Sprawdź jaki laptop Intel Evo jest najlepszy dla Ciebie Więcej
Felietony

Czy smartwatche mają w tej chwili sens?

RK
Rafał Kurczyński

Fan mobilnych okienek, technologii internetowych o...

15

Inteligentne zegarki są kolejnym etapem ewolucji urządzeń częściowo bądź w pełni mobilnych znanych nam od lat w kompletnie innej formie. Mądrzejsze stały się telefony, sprytniejsze zrobiły się zegarki, a lodówki i piekarniki potrafią od jakiegoś czasu wyświetlać na swoich małych ekranach "Niebieskie...

Inteligentne zegarki są kolejnym etapem ewolucji urządzeń częściowo bądź w pełni mobilnych znanych nam od lat w kompletnie innej formie. Mądrzejsze stały się telefony, sprytniejsze zrobiły się zegarki, a lodówki i piekarniki potrafią od jakiegoś czasu wyświetlać na swoich małych ekranach "Niebieskie ekrany śmierci" Force Close.

Główną ideą smartwatchów jest wyświetlanie powiadomień z naszego smartfona lub tabletu na małym wyświetlaczu przypięty paskiem do nadgarstka, które jeszcze do niedawna służyło nam do sprawdzania aktualnej godziny lub dzisiejszej daty – ach te czasy komunijnych prezentów. Dość niedawno parę mniejszych i większych firm wpadło na pomysł stworzenia wygodnego rozszerzenia funkcjonalności dla naszych urządzeń, które z generacji na generację rosną – czego najlepszym przykładem są smartfony i phablety.

Reklama urządzeń typu Pebble, Sony Smartwatch czy Samsung Gear (wersja z Androidem i Tizen OS) skupiała się na tym, że posiadając "gigantycznego smartfona" dość niewygodną rzeczą jest samo wyciągnięcie komórki z kieszeni, aby sprawdzić, czy przypadkiem telefon nie zawibrował od jakiegoś powiadomienia.

Jakby nie patrzeć, urządzenia te idealnie wypełniają narzucone im zadania – do czasu, bo użytkując większości inteligentnych zegarków musimy stale martwić się o to, czy przypadkiem bateria takiego urządzenia wytrzyma nam dzień w terenie. Smartwatche dziedzicząc po swoich przodkach możliwość wyświetlania godziny oraz minimalizmu i mobilności zostały zmutowane przez producentów, którzy postanowili wstrzyknąć do nich najlepsze cechy smartfonów i tabletów.

Operacja ta udała się tylko częściowo, czego efektem było odziedziczenie po smartfonach ich najgorszej cechy – słabych akumulatorów. Ekran dotykowy maksymalnie do 2 cali, specyfikacja techniczna wyciągnięta tak jakby prosto od urządzeń z 2010/2011 roku i dotykowy ekran pozwalający nam na integrację z urządzeniem – m.in. wyświetlania i odpowiadania na powiadomienia.

Moim zdaniem urządzenia te są jedynie wstępnym przebadaniem rynku na to, co dopiero nadejdzie

Tablety były wielkim hitem – podobnie jak smartfony. Hybrydy sprzedają się coraz lepiej, a mądre zegarki starają się przetrzeć szlaki kolejnym i kolejnym urządzeniom ze znanymi nam do tej pory systemami z telefonów, komputerów czy tabletów.

Moim zdaniem ekran dotykowy, głównie takich rozmiarów nie jest wygodnym narzędziem do nawigacji  po interfejsie zegarka dla końcowego użytkownika, a kiepskie osiągi baterii nie zachęcają do wydania dość dużej kwoty na tak niepraktyczne urządzenia. Co zrobić więc aby urządzenia te stały się zachęcającym produktem zagnieżdżającym się w świadomości każdego użytkownika urządzeń mobilnych? Uprośćmy troszkę ich działanie.

Google, Apple i Microsoft pracują nad swoimi asystentami głosowymi. Robią to dość mądrze, ponieważ szykują się na podbój innych rynków, bo samo mówienie do smartfona i tabletu nie jest tym, czym może być mówienie do komputera i zegarka czy lodówki, piekarnika lub jakiegokolwiek innego urządzenia – np. kina domowego. Nie wiem jak wam, ale mi dość topornie korzysta się z asystentów głosowych w smartfonach, ponieważ wiem, że dwukrotnie szybciej mogę wpisać tekst, który chciałbym, aby asystent głosowy przełożył z moich ustna litery i cyfry w swoim kodzie. Posiadając inteligentny zegarek nie trzeba wyciągać z kieszeni swojego telefonu czy tabletu, dlatego też mówiąc do zegarka możemy w bardzo szybki sposób odpowiedzieć na wiadomości tekstowe, ćwierki czy e-maile.

Każdy kij ma dwa końce, dlatego też trzeba powiedzieć to, w co nie wierzy naprawdę dużo osób – dzisiejsze aplikacje pozwalające nam na głosową obsługę telefonu oraz wyszukiwanie treści w sieci Internetowej są po prostu niedopracowane, jednak z czasem i to ulegnie zmianie

Nie będę powtarzał tego, że jakże już legendarna i mityczna era PostPC nadchodzi lub jest już obecna, bo mija się to z celem. Żyjemy w czasach, gdzie bardzo wiele przedmiotów codziennego użytku sprzed lat przechodzi proces ewolucji, aby stać się urządzeniami, które w pełni spełniają standard bycia urządzeniem AD 2014. Tak, jak sto lat temu posiadanie pięknego, srebrnego zegarka na łańcuszku, chowanego w górnej kieszonce kamizelki lub marynarki było rzeczą dobrze widzianą i odróżniającą bogacza od plebsu (brutalne, ale tak było), tak dziś otaczanie się smartfonami, tabletami, mądrymi zegarkami i tego typu urządzeniami pokazuje, że nie jesteśmy pospolitym, statystycznym Kowalskim czy Nowakiem.

Pokazuje lub ma pokazywać – tak myśli sporo osób, społeczności która chce w bardzo wyraźny sposób odróżnić się od innych i stać się idealnym wzorem do naśladowania przez tłum szukający nowych idolów. Akcje internetowe typu „SWAG” opanowały świat, a różnica pomiędzy bogatszymi i biedniejszymi oraz bardziej i mniej zainteresowanych technologią znowu zaczyna się zaostrzać – naturalnie, patrząc znów głównie na dobra materialne.

Tak więc jeżeli posiadanie telefonu z górnej półki, zegarka, dzięki któremu będziemy mogli sprawdzać stan powiadomień, czy odbierać rozmowy kierowane do naszego urządzenia, które chcąc nie chcąc jest tak wielkie, że siedząc w szkole, pracy czy w parku prawdziwą sztuką jest wyciągnięcie go z kieszeni oznacza, że jesteś lepszy lub gorszy od tego, kto to posiada to wypada mi grzecznie podziękować i spakować walizki -  przeprowadzam się na Marsa.

Powracając jednak do asystentów głosowych, największym optymizmem zerkam na Cortanę w systemie Windows Phone. Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się ona najbardziej podatną na personalizację aplikacją tego typu, która jako jedna z pierwszych będzie działać od razu w naszym rodzimym języku. „Nie lubimy piosenek, których nie znamy” - tak w skrócie można opisać wielką niechęć do funkcji i urządzeń próbujących stworzyć sobie nową niszę na rynku, jednak sądzę, że każdy z nas powinien spróbować takiej „zabawki”, aby w końcu zobaczyć czy inteligentny zegarek, czy np.  Siri będzie mu pisane. Apple, Microsoft i Google stale rozwijają swoich asystentów głosowych po to, aby aplikacje te z każdym naszym poleceniem uczyli się swojego użytkownika, co miałoby przynieść nam korzyści w postaci celniejszych wyników oraz dla twórcy takiego rozwiązania – informacje na nasz temat swoje kosztują.

Dużym problemem takich urządzeń jest ich cena – stąd rosnąca do nich niechęć

Kupiłbym sobie smartwatcha - myśli sobie Jan Kowalski posiadający Nexusa, Samsunga Galaxy czy HTC. Wchodzi na stronę internetową sklepu czy na popularne w naszym kraju Allegro i widzi ceny, które znacznie przewyższają ceny niektórych smartfonów, z których korzysta pan Kowalski - pytam się, jak on ma się tym nie zrazić? Wielu z was powie – Smartwatche nie są drogie, kosztują około tysiąc złotych, co jednak ma powiedzieć nasz bohater, który dopłacając do smartfona 300-700 złotych przy okazji przedłużenia lub założenia nowej umowy ze swoim ulubionym operatorem widzi zegarek za 500 – 900 złotych, który musi ładować każdej nocy?

Urządzenia te muszą się zmienić, oferując nam jakiś prostszy sposób na interakcje z ich oprogramowaniem, a zarazem z naszym telefonem czy tak jakby na siłę wklejanym tu tabletem. Praca na jednym cyklu ładowania musi się przedłużyć z miernych 12 godzin do, chociaż tygodnia. Według mnie, na tą chwilę są to jedynie ciekawe gadżety, które nadal nie mają praktyczniejszego zastosowania na naszym rynku, jednak nie przekreślam tych urządzeń na stałe – wyczekuje po prostu ich dalszych ewolucji – może w końcu któryś mi się spodoba?

Co sądzicie o  smartwatchach? Chcielibyście zobaczyć w nich Siri, Google Now czy Cortanę?

Grafika: [1] [2] [3]

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu