16

Czytniki RSS przetrwają, tylko jak długo?

Przynajmniej takie jest moje wrażenie po ponad dwu miesięcznych testach desktopowych klientów Facebooka i Twittera. Testowałem dwa narzędzia czyli Seesmic Desktop (przy okazji warto wspomnieć, że Seesmic wypuścił dzisiaj klienta pod windowsy – i wygląda on moim zdaniem lepiej niż ten z Mac OS) oraz aplikację TweetDeck. Oba produkty są bardzo dobre, nie sprawiają problemów […]

Przynajmniej takie jest moje wrażenie po ponad dwu miesięcznych testach desktopowych klientów Facebooka i Twittera. Testowałem dwa narzędzia czyli Seesmic Desktop (przy okazji warto wspomnieć, że Seesmic wypuścił dzisiaj klienta pod windowsy – i wygląda on moim zdaniem lepiej niż ten z Mac OS) oraz aplikację TweetDeck. Oba produkty są bardzo dobre, nie sprawiają problemów jeśli chodzi o podstawowe funkcje i są dość proste w obsłudze.

Od momentu kiedy wreszcie Twitter wprowadził listy mam podgląd na chyba najlepsze źródła z informacjami IT (listy własne + listy innych osób). Przeglądanie ich czy też właściwie obserwowanie jest o tyle ciekawe, że naprawdę mamy praktyczne na żywo podgląd na to co dzieje się czy też wydarzyło w świecie IT. Zdecydowanie jest to szybsza metoda na dotarcie do ciekawych newsów niż czytnik RSS.

Tak jak jednak napisałem, jest to tylko obserwowanie. Żadne narzędzie ani też aplikacja desktopowa nie pozwoli nam na spokojnie śledzić fali informacji jaki do nas dociera z Twittera czy Facebooka. Nie sprawdzają się też moim zdaniem serwisy typu Tweetmeme czyli agregatory treści na bazie tego ile razy dany status był retweetowany.

Druga wada to spora ilość dubli – śledząc kilkadziesiąt serwisów IT czasami zdarza się, że jedne i ten sam news opisany tylko innym słowami dostajemy z kilkudziesięciu miejsc. Nie da się tego na razie ani filtrować ani też opracować jakiejś skutecznej metody na obejście tego problemu.

Z czytnikiem RSS jest natomiast inaczej – spokojniej. Przy gorącej kawie i chwili ciszy w domu (w moim przypadku grubo po 22) przejrzenie na spokojnie źródeł, które obserwuję (jest ich nie więcej niż 30) jest nadal dużą przyjemnością. Nie spiesząc się, możemy skupić się na każdy czytanym zdaniu i nie zgubić w pośpiechu tego co autor chce nam przekazać między wierszami. Przeglądając Twittera możemy popaść w manię czytanie nagłówków, wtedy liczy się dla nas ten kto był pierwszy i wymyślił bardziej szokujący tytuł. Przeglądając RSS-y twórczy tytuł nie jest już tak efektywny, a w niektórych przypadkach może wręcz zniechęcać.

Moim zdaniem czytnik RSS i ta forma konsumowania informacji jeszcze chwilę przeżyje. Nie wiem natomiast czy się będzie rozwijać, agregatory, mikroblogi i facebooki chyba nie pozwolą na dalszy rozwój czytników RSS – które mówiąc szczerze i tak nie wszyły nigdy poza grupę geeków i bardziej zaawansowanych użytkowników internetu.

Ciekawe kiedy będziemy z nostalgią wspominać czasy Google Readera i dylematów dotyczących newsów z Twittera czy Facebooka?