12

Codzienne granie ze znajomymi w sieci to moja namiastka normalności w czasie pandemii

Jestem jedną z tych osób, która od kilku miesięcy ogranicza do minimum bezpośrednie kontakty z ludźmi. Zero imprez, zero kontaktów ze znajomymi - chyba, że chodzi o wspólne granie online. I powiem Wam, że to dla mnie taki wentyl bezpieczeństwa, żeby nie oszaleć.

Grzesiek błyskawicznie podjął decyzję o tym, że przestajemy spotykać się w warszawskiej redakcji, gdzie część z nas bywała często codziennie. Nie czekał na żadne sugestie z góry czy informacje o zdalnej pracy innych firm – dostaliśmy nieformalny zakaz i koniec. Sam byłem tam w ubiegłym roku raptem kilka razy zabrać jakieś potrzebne do pracy rzeczy. Mój syn już dwa razy zaliczył e-nauczanie, więc tak jak ja siedzi w domu. I owszem, zdarzyło mi się spotkać ze znajomymi w okresie wakacyjnym, ale kiedy liczba zarażeń koronawirusem zaczęła rosnąć z dnia na dzień, przestaliśmy się widywać. Znam introwertyków, którzy dodatkowo pracują z domu od lat i rozumiem ich żarty o tym, że przecież nic się nie zmieniło, dla mnie jednak zmieniło się wszystko – prywatnie i służbowo. Zero konferencji, prebriefingów na których oglądam sprzęt, wyjściowych zdjęć czy nagrań wideo – jest zupełnie inaczej. O imprezach w ogóle zapomniałem, bo nawet kiedy inni bawili się w najlepsze, ja postanowiłem tego typu wyjścia ograniczyć do minimum.

Wróciłem do codziennego, wieczornego grania online

Przez ostatnie miesiące czytaliśmy o tym, jak elektroniczna rozrywka zyskuje na obecnej sytuacji na świecie i nie ma się czemu dziwić. Ludziom odeszła część aktywności, chcą coś zrobić z dodatkowym czasem, a gry to moim zdaniem świetny sposób by zapomnieć na chwilę o otaczającej nas rzeczywistości. Odbyć podróż do innego świata kiedy normalne wyjazdy albo stanęły pod znakiem zapytania, albo musiały zostać przeniesione na bliżej nieokreślony termin. Zyskały też wszelkie możliwe komunikatory, bo spotkanie „na kamerce” to zawsze jakaś namiastka normalnej wizyty i więcej niż oferuje słowo pisane czy rozmowa telefoniczna. Ja na przykład codziennie gram ze znajomymi – ostatnio w Destiny 2 i Rainbow 6 Siege. Z jednej strony z uwagi na nowe PlayStation 5 w domu (obie gry dostały nextgenowe łatki), z drugiej ze względu na fajną zabawę, ale w dużej mierze również dlatego żeby porozmawiać z kumplami o rzeczach często niezwiązanych z tym, co dzieje się na ekranie. Żeby jednak nie siedzieć cały dzień przed ekranami zacząłem też regularnie biegać i widzę, że to aktualnie jedna z najpopularniejszych sportowych aktywności na moim osiedlu. Nie, nie morsuję i raczej nie zamierzam, więc trudno powiedzieć, bym był na czasie.

Nie mówię, że nigdy wcześniej nie grałem wieczorami online. Nie jestem wymiataczem w strzelankach, ale kiedy zbiera się większa ekipa do jakiejś konkretnej produkcji, jestem też i ja. Nie przypominam sobie jednak by w ostatnich latach takie wspólne granie w sieci było dla mnie aż tak regularne i tak bardzo stało się moją codziennością. Trend widoczny jest na całym świecie i wystarczy spojrzeć na aktualne wyniki platformy Steam, gdzie bite są właśnie rekordy. 120 milionów aktywnych użytkowników miesięcznie i 25 milionów użytkowników dziennie to wyniki, którymi Valve nie mogło się dotychczas pochwalić. Obstawiam, że podobne wzrosty notują wszystkie tego typu usługi, zarówno PC-towe, jak i konsolowe. Jestem też bardzo ciekawy jak pandemia wpłynęła na wyniki sprzedaży zamówień przedpremierowych Cyberpunk 2077, bo sam znam dwie osoby, które dla tej produkcji kupiły konsole, choć wcześniej raczej stroniły od elektronicznej rozrywki.

Mówi się, że idzie ku dobremu i raczej w pewnym momencie wrócimy do tego, co było w 2019 roku. Ciekawi mnie, czy kiedy pozostałe branże będą odbijać się od dna, elektroniczna rozrywka i rynek gier zacznie notować spadki. A może ