107

Po 6 latach bezrobotny wziął się do pracy. Zadziałał dochód gwarantowany

Pieniądze za nic - tak niektórzy nazywają bezwarunkowy przychód podstawowy i... mają rację. W teorii są to pieniądze wręczane obywatelom nie jako zasiłek czy wynagrodzenie, nie za ich wykształcenie albo zasługi - każdy dostaje, bo mu się należy. Jak jest w praktyce? Z tą na razie trudno, bo eksperymenty na tym polu dopiero startują lub są omawiane. Pomysł sprawdzają już jednak w Finlandii na wybranej grupie obywateli.

Dochód gwarantowany to naprawdę kontrowersyjny temat. Pisaliśmy o nim niejednokrotnie i było widać w komentarzach, że zdania są podzielone. Ale to nie dotyczy jedynie Polski: w każdym kraju jest podobnie, naprzeciw grona wielkich zwolenników tego projektu staje grupa zagorzałych przeciwników. Jedni i drudzy mają przekonujące argumenty, jedni i drudzy nie są jednocześnie w stanie dowieść, że jest to dobry lub zły pomysł. Nie pozostaje nic innego, jak sprawdzić to w boju.

Finlandia zdecydowała się na dochód gwarantowany, ale nie wprowadza go w pełnym wymiarze – na razie testuje rozwiązanie. Od początku roku 2 tysiące osób (wylosowani z grona bezrobotnych) dostaje co miesiąc 560 euro. I tak będzie przez dwa lata. Łatwo policzyć, że na ten cel państwo wyda dwadzieścia kilka milionów dolarów. Niektórzy stwierdzą, że to pieniądze wyrzucone w błoto, ale projekt może przynieść sporo ciekawych informacji, w kolejce po nie ustawią się nie tylko naukowcy i media, ale też urzędnicy z różnych stron świata.

Twórcy projektu nie chcą na razie przeprowadzać bezpośrednich rozmów z jego uczestnikami, ten etap rozpocznie się dopiero w roku 2019. Pośrednio monitorują jednak przeróżne wskaźniki, by zyskać więcej informacji. Ale wśród uczestników eksperymentu już teraz pojawiają się chętni do opowiedzenia o tym pomyśle. Jednym z nich jest Juha Jarvinen mieszkający w wiosce w zachodniej Finlandii. Człowiek był bezrobotny przez sześć lat i co miesiąc… walczył o zasiłek.

Zasiłek dla bezrobotnych nie przysługuje w tym kraju osobom, które wykonują prace sezonowe, weekendowe czy na część etatu. Jeśli pojawią się jakieś wpływy, nawet bardzo małe, zasiłek przepada. Ludziom nie zależy zatem na tym, by znaleźć pracę – wręcz unikają zatrudnienia. Przynajmniej na słabo płatne stanowiska, na chwilę. Tak robił Jarvinen i… podobno z tym skończył. Od kiedy otrzymuje pewne 560 euro, którego nikt mu nie odbierze, zaczął działać. Podejmuje prace dorywcze, jest w trakcie otwierania biznesu. Przekonuje, że teraz jest mniej stresu, mniej papierkowej roboty i mniej fikcji. Jego domowy budżet zasilany jest pieniędzmi, które pozwalają przetrwać, a on może działać.

Czy takimi historiami pochwalą się wszyscy ze wspomnianej grupy 2 tysięcy osób? Wątpię. Część pewnie nie podejmie wysiłku, będzie nawet narzekać, że zasiłki były wyższe, że ktoś wymaga od nich inicjatywy. Tym bardziej jestem ciekaw, jakie wnioski znajdziemy w raporcie kończącym projekt. Należy też pamiętać że mówimy o wdrożeniu na niewielką skalę – przeciwnicy pomysłu stwierdzą, że dochód gwarantowany rozszerzony na wszystkich obywateli zabiłby gospodarkę. Mówimy o dziesiątkach miliardów dolarów w skali jednego tylko roku: skąd wziąć na to środki?

Niektórych może zdziwić fakt, iż w Finlandii (ale nie tylko) przeciw tej inicjatywie występują konserwatyści oraz… związki zawodowe. Zaskoczeniem może być to, że część lewej strony sceny politycznej krytykuje ten pomysł. Jednocześnie popierają go libertarianie. Zagmatwana sprawa. Zwolennicy tego rozwiązania przekonują, że to zabezpieczenie na wypadek poważnych zmian w gospodarce wynikających z postępującego rozwoju SI oraz maszyn. Zwracają też uwagę na wycięcie przynajmniej części biurokracji i skończenie ze wspomnianą zasiłkową fikcją. Na tym polu eksperyment może przynieść sporo wiedzy – może uda się jakoś poprawić system zasiłków, który dzisiaj wydaje się nieefektywny, bo nie zachęca do szukania pracy? Niejednokrotnie usłyszymy jeszcze o fińskim eksperymencie: dochód gwarantowany będzie wracał w medialnych doniesieniach.