10

Nie dajcie się zwariować w Czarny Piątek. Niepotrzebne rzeczy w świetnych cenach wciąż są niepotrzebne

Już za kilka dni Czarny Piątek, wielkie święto konsumpcjonizmu. Zostaniemy zalani tysiącami ofert, w większości na rzeczy których w ogóle nie potrzebujemy. Potrzebujemy natomiast bardzo silnej woli by nie kupić za dużo tylko dlatego, że jest taniej.

Czarny Weekend, Czarny Tydzień, wszystko czarne

Z dużym zażenowaniem obserwuję to, co dzieje się w Polsce od kilku tygodni. Czarny Piątek to święto zakupów, które przyszło do nas z USA. Jak to bywa w przypadku tego typu akcji, nasze rodzime oferty w większości przypadków raczej średnio wpisują się w to święto i na ogół rozczarowują. Choć oczywiście zdarzają się świetne promocje, najczęściej jednak nikt normalny nie jest w stanie się na nie załapać, bo sklepy czyszczą boty, by później zalać tymi ofertami serwisy aukcyjne.

W tym roku jednak Czarny Piątek wydaje się trochę rozmywać, a to za sprawą jakże pomysłowych polskich sklepów – głównie tych z elektroniką, bo choć promocje dotyczą w zasadzie każdej branży, to jednak ta jest mi najbliższa. Radia praktycznie nie słucham, jedyną okazją by zapoznać się z poszczególnymi stacjami jest auto i to tylko wtedy kiedy jadę z rodziną – jakoś wciąż nie potrafią przetrawić słuchanych przeze mnie szarpidrutów, więc posiłkujemy się wtedy mainstreamową Zetką czy RMF-ką. Radio to reklamy, więc choćby po ostatnim weekendowym wyjeździe jestem na bieżąco. Dowiedziałem się się Black Week, Black Weeks i Black Weekend i sklepów internetowych, czyli świętach promocji w poszczególnych sieciach elektromarketów. Co to jest? Nic innego jak “czarnopiątkowe” promocje rozciągnięte w czasie, jest ich tak wiele że ciężko jednoznacznie ocenić co w zasadzie jest tańsze, a co ma taką samą cenę, tylko po prostu znalazło się w reklamie promocji. Jak to wpływa na sam Black Friday? Moim zdaniem mocno go rozmywa, ale może z punktu widzenia sprzedaży w sklepach jest to korzystniejsze – no bo w końcu nikt się nie spóźni skoro akcja trwa cały tydzień.

Wróćmy jednak do samego Black Friday, w którym miałem okazję uczestniczyć zarówno jako klient, jak i osoba, która przygotowywała najciekawsze promocje na naszą stronę zeropln.pl. Z ofertami bywa różnie – czasem są naprawdę korzystne, ale ciężko się w tym samodzielnie połapać, warto więc zaglądać na portale poświęcone właśnie promocjom. Ktoś sprawdzi za Was czy cena jest naprawdę atrakcyjna i czy aby produkt nie kosztował tyle samo dwa tygodnie temu. -20%, przekreślona kwota działa bowiem na klienta bardzo zachęcająco nawet jeśli dwa tygodnie temu sprzęt kosztował złotówkę więcej, ale nikt ceny nie przekreślał i nie doklejał w ofercie promocyjnego obrazka. Tak to działa, lubimy promocje, nie lubimy przepłacać, uwielbiamy zrobić “złoty interes”. Gorzej jeśli okazuje się, że tak naprawdę nic nie zaoszczędziliśmy, a kupiliśmy jedynie rzecz, której faktycznie nie potrzebujemy.

Niższa cena nie sprawia wcale, że zakup nabiera sensu

Nie wiem jak robicie Wy, ale ja staram się pod koniec października lub na początku listopada spisać sobie kilka sprzętów, które faktycznie chcę kupić lub rozważam w ogóle ich zakup. Spisuję sobie wtedy ceny z porównywarek i przez kolejne tygodnie zastanawiam, czy faktycznie potrzebuję tych produktów. Jeśli tak, szukam ich w Czarny Piątek – sprawdzając, jak prezentują się ceny względem tych sprzed kilku tygodni. Najczęściej wybrane przeze mnie towary w ogóle nie łapią się na promocję lub cena jest praktycznie identyczna, w końcu ucięcie 10 złotych na sprzęcie za kilkaset złotych to raczej słaba promocja. Rok temu skończyłem z jednym zakupem – bezprzewodowym selfie stickiem, nad którym zastanawiałem się od dawna, ale jakoś nigdy nie czułem potrzeby wydawania na niego pełnej kwoty. 40% taniej brzmiało już sensownie, sprzęt wpadł więc do koszyka. I tyle. Ominąłem dwie pary słuchawek, których nie potrzebowałem (ale były w super cenie), kolejnej PlayStation 4 (mam zwykłą i Pro), powerbanka (mam dwa dobre i kilka “reklamówek”) i smartfona w super cenie, którego nie potrzebowałem ani ja, ani nikt z mojej rodziny. I to dla mnie największa oszczędność w Black Friday – nie kupić sprzętów, których nie potrzebuję.

Promocje są okropne, działają człowiekowi na podświadomość, namawiają do zakupów. Nie mówię, że chodzi właśnie o Was, patrzę na to z perspektywy swojej osoby i wewnętrznej walki, która co roku się we mnie rozgrywa. Nie wiem skąd się to we mnie wzięło, ale kiedy widzę promocję i sprzęt w naprawdę atrakcyjnej cenie, walczę by go nie kupić. To najprostszy sposób na zadowolenie swojej wewnętrznej “cebuli”, na pewno szybszy i praktyczniejszy niż kilkutygodniowe polowanie na promocję sprzętu, który faktycznie chcę się kupić. Tam działa bowiem jakaś czarna magia, która trzyma urządzenie w standardowej cenie, a jeśli nawet pojawi się promocja, to najczęściej w sklepie, który miał cenę wyższą i zrównał się po prostu z resztą ofert widocznych na skąpcu czy ceneo.

Mając jeszcze kilka dni do Czarnego Piątku warto więc zastanowić się czego dokładnie potrzebujecie, może nawet jeszcze spisać ceny z porównywarek. I przypolować, może akurat ten konkretny produkt doczeka się w piątek fajnej promocji. A jeśli jesteście promocyjnymi szaleńcami, to kupujcie z głową. Euforia związana z zapłaceniem mniej minie już w sobotę rano, później przy sprawdzeniu konta zrobi Wam się smutno, a odbierając paczkę z towarem dojdziecie do wniosku, że przecież tego nie potrzebowaliście. Z doświadczenia wiem, że nowy sprzęt raz schowany do szuflady nigdy jej nie opuści, a na takie gadżety po prostu szkoda kasy.

grafika: 1, 2, 3