeniu, że tradycyjny OS BlackBerry nie zostanie porzucony i dalej będzie oferowany instytucjom rządowym, wojsku i B2B. Reszta dostanie Androida zapakowanego w BlackBerry. Czy dzięki temu firma wypłynie? Dostanie kopa w postaci wodospadu pieniędzy? A może nic dobrego już się nie zdarzy i ostatecznie dopiszemy firmę do kolejnego wielkiego przegranego rynku urządzeń mobilnych? Cokolwiek się zdarzy – firma stoi na rozdrożu. Teraz już tylko wóz albo przewóz.

Grafika: 1, 2, 3, 4