136

Co bym robił z dochodem gwarantowanym? Pewnie oglądał seriale…

Czas - dobro, którego dzisiaj najbardziej brakuje. Podejrzewam, że nie tylko mnie. Pracujemy stosunkowo długo, mamy masę innych obowiązków i zazwyczaj okazuje się, że to właśnie czasu nam brakuje, by np. konsumować dobra kultury. Sytuacja się zmieniła: kiedyś potrzebne były do tego pieniądze. Niemałe pieniądze. Ale teraz dostęp do filmów, seriali, książek, muzyki czy innych źródeł rozrywki jest naprawdę szeroki, nie uderza mocno po kieszeni, a owych dóbr ciągle przybywa. To wręcz irytuje. Zastanawiam się, jak by to wyglądało, gdybym nie musiał pracować...

Dochód gwarantowany to zagadnienie, które niejednokrotnie pojawiało się na AntyWeb. I zazwyczaj wywoływało spore emocje, bo pomysł ma tylu zwolenników, co i przeciwników. Czasem bardzo radykalnie nastawionych, głuchych na argumenty drugiej strony. O co chodzi w tym pomyśle? O pieniądze. W najprostszy i najkrótszy sposób można to opisać jako przydzielenie ludziom określonej sumy pieniędzy, którą będą otrzymywać bezwarunkowo. Dobrze nam znane „czy się stoi, czy się leży, X się należy”. A zamiast X podstawcie kwotę, która jest obecnie „testowana”. Bo dochód gwarantowany doczekał się sprawdzianów w przeszłości, dzisiaj przyglądają mu się m.in. w Finlandii.

Ilekroć czytam lub piszę o tym zagadnieniu, pojawia się argument, iż te pieniądze pozwolą ludziom rozwijać się. Przy czym najczęściej w domyśle jest rozwój zawodowy: masz zapewnione bezpieczeństwo finansowe, możesz się dokształcić, przebranżowić, założyć własny biznes. A potem… zaczniesz zarabiać. Będziesz wytwarzał dodatkowe dobra, więc wszyscy skorzystają. Urośnie gospodarka, którą będą nakręcać doskonalący się na różnych polach ludzie. Dochód gwarantowany to po prostu silnik rozwoju na przyszłość. Niekoniecznie tę zrobotyzowaną, gdzie dla człowieka będzie coraz mniej miejsca.

Ostatnio zacząłem jednak podchodzić do tematu w inny sposób. Konrad napisał o serialu Seven seconds, wrzucił też listę tytułów, jakie zasilą Netflix w lutym. Wygląda nieźle, ale pojawia się stary problem: kiedy to obejrzeć? Moja lista seriali do nadrobienia liczyłaby już kilka stron A4. Do kin ciągle wchodzą filmy, które z chęcią bym zobaczył. Na półkach rosną stosy książek i gazet, które kupiłem, a których nie mam kiedy przeczytać. Pocieszam się tym, że przynajmniej nie gram – jedna działka rozrywki odpadła, ustąpiła miejsca innym. To jednak nie niweluje problemu.

Gdyby wszystkie wspomniane dobra były drogie, pewnie nie miałbym kłopotu. Okazałoby się, że za treści oferowane w serwisach streamingowych, kinach, księgarniach, kioskach, muszę zapłacić miesięcznie kilka tysięcy złotych i… odpuściłbym. Nie ze wszystkiego, ale spora część by odpadła. Przecież kiedyś, gdy nie chciało się piracić muzyki i jednocześnie marzyło się o sporej płytotece, należało przygotować grubszą sumę. To samo z filmami. Dzisiaj za kilkaset złotych w skali miesiąca mamy gigantyczny strumień treści. A i za kilkadziesiąt złotych trafimy na zasoby, przez które i tak nie przebrniemy. Podkreślę przy tym, że czasem warto wybrać się też teatru, opery, filharmonii, a tam również można znaleźć tanie bilety, więc argument „jest drogo, nie idę” po prostu odpada.

I kiedy w głowie dzwoni pytanie „kiedy mam to wszystko obejrzeć/przeczytać/przesłuchać?”, pojawia się intrygująca myśl: dochód gwarantowany rozwiązałby moje problemy. Serio, zacząłem się poważnie zastanawiać nad tym, w jaki sposób wykorzystałbym pieniądze przekazywane przez państwo – faktycznie poszedłbym na jakieś szkolenia, kursy, nauczył się czegoś nowego, lecz przydatnego na rynku pacy? A może usiadłbym na kanapie, wziął te stosy gazet i nadrobił numery z 2016 roku? Może dowiedziałbym się w końcu, dlaczego ludzie tak ekscytują się serialem Gra o tron? Może poznałbym klasyki polskiego kina, o których dzisiaj się już nie pamięta?

Zmarnowany czas, stracone pieniądze? Zależy od podejścia: jedni stwierdzą, że to hodowanie leniuchów, inni powiedzą, że w XXI wieku nic innego nam nie pozostało, że w końcu człowiek może się realizować w taki sposób, w jaki chce. Może dochód gwarantowany pozwoliłby mi w spokoju przeczytać książki, które ustawiły się w kolejce? Byłoby miło. Doceniłbym ten projekt w jeszcze większym stopniu…