Gry

Dlaczego deweloperzy nie chcą już robić dużych gier wideo?

KO
Kamil Ostrowski
8

Zmiany w świecie deweloperów gier wideo mogą okazać się na dłuższą metę bardzo kłopotliwe dla wielkich wydawców. Coraz więcej utalentowanych twórców woli podjąć ryzyko, zamiast współpracować w dużym zespole i tworzyć duże produkcje typu „AAA”. Możliwe, że obiły Wam się o uszy deklaracje znany...

Zmiany w świecie deweloperów gier wideo mogą okazać się na dłuższą metę bardzo kłopotliwe dla wielkich wydawców. Coraz więcej utalentowanych twórców woli podjąć ryzyko, zamiast współpracować w dużym zespole i tworzyć duże produkcje typu „AAA”.

Możliwe, że obiły Wam się o uszy deklaracje znanych w branży gier wideo osób, dotyczące przejścia na „jasną stronę mocy”. Wielu deweloperów, zarówno tych z długim stażem, jak i stosunkowo młodych, zostaje „indie”. Odchodzą z wielkich korporacji, które wyłowiły ich z zalewu rzemieślników i postawiły na stanowiskach kierowniczych. Firmy takie jak EA, Activision czy Microsoft tracą wizjonerów.

Przykłady można mnożyć. Na naszym rodzimym podwórku niech będzie to Adrian Chmielarz, niegdyś pracujący dla Epic Games, dziś współzałożyciel The Astronauts. Maciej Szcześnik i Marek Ziemniak z CD Projekt RED (twórcy Wiedźmina) przeszli do 11bit Studios. Ze świata? Peter Monyleux poszedł na swoje i po wielu latach współpracy z Microsoftem założył 22Cans. Ken Levine porzucił markę BioShock, aby również skupić się na tworzeniu w mniejszej grupie. Nawet John Carmack odszedł z założonego przez siebie id Software, które rozrosło się ogromnie, aby zająć się Oculus Rift . Ten ostatni przykład akurat może okazać się z czasem nietrafiony, jednakże twórca Quake’a przechodził do Oculus VR mając na względzie te same pobudki, co wcześniej wymienieni.

Dlaczego ludzie mający dostęp do niemalże wszelkich środków, mogących, przynajmniej w teorii, realizować swoje wizje przy pomocy najnowszych technologii, wolą wynająć małe biuro i grzebać nad własnymi, często ciekawymi, ale jednak kameralnymi produkcjami? Swoje trzy grosze dorzucił niedawno Lorne Lanning, założyciel studia Oddworld Inhabitants, zajmującego się serią Oddworld:

Każdy deweloper jakiego znam, który ciągle pracuje nad tytułami AAA, stara się znaleźć sposób, żeby od tego odejść. Umowy stają się coraz gorsze (...) Nie chcemy być niewolnikami na wielkich statkach.

Jednocześnie Lanning zauważył, że idąc „na swoje” dużo się ryzykuje. On i jego współpracownicy, wyłożyli z własnej kiesy pieniądze potrzebne na realizację ich nowego przedsięwzięcia. Jego gra się nie sprzeda, stracą parę milionów dolarów dolarów. Muszę docenić ich zaangażowanie. Jednakże, jeżeli ryzyko się opłaci, to mogą zarobić o wiele, wiele więcej.

Kolejne sukcesy twórców niezależnych pozostają zadrą na sytuacji dużych wydawców. Jeżeli kolejne studia odnoszą sukces, stają się inspiracją. Jeżeli wielkie korporacje nie dadzą swoim pracownikom więcej luzu i nie przestaną być machinami do produkowania kolejnych kolosów, zachowawczo projektowanych czy wręcz generycznych, może się okazać, że gros rynku gier wideo przeleci takim firmom jak Ubisoft, EA czy Activision pomiędzy palcami.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

gry wideoIndie