Felietony

Dezinformacja pod lupą rządu - pomysł dobry, ale boję się o wykonanie

Tomasz Szwast
7

Dezinformacja w końcu trafiła pod lupę polskiego rządu. Powstała specjalna jednostka, której zadaniem jest identyfikacja i informowanie o przypadkach przekazywania nieprawdziwych informacji, przede wszystkim w internecie. Pytanie tylko, czy to rząd powinien być odpowiedzialny.

Problem dezinformacji w internecie i innych mediach stał się w ostatnim czasie naprawdę poważny. Dynamicznie zmieniająca się sytuacja na świecie sprawiła, że wiele państw może czuć się zagrożonych. Jednym z nich jest Polska. Dlaczego tak? Tu odpowiedź jest oczywista. Jesteśmy krajem granicznym zarówno dla NATO jak i Unii Europejskiej, co siłą rzeczy powoduje, że znajdujemy się w niekorzystnym położeniu politycznym. To wystarczający powód do tego, by przy pomocy dezinformacji starać się wywrzeć wpływ na społeczeństwo. Świadomie publikowane i powielane nieprawdziwe informacje mają sprawić, że zmieni się nasze spojrzenie na wiele istotnych kwestii.

Dezinformacja, zaledwie w ciągu ostatnich kilku lat, dotyczyła mnóstwa różnych tematów. Wszystko po to, by społeczeństwo poparło bądź sprzeciwiło się pewnym ideom. Kto stosuje dezinformację? Można odnieść wrażenie, że praktycznie każdy, kto chciałby, by ludzie go posłuchali. I właśnie tu powstaje problem tego, kto tak właściwie powinien zająć się walką z nieprawdziwymi informacjami. Czy powinny to być instytucje rządowe? W teorii to właśnie one wydają się najwłaściwsze do tego zadania. W praktyce wcale nie musi tak być. Władza w demokratycznym państwie ma bowiem to do siebie, że zmienia się i trzeba o nią walczyć. I w tym miejscu zaczynają się schody.

Dezinformacja to potężne narzędzie, które kusi każdego

Dlaczego dezinformacja stała się taka istotna? Przyczyn tego zjawiska jest wiele, jednak prawdopodobnie najważniejszą jest powszechny dostęp do różnych informacji. W natłoku wiadomości, z którymi ludzie stykają się każdego dnia, często bardzo trudno jest się odnaleźć nawet wykształconym, oczytanym osobom. Z biegiem czasu pojawia się zobojętnienie i niechęć do samodzielnego weryfikowania odbieranych treści. W tym momencie pojawia się zaufanie do źródła, z którego dana wiadomość pochodzi. Praktycznie każdy z nas ma swoje ulubione serwisy informacyjne, strony internetowe, ulubionych dziennikarzy. Zdarza się, że to w zupełności wystarcza, by dostępne tam informacje traktować jako prawdziwe, a przynajmniej jako bardzo prawdopodobne. I w tym momencie wkracza dezinformacja.

Jak doskonale wiemy, o tym samym wydarzeniu można opowiedzieć na różne sposoby. Można zachować pełną neutralność, jednak wówczas nie uda się wywołać emocjonalnej reakcji ze strony widza czy czytelnika. A to właśnie emocje rządzą ludźmi i na emocjach zależy nam najbardziej. W tym momencie pojawia się pokusa, by dany temat zaprezentować nieco inaczej. Można, dla przykładu, przemilczeć niewygodne fakty, a podkreślić te, które powinny trafić do odbiorcy i wywołać u niego określoną reakcję. Kiedy zestawimy ze sobą relację dwóch polskich telewizji informacyjnych z tego samego wydarzenia, od razu zauważymy, jak o tym samym można opowiedzieć w zupełnie inny sposób. Naturalnie, w zależności od tego, co tak właściwie chcemy osiągnąć.

Przedstawienie niepełnego obrazu danej sytuacji to jedno. By jeszcze bardziej wzmocnić przekaz, można posłużyć się właśnie dezinformacją. Można tak połączyć pewne wydarzenia, które miały miejsce, by wzbudzić w odbiorcy określone emocje. Kiedy tych brakuje, niektórzy przekraczają granicę i robią coś, czego robić nie powinni, czyli po prostu kłamią. Niestety, często zdarza się, że odbiorcy wcale nie zweryfikują tego, co właśnie przeczytali czy usłyszeli i ślepo w to uwierzą. W ten sposób dochodzi do dezinformacji.

Widzimy zatem, że mamy do czynienia z naprawdę potężnym narzędziem, z którym trzeba walczyć. Pytanie tylko, kto miałby to robić, skoro niemal każdemu zależy, by móc z niego korzystać? Równie dobrze do walki z dezinformacją można podejść w sposób wybiórczy. Przyznam szczerze, że właśnie tego boję się najbardziej.

Nowe stanowisko ds. dezinformacji w rządzie. Idea słuszna, co z wykonaniem?

Początkiem września w rządzie pojawiło się nowe stanowisko – Pełnomocnik Rządu ds. Bezpieczeństwa Przestrzeni Informacyjnej Rzeczypospolitej Polskiej. Został nim Stanisław Żaryn, który dotychczas sprawował funkcję rzecznika prasowego Ministra Koordynatora Służb Specjalnych. Jak mogliśmy przeczytać, najważniejszym zadaniem pełnomocnika będzie budowa państwowego systemu, który stanie się państwową odpowiedzią na dezinformację.

