61

Dlaczego nie czekam na premierę flagowca Samsunga (oraz innych topowych smartfonów)

Kiedy ostatni raz ekscytowaliście się premierą smartfonu z wyższej półki (o ile kiedykolwiek miało to miejsce)? Chociaż gadżeciarzem nie jestem, to w przeszłości bywały premiery, na które czekałem. Z czystej, zawodowej ciekawości. Ale od jakiegoś czasu nie przywiązuję większej uwagi do tych wydarzeń, nie śledzę plotek, nie zastanawiam się, jak firma mnie zaskoczy. Bo niestety […]

Kiedy ostatni raz ekscytowaliście się premierą smartfonu z wyższej półki (o ile kiedykolwiek miało to miejsce)? Chociaż gadżeciarzem nie jestem, to w przeszłości bywały premiery, na które czekałem. Z czystej, zawodowej ciekawości. Ale od jakiegoś czasu nie przywiązuję większej uwagi do tych wydarzeń, nie śledzę plotek, nie zastanawiam się, jak firma mnie zaskoczy. Bo niestety mała jest szansa na to, że faktycznie uda się jej zaskoczyć odbiorców…

Pisząc poranny tekst o rynku smartfonów zastanawiałem się nad losem flagowców, ich obecnym miejscem na rynku. Jeszcze parę lat temu premiera takiego sprzętu wywoływała spore emocje, a zestawienia topowych urządzeń przyciągały uwagę. Dzisiaj chyba wygląda to inaczej. Widać to nawet w mediach – poprzednie lata przynosiły więcej pogłosek, wycieków dotyczących nowych produktów. Przypominam, że rok 2015 dobiega końca, niebawem rozpocznie się rok 2016, a pierwszy kwartał może przynieść przynajmniej kilka premier. Będzie CES, będzie MWC, powinny mieć miejsce osobne premiery. Tymczasem Sieć, jej branżowa część, nie ugina się od doniesień na temat nowości.

CES

Wszystkie wspomniane wydarzenia mają niewielkie szanse na to, by elektryzować (cały czas odnoszę się do rynku smartfonów, konkretnie do flagowców). Temat pewnie będzie pompowany, lecz już nie tak intensywnie, jak w roku 2013 czy nawet 2014. Już w tym roku wyglądało to gorzej, słabiej. Dlaczego? Może dlatego, że szybko dowiadywaliśmy się, co zaprezentuje dana firma, może dlatego, że nie było w tym przełomu, wskazywałbym też na podobieństwo smartfonów różnych firm. Przecież do modeli z tej samej półki cenowej trafiają zbliżone (lub te same) komponenty.

Firmy próbowały wyróżniać swój sprzęt na różne sposoby, czasem kończyło się na udziwnianiu, ale szybko okazywało się, że to nie ma większego sensu. Te wszystkie dodatki, bonusy, elementy wyróżniające przechodziły bez większego echa. Ludzie i tak patrzą na te same parametry, niektórych funkcji nawet nie uruchamiają, chociaż w opinii producenta miały one być asem z rękawa. HTC takich asów miało przynajmniej kilka, ale żaden nie pozwolił firmie stać się „Apple w świecie Androida”, do czego korporacja dążyła przez jakiś czas. Samsung czarował na różne sposoby, ale w końcu doznał szoku, bo jego flagowiec sprzedawał się kiepsko. Cuda prezentowane podczas premier nie pomogły.

HTC One M9 test (9)

Docierają już do nas pogłoski dotyczące kolejnego flagowca Samsunga, następcy modelu S6, ale u mnie nie wzbudzają one emocji. Bo co może się znaleźć w tym telefonie? Czym jest mnie w stanie zaskoczyć koreańska korporacja? Kolejnym rdzeniem w procesorze? Większą rozdzielczością ekranu albo cieńszą obudową? To nie robi już wrażenia. Podobnie jak kolejne megapiksele w aparacie czy mniejsza waga. Czym przebiją go HTC, LG albo Lenovo? Różnice względem poprzedników i konkurencji nie powinny być oszałamiające.

Dobrnęliśmy do etapu, w którym hamuje nie tylko wzrost sprzedaży sprzętu mobilnego, ale także jego rozwój. Biznes się ustabilizował, trudno stwierdzić, kiedy nastąpi tu kolejny przełom, znowu pojawi się coś dużego. Samsung eksperymentuje z zaginaniem ekranu, chce tworzyć elastyczne urządzenia. Ale kiedy do tego dojdzie? Obaj koreańscy producenci sprawdzają nowe akumulatory, lecz czy w przyszłym roku będziemy z nich korzystać? A jeśli nie te kierunki rozwoju, to jakie? Kto, gdzie i jak mógłby nas zaskoczyć?

Samsung Galaxy S6

Może Samsung (lub inny producent) pracuje w podziemnych laboratoriach nad produktem, który zmiecie konkurencję z powierzchni ziemi i skłoni ludzi do stania w kolejkach przed sklepami. Może zobaczymy go już za kilka kwartałów. Może. Bardziej prawdopodobny wydaje się jednak scenariusz, w którym w najbliższych latach nie dochodzi do istotnych zmian, a z przecieków będziemy się dowiadywać, że smartfon posiada ośmiordzeniowy procesor, 3GB RAM, 5,5-calowy ekran… Dlatego nie czekam. Zakładam, że nie ma na co – producenci raczej mnie nie zaskoczą. I w tym przypadku chciałbym się mylić.