1

Czy Samsung i Apple to przyszłość zdalnej medycyny?

W dobie epidemii korzystanie z usług służby zdrowia zostało znacznie utrudnione. Wizyty umawia się, dopiero gdy symptomy jakiejś choroby nie pozostawiają złudzeń, że nie wyleczy nas gorąca herbata z sokiem malinowym. Badania odbywają się ekspresowo i z ograniczonym zakresem badań „kontaktowych”. Istnieje obawa, że tego typu obostrzenia mogą z nami pozostać na dłużej. Jak więc pogodzić konieczność badania i jednocześnie unikania kontaktów?

Nowe technologie wydają się idealną odpowiedzią. Pytanie, kto z tej fali nowych potrzeb skorzysta najbardziej? Czy pojawią się zupełnie nowe firmy lub mali dziś producenci przeskoczą do wyższych lig, czy też może starzy wyjadacze zagospodarują po prostu nową działkę. Obserwując dzisiejszy rynek technologiczny, dostępne zaplecze naukowe wydaje mi się, że największymi wygranymi tego procesu mogą zostać Samsung i Apple. 

Od butiku do szpitala

Jak zapewne większość z was wie, pierwszy Apple Watch miał być przedmiotem bardziej z kategorii biżuteria osobista niż technologia użytkowa. Pomysł oczywiście nie wypalił i zakończył się cichym zamykaniem ekskluzywnych butików, ale Apple udało się w końcu przekuć się tę porażkę w ogromny sukces. Udało się to dzięki przejęciu i rozwinięciu taktyki, która początkowo dała sukces kilku pomniejszym konkurentom. 

Podczas w Cupertino zastanawiano się jaki odcień paska dobrać do złotej obudowy, rynek zalała duża ilość inteligentnych opasek wspomagających nas w czasie treningu czy informująca o spalanych kaloriach. To właśnie te relatywnie tanie urządzenia znacznie poszerzyły rynek wearables i pokazały decydentom Apple, czego chcą klienci.  

Oczywiście Apple nie zamierzało walczyć ceną ani produkować opasek, więc ich drogi produkt musiał oferować coś więcej. Apple zaprzęgło do pracy lekarzy, dogadało się z uniwersytetem Stanforda i z wersji na wersję rozbudowywało Watcha o kolejne funkcje zdrowotne, nie bojąc się jednocześnie zaimplementować alarmów opartych o diagnostykę dokonywaną przez zegarek. Konkurencja potrafiła lepiej lub gorzej mierzyć różne aspekty naszego zdrowia, ale firmy nie miały odwagi wysyłać na ich podstawie ludzi do szpitala. 

Relacje ludzi, których zdrowie a może i życie zostało uratowane w ten sposób, było kolejną świetną i  darmową reklamą dla tego urządzenia i stanowi jedną z podstaw jego sukcesu. Apple jednocześnie widzi potencjał tego rynku i prowadzi szereg badań nad kolejnymi modułami zdrowotnymi. Od dawna mówi się o próbach z monitorowaniem poziomu cukru, a chodzą słuchy, że Apple Watch 6 będzie potrafił mierzyć poziom saturacji tlenowej, monitorować sen oraz wykrywać niepokojące sygnały dotyczące zdrowia psychicznego. Jednocześnie Apple cały czas rozbudowuje aplikację i usługę chmurową Health, tak aby wyniki badań można było szybko, ale z zachowaniem prywatności dostarczyć lekarzowi. Także sporo urządzeń firm trzecich, takich jak choćby wagi, potrafi synchronizować wyniki ze swoich pomiarów z applowskim „centrum”. 

To prozdrowotne nastawienie każe przypuszczać, że po obecnych doświadczeniach Apple ze zdwojoną siłą uderzy w tym kierunku, i jako jedna z pierwszych firm może zaproponować kompleksowe rozwiązanie zarówno dla pacjentów, jak i szpitali. Nie zdziwię się, jeśli w najbliższym czasie także HomeKit zostanie wzbogacony o możliwości automatycznego sczytywania danych z różnych urządzeń medycznych. 

Od klasyki do lekarza

Trochę inną drogą poszedł Samsung. Jego początkowym celem nie było uderzenie w rynek luxury, ale danie alternatywy wszystkim tym, którzy potrzebują klasycznego zegarka, ale współpracującego ze smartfonem. Zegarki z serii Gear oczywiście dysponowała całym zestawem usług fitnesowych i zdrowotnych, ale nigdy nie kładziono na nie specjalnego nacisku, choćby takiego jak później w Apple. Sukces firmy z jabłkiem w logu nie pozostał jednak niezauważony i od pewnego czasu smartwatche Samsunga ewoluują w podobną stronę co u konkurenta z Cupertino. Seria Gear zeszła na drugi plan, a pierwsze skrzypce gra Watch Active. 

Jednocześnie, podobnie jak Apple Samsung ma rozbudowaną infrastrukturę chmurową dotyczącą danych zdrowotnych, a co więcej, jest też producentem specjalistycznego sprzętu medycznego, posiada własne laboratoria i szpitale. Pod tym względem posiada przewagę nawet nad Apple, które jest tutaj skazane na współpracę z podmiotami zewnętrznymi. W ostatnim czasie pojawiły się doniesienia, że nowa aplikacja Health Monitor pozwoli wspólnie z Watch Active 2 dokonywać pomiarów ciśnienia krwi, co nie udało się jeszcze Apple. 

Czy inni mają jakieś szanse?

Być może do tej dwójki będzie miał szansę dołączyć któryś z największych chińskich producentów. Sporo robi w tym zakresie Xiaomi, ale nawet jeśli, z powodu znaków zapytania w zakresie prywatności raczej nie wróżę im sukcesu w Stanach czy Europie. Inna sprawa, że już niedługo sukces w Azji może być znacznie cenniejszy niż w podupadających krajach dawnego „pierwszego świata”.

Dlaczego nie wierzę w mniejszych, skupionych na sprzęcie medycznym, producentach? Wystarczy popatrzeć na dzisiejsze urządzenia takie jak termometry, ciśnieniomierze itp. Te firmy są w stanie zrobić dobre urządzenie, ale już ich aplikacje wołają najczęściej o pomstę do nieba. Infrastruktura chmurowa, przepływ informacji i zaplecze to dziś przewagi, którymi dysponują Apple i Samsung, a reszta będzie musiała się do nich dostosować. Rynek powinien się rozszerzać na tyle dynamicznie, że nie powinni martwić się o swoją przyszłość, ale prawdziwymi wygranymi zostaną raczej na pewno najwięksi, technologiczni gracze.