Naturalnie, wcale nie oznacza to, że do tej pory rząd i służby specjalne wcale nie zajmowały się problemem dezinformacji. Takie działania były konsekwentnie podejmowane, jednak dzięki nowej strukturze istnieje możliwość, że będą lepiej koordynowane niż dotychczas. Lepsza koordynacja, co naturalne, powinna się przełożyć na wyższą skuteczność podjętych kroków. Wiadomo, wszystkim nam powinno zależeć na tym, by rząd i służby były w tym aspekcie możliwie jak najskuteczniejsze. W polskiej przestrzeni informacyjnej już wiele razy dało się zauważyć działania, które można określić jako dezinformacja. Wśród nich te najbardziej niebezpieczne, stanowiące elementy wojny hybrydowej.

Jak skuteczna może być dezinformacja? O tym można się było przekonać chociażby 24 lutego, kiedy to Rosja rozpoczęła eskalację wojny z Ukrainą. Fałszywe informacje o tym, że wkrótce zabraknie paliwa na stacjach benzynowych nieomal doprowadziły do wybuchu paniki, przez co na niektórych stacjach istotnie brakło paliwa. Nie stało się tak jednak w wyniku wojny, a w wyniku dezinformacji, przez którą pod dystrybutorami ustawiły się długie kolejki.

Jeśli Pełnomocnik Rządu ds. Bezpieczeństwa Przestrzeni Informacyjnej Rzeczypospolitej Polskiej będzie w stanie, przy pomocy odpowiednich służb, szybko wyłapywać takie sytuacje, nowej koncepcji można będzie jedynie przyklasnąć. Gorzej, gdy ktokolwiek z polityków postanowiłby wykorzystać tak istotne stanowisko do celów partii, która przecież musi utrzymać się przy władzy, by móc nadal realizować swój program.

Czy za walkę z dezinformacją powinien odpowiadać polityk?

Wyobraźmy sobie, że pewnego dnia pojawia się ktoś, kto postanawia wykorzystać dezinformację do celów swoich i grupy, którą reprezentuje. Wykorzystując zaufanie, jakim obywatele powinni darzyć instytucje państwowe, zaczyna tak sterować narzędziami do zwalczania dezinformacji, by w rzeczywistości robić coś zupełnie odwrotnego. Informacje niekorzystne dla rządu zostają oznaczone jako dezinformacja tylko po to, by zrealizować partyjny interes. Narzędzie, które miało walczyć z dezinformacją, samo dezinformację tworzy. Być może nie mam na ten temat wystarczającej wiedzy, być może nie do końca rozumiem, jak to wszystko ma działać, ale już teraz wydaje mi się to dość niebezpieczne.

Oczywiście to jedynie rozważania teoretyczne. Wcale nie mam zamiaru zarzucać komuś niewłaściwych działań czy niejasnych intencji. Po prostu zastanawiam się, czy aby na pewno to politycy, którzy z definicji zobligowani są do reprezentowania jednej z grup interesów, wespół z podległymi im osobami, decydowali o tym, co jest informacją, a co nią nie jest. Pole do nadużyć wydaje się tu być naprawdę spore.

Kto, jeśli nie polityk, miałby stanąć na czele organu do walki z dezinformacją? Jedynie osoba, która będzie w pełni niezależna i niepodatna na jakiekolwiek wpływy. Problem w tym, że ktoś taki najprawdopodobniej nie istnieje.

Lepsze rozwiązanie? Obawiam się, że może nie istnieć

Jeśli nie rząd, to kto miałby odpowiadać za walkę z dezinformacją? Z pewnością nie mogłyby to być organizacje pożytku publicznego. Te, choć często robią wiele dobrego, zostały powołane do tego, by reprezentować określone interesy. Nie można zatem oczekiwać od nich pełnego obiektywizmu i bezstronności. Może środowiska naukowe? Tu również istnieje poważna przeszkoda, dotycząca także organizacji pozarządowych. By skutecznie przeciwdziałać niekorzystnemu zjawisku, jakim bez wątpienia jest informacja, trzeba dysponować odpowiednimi narzędziami. Zwłaszcza, gdy w grę wchodzi sytuacja na arenie międzynarodowej, przydałyby się informacje, którymi dysponują wyłącznie służby specjalne.

Wygląda na to, że nie pozostaje nam nic innego, jak poleganie na służbach pozostających pod nadzorem polityków. Oby tylko każdy wykonywał swoją pracę należycie, pamiętając o tym, że to od niego zależy dobro kraju, który reprezentuje.

Dezinformacja – co możemy z nią zrobić?

W jaki sposób my, użytkownicy internetu i mediów społecznościowych, możemy walczyć z dezinformacją, skoro rzeczywiście jest taka niebezpieczna? W jeden prosty sposób: nie przekazywać dalej i nie powielać informacji, co do których prawdziwości mamy wątpliwości. Nie dystrybuować treści, których nie można zweryfikować we wiarygodnym źródle. Trafiliśmy w social mediach na konto, które szerzy dezinformację? Skorzystajmy z dostępnego formularza żeby je zgłosić i zablokować.

Czytałem ostatnio, że w pewnym sensie wszyscy jesteśmy kontrwywiadem i możemy działać, kiedy tylko zaobserwujemy niepożądane zjawisko. Mam wrażenie, że coś w tym jest, dlatego działajmy, gdy spotykamy przypadki dezinformacji. Polska przestrzeń informacyjna może być lepszym miejscem również dzięki nam samym.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu