81

Dla mnie Microsoft Edge już jest straconym produktem

Nie da się bronić czegoś, co nie jest takie jak być powinno. Kiedy napływały do mnie pierwsze informacje na temat nowej przeglądarki, uznałem to za całkiem rozsądne posunięcie Microsoftu. Internet Explorer nie dawał sobie rady na rynku, pokutował za okres, w którym standardy gigant miał daleko w poważaniu, a wiele zależało od alternatyw dla IE. […]

Nie da się bronić czegoś, co nie jest takie jak być powinno. Kiedy napływały do mnie pierwsze informacje na temat nowej przeglądarki, uznałem to za całkiem rozsądne posunięcie Microsoftu. Internet Explorer nie dawał sobie rady na rynku, pokutował za okres, w którym standardy gigant miał daleko w poważaniu, a wiele zależało od alternatyw dla IE. Przyszedł Edge, miało być fajnie i wyszło… kiepsko. Tak kiepsko, że komuś powinno być zwyczajnie wstyd.

Jak zepsuć przeglądarkę?

Zastanawiając się nad kwestią porażki Microsoft Edge (jeżeli uważacie, że to zbyt śmiałe uznając Edge za porażkę – zrozumiem), przeniosłem się o kilka miesięcy wstecz w stosunku do daty pierwszego wydania przeglądarki w Windows 10 z programu Insider. Powiem Wam szczerze, że główną przyczyną dla której Edge nie jest tym, czym być powinien to… został wydany za późno. I nie, nie – nie chodzi tu wcale o to, że powinien być dostępny już w Windows 8.1, czy Windows 7. Pamiętajcie o tym, że gdy pobieraliśmy i instalowaliśmy pierwszą kompilację z programu Windows Insider, o Edge nie wiedzieliśmy jeszcze nic. Użytkownicy nie mogli zatem zgłosić tak wielu poprawek, propozycji jak było to potrzebne. W Windows 10 zaowocowało to stworzeniem przyjemnego, w miarę spójnego (niektóre elementy gryzą się jak wściekłe szczury na amfetaminie) i szybkiego oprogramowania łączącego kilka typów urządzeń, spinając to wszystko zdolnym do przystosowania się interfejsem.

Problem numer 1: Edge nie jest wygodniejszy

Jeśli chodzi o możliwość przystosowania się do aktualnego scenariusza korzystania z komputera – Microsoft Edge jest pod tym względem niemożebnie słaby. Internet Explorer obecny w Windows 8 oraz 8.1 posiadał dwa tryby – desktopowy oraz „immersywny” – działający w trybie Modern UI. Ten pierwszy jest po prostu taki, jaki być powinien, przystosowany do obsługi klawiaturą i myszą. Wszystko jest na swoim miejscu i zastrzeżeń do IE mieć nie można. No, może z AdBlockiem jest problem. Innych nie uświadczyłem, większych bolączek brak.

ieedge

Ten dla trybu Modern UI sprawdza się znakomicie – o ile posiadamy urządzenie hybrydowe lub laptopa 2 w 1. Jest dostępny tryb czytania, pasek nawigacyjny znajduje się na dole, w wygodnym raczej miejscu. Interfejs nie jest przeładowany niepotrzebnymi funkcjami – przeglądarka idealna do trybu tabletowego.

To, co zrobiono w Edge to zamach na to, co było zwyczajnie dobre. Nie spektakularne, nie wyróżniające się, ale… po prostu dobre. Edge sprawuje się nieźle w połączeniu z klawiaturą i myszką. Gorzej wychodzi w trybie dotykowym, gdzie właściwie to Edge nie zmienia się wcale w stosunku do trybu desktopowego. Niczego nie zmienia tutaj tryb sporządzania notatek ze strony internetowej, tryb czytania to żadne novum, a i nie można powiedzieć, żeby Edge był w jakikolwiek sposób lepiej przemyślany od strony interfejsu.

Problem numer 2: Edge nie jest szybszy

Testy syntetyczne jedno, a „normalne” korzystanie drugie. W typowo praktycznej konfrontacji nie czuję żadnej różnicy. Na Twitterze widziałem już wiele – statystyki wedle których albo Edge deklasuje rywali, albo znajduje się w ogonie peletonu. Jeśli mnie znacie (a zakładam, że już całkiem nieźle), to zapewne wiecie, że stronię od sztucznych porównań i skupiam się na typowo subiektywnych odczuciach. Dla mnie różnica, by była istotna – musi być zauważalna w naturalnych warunkach. Przełożenie teorii na praktykę jest dla mnie bardzo ważne, mimo specyfiki środowiska nowych technologii, gdzie cyferki są tym, co jest niemalże wymagane.

atechperf

Jedno natomiast jest pewne – Internet Explorer nie będzie już rozwijany i w pewnym momencie rzeczywiście okaże się, że następca go deklasuje pod pewnymi względami. Do tego jednak potrzeba jeszcze trochę czasu.

Problem numer 3: Edge nie jest stabilny

Jeśli uważacie, że mój problem z Edge jest odosobniony, poczytajcie komentarze na temat tej przeglądarki w Internecie. Znajdzie się w nich masa głosów o tym, że do absolutnej stabilności nowej przeglądarce jest jeszcze bardzo daleko. Notorycznie pojawia się problem z przeładowującymi się kartami, a oprogramowanie lubi się „wysypać” przy większej ilości włączonych stron internetowych. Jestem konkretnym bałaganiarzem, w tym momencie mam włączone ponad 10 kart i z tym Internet Explorer czy Chrome radzą sobie tak jak trzeba. W Edge prosimy się o to, by w którymś momencie jedna z nich przestała odpowiadać i wymagała przeładowania lub cały program znienacka przestanie być aktywny. Już pomijam takie kwestie jak to, że Edge gryzie się z WordPressem, gdzie formatowanie tekstu przed oddaniem go do publikacji jest katorgą. Wrzucenie obrazka w edytorze HTML nie jest intuicyjne w Edge – nie pojawia się on w miejscu, gdzie znajduje się kursor, lecz ląduje on na samym końcu napisanego tekstu. Kod z obrazkiem trzeba przenieść ręcznie w odpowiednie miejsce – mała rzecz lecz denerwuje.

Problem numer 4: Edge nie jest dokończony

Gdyby tak było, ta przeglądarka od samego początku oferowałaby rozszerzenia i byłby to argument między innymi za tym, by przenieść się z programów, które podobne funkcje posiadają. Tymczasem okazuje się, że użytkownicy Firefoxa, Google Chrome narzekają na brak wtyczek zdolnych do rozszerzenia możliwości przeglądarek. Nie chcą korzystać z przeglądarki, która wymagałaby od nich pójścia na kompromis. Serio, Microsoft nie wie, że użytkownicy nie uznają kompromisów i jeżeli coś w ich opinii wydaje się być gorsze, to z pewnością z tego nie skorzystają?

Edge nie oferuje niczego, co mogłoby skłonić użytkowników do przejścia na tę przeglądarkę

msedgenotemode

Jeżeli zmiana wizerunku ma się opierać tylko na zmianie logotypu, nazwy, przebudowaniu interfejsu – to podziękuję za taką nowość. Edge stając w szranki z Chrome, Firefoxem, a nawet Internet Explorerem nie jest wyraźnym krokiem do przodu – co najwyżej może być nieśmiałym początkiem i nie mogę stwierdzić, że kiedyś nie będzie on dobrą przeglądarką. W tym momencie muszę jednak uznać, że to nie jest to, czego oczekiwałem – zwłaszcza pod dosyć szumnych zapowiedziach i wielkich nadziejach ze strony społeczności. Zwłaszcza, że Microsoft na rynku przeglądarek radzi sobie słabo – jak na własne możliwości.

edgeshare

Edge miał być dowodem na to, że w Redmond jeszcze nie zapomniano, jak tworzy się dobrą i konkurencyjną przeglądarkę. Wyszło marnie. Oczywiście czekamy na dalszy rozwój tego oprogramowania, ale… pierwsze wrażenie zostawia pewien niesmak. Historia powinna nauczyć Microsoft, że nawet jeżeli uda się naprawić Edge, to może nie być słodko z udziałami na rynku przeglądarek (IE?). Przykro mi.

Grafika: 1, 2