31

Czy Google odpowie kiedyś za piractwo? isoHunt do zamknięcia

Walka z pirackimi serwisami ciągle nie ustaje. Mimo wyników licznych badań zgodnie, z którymi łamanie praw autorskich wcale nie szkodzi biznesowi rozrywkowemu, ten ciągle upatruje w piratach swojego głównego wroga. Wroga, aż do śmierci – finansowej oczywiście. Taki właśnie los spotkał isoHunta, jedną z najpopularniejszych wyszukiwarek sieci BitTorrent. Założył ją przed ponad 10 laty, Gary […]

Walka z pirackimi serwisami ciągle nie ustaje. Mimo wyników licznych badań zgodnie, z którymi łamanie praw autorskich wcale nie szkodzi biznesowi rozrywkowemu, ten ciągle upatruje w piratach swojego głównego wroga. Wroga, aż do śmierci – finansowej oczywiście. Taki właśnie los spotkał isoHunta, jedną z najpopularniejszych wyszukiwarek sieci BitTorrent.

Założył ją przed ponad 10 laty, Gary Fung, jako projekt uniwersytecki. Serwis bardzo szybko się rozrósł i mimo, że nigdy nie aspirował do strącenia z pirackiego tronu The Pirate Bay, to miał swoje oddane grono użytkowników ceniących większą niż w przypadku Zatoki Piratów, przejrzystość.

isoHunt już w 3 lata po swoim założeniu przyciągnął uwagę amerykańskiego stowarzyszenia filmowego, które założyło przeciwko niemu proces. Ciągnął się on aż, do dziś kiedy Fung powiedział dość i poszedł na ugodę godząc się na zamknięcie strony i wypłacenie poszkodowanym właścicielom praw autorskich $110 mln. Oto jaki tekst znalazł się na fanpage’u isoHunta:

Sytuacja ta, jest kolejnym po zamknięciu Napstera i Grokstera, sukcesem organizacji dbających o oczyszczenie Internetu z nielegalnych treści. Jednak jakby się tak zastanowić, to działalność Google’a nie odbiega aż tak mocno o tego, co robił isoHunt. W końcu YouTube, tak samo jak sieć BitTorrent, pełen jest filmów, których nie wyłapują antypirackie filtry. Identycznie, google’ową wyszukiwarkę można potraktować jako agregator linków do różnych warezów, pokroju peb.pl.

W całej sprawie dziwi też fakt, że sędziowie nie zdecydowali się na zakończenie procesu ze względu na to, że jak podkreślał sam Gary Fung, wystarczyło się do niego zgłosić, aby dana porcja treści naruszająca czyjeś prawa autorskie została usunięta z jego wyszukiwarki.

Tak naprawdę, to w ostatnim czasie mam wrażenie, że organizacje pokroju MPAA (stowarzyszenie branży filmowej), za swój cel statutowy powzięły wybiórcze ataki na pirackie serwisy. Dzięki temu wyrokowi na pewno zyskają one na znaczeniu i poczują się pewniej, biorąc na celownik kolejne serwisy. Z tego w końcu się utrzymują.

Zapominają jednak  o pewnej bardzo ważnej rzeczy. Oto w ostatnim czasie mogliśmy przeczytać kilka raportów, jak np. ten londyńskich ekonomistów, dowodzących, że mimo działalności piratów przemysł rozrywkowy ma się coraz lepiej, a przeliczanie nielegalnych kopi na zyski 1:1, mija się po prostu z celem. Ba, Ci, którzy ściągną sobie jakiś album z Internetu często są największymi fanami danego artysty i przeważnie potem kupują jego płytę.

Czekam więc tylko, aż MPAA stanie się na tyle pewne siebie, aż otwarcie wystąpi przeciwko Google, gigantowi zbyt wielkiemu, aby przejmować się podgryzaniem po kostkach.

Foto