77

Cały czas nie rozumiem jak to się stało, że klasyczna telewizja jeszcze nie umarła

Z każdym kolejnym rokiem telewizor przestaje się kojarzyć z telewizją. Sam pisząc o takim ekranie zaczynam mieć opory przed używaniem tej właśnie nazwy. Z jednej strony jestem zdziwiony jak szybko to urządzenie przestało spełniać w moim życiu swoją wieloletnią rolę, z drugiej jestem zaskoczony, że klasyczna telewizja ma jeszcze na rynku mediów tak wiele do powiedzenia.

Wychowałem się na telewizji, tak jak chyba każdy kto urodził się w Polsce w latach 80. ubiegłego wieku. I na wideo, które szczególnie w weekendy stawało się jedynym sposobem na poznawanie filmowych hitów. Kasety VHS zostaną w moim sercu już na zawsze, choć chyba nie odważyłbym się już spróbować obejrzeć którejkolwiek z nich na małym 14-calowym telewizorze, który stał za dzieciaka w moim pokoju. W zasadzie żadne ze wspomnień nie wychodzi z takiej konfrontacji obronną ręką, więc lepiej zostawić je w spokoju.

Pamiętam kiedy w naszym kraju były tylko dwa kanały, pamiętam swoją pierwszą antenę satelitarną i oglądanie Wojowniczych Żółwi Ninja na Sky One, pamiętam też pierwszą kablówkę, w której pojawiły się nowe polskojęzyczne kanały. Mam 36 lat, klasyczna telewizja towarzyszy mi całe życie – mały telewizor zabrałem nawet na studia i łapaliśmy co się dało na małej wysuwanej antence. Poza kinem i kasetami VHS był to bowiem jedyny sposób na konsumpcję treści wideo. Siadało się więc przed tym małym ekranikiem i oglądało to, co akurat ustalono w programie.

Nie było w moim życiu jakiegoś kluczowego momentu, w którym przestałem oglądać telewizję – wszystko działo się stopniowo. Na pewno istotnym przełomem był mój pierwszy SmartTV kupiony w 2012 roku i dostęp do aplikacji. Ale jak sami pamiętacie, że działało to dość umownie i niewiele przypominało systemy, które mamy dziś. Cały czas więc to kanały z kablówki były wyświetlane najczęściej, choć powoli na dużym ekranie pojawiały się treści z serwisu YouTube. Wtedy też jeszcze rozważałem w ogóle możliwość rozszerzenia pakietu telewizyjnego, do którego namawiali mnie konsultanci.

Z każdym kolejnym rokiem telewizję włączałem jednak coraz rzadziej, spędzając czas na YouTube. Tak, byłem jedną z tych osób, która narzekała na brak programów o grach – a potem zrozumiałem, że tej tematyki trzeba szukać właśnie na YT. To samo z technologiami – lubiłem oglądać Zbyszka Urbańskiego i program Gadżet, ale podobnych treści było w telewizji jak na lekarstwo. Później w ogóle porzuciłem TVN Turbo, bo i ciekawe materiały o samochodach można było coraz częściej znaleźć na w googlowskim serwisie wideo.

Zadzwonił do mnie wczoraj konsultant UPC proponując rozszerzenie pakietu kanałów. Odpowiedziałem, że dziękuję, ale nie oglądam już telewizji. Zdziwiony zapytał “ale jak to?”. Ostatnią osobą, która w ogóle konsumowała w moim domu telewizyjne treści było dziecko, które swego czasu (oczywiście w odpowiednich ilościach) oglądało kanał MiniMini+. Któregoś dnia zrozumiałem jednak, że syn przestał o niego pytać i jeśli chce coś obejrzeć, wskazuje Netflix. Ma tam swój profil, swoje podpowiedzi, swoje ulubione filmy i seriale, czasem pyta czy pojawiło się coś nowego w języku polskim.

Kilka tygodni temu usiadłem przed telewizorem i zacząłem przeglądać ofertę poszczególnych kanałów. Najpierw byłem zaskoczony, że tak wiele stacji pododawało już do swoich logosów (lub nazw wyświetlanych w dekoderze) dopiski HD. Super, ale przecież teraz jest 4K i HDR, a nie jakieś archaiczne HD. “Przeleciałem” cały pakiet i…nie znalazłem niczego dla siebie. Na Comedy Central HD lecieli Przyjaciele, na których często się zatrzymywałem, ale odcinek był akurat w połowie i nie było sensu oglądać dalej. Jakiś film właśnie się kończył, na stacjach muzycznych nie znalazłem nic dla siebie. Były jeszcze ciekawe programy dokumentalne, ale za dwie godziny. Za dwie godziny będę poza domem, chciałbym je obejrzeć w tej chwili, nie mogłem – więc odpuściłem. No to jeszcze na koniec TVN24, które swego czasu oglądałem regularnie. Ale tam akurat robiono z igły widły i wałkowano do…sami wiecie czego, średnio pasjonujący temat starając się nadać mu odpowiedniej dramaturgii. Raz jeszcze włączyłem telewizję śniadaniową, ale odpadłem po 15 minutach nie mogąc znieść sposobu prowadzenia rozmów i prezentowania poruszanych tam tematów. Nacisnąłem wielki przycisk “Netflix” na wiszącym u mnie na ścianie Sony Bravia A1 i zaliczyłem odcinek oglądanego akurat serialu, w 4K, mogąc wybrać między różnymi wersjami językowymi, napisami lub lektorem. Zapauzowałem idąc do kuchni po kawę. Choć w sumie mogłem zabrać tam smartfona i dokończyć seans na jego ekranie. Ach – i nie było przerw reklamowych.

Jak to możliwe, że w 2018 roku klasyczna telewizja wciąż istnieje? Mówiło się, że ze zmianą pokoleniową telewizja będzie znacząco tracić na wartości, a widzowie przejdą na platformy internetowe dające możliwość samodzielnego wyboru programów, filmów i seriali. Oczywiście nie każdy w Polsce ma odpowiednie łącze, ale dostęp do poszczególnych serwisów jest banalnie prosty (choć w części przypadków oczywiście płatny). Po co czekać do 22 na swój serial, skoro można go obejrzeć na którejś z platform streamingujących. To samo z filmami, które można za kilka złotych wypożyczyć na VOD. Czyżby ludzie woleli czekać na megahit Polsatu, bo jest za darmo? Odzwyczajony od przerw reklamowych wypadam z rytmu oglądania próbując skonsumować taki materiał. Po co czekać do 18 na ulubiony program, skoro można go też obejrzeć na przykład w serwisie Ipla? TVN ma swój player z serialami, nie lepiej więc iść tam niż układać swój dzień pod zaprojektowany przez nadawcę program telewizyjny?

W 2018 roku klasyczna telewizja jawi się w moich oczach jako archaizm, który nijak się ma do aktualnych sposobów konsumowania treści wideo. Brak możliwości wybrania konkretnego materiału, konieczność dostosowania się do grafiku transmisji, bloki reklamowe, zmanierowani prowadzący, miałka papka tematyczna czy przeżywanie przez kilka godzin jednego tematu na kanałach informacyjnych. Ja potrzebuję szybkiego, sprawnego i wygodnego dostępu do konkretnych treści, nie mam ani czasu ani ochoty oglądać tego, co akurat leci. I trochę żałuję, że tego wszystkiego nie było kilkanaście lat temu. Mając zdecydowanie więcej wolnego czasu dostałbym praktycznie nieograniczony dostęp praktycznie każdego rodzaju treści, a co za tym idzie wiele ciekawych sposobów na realizowanie pasji czy naukę. Ciekawe jak to wszystko będzie wyglądać za kilka czy kilkanaście lat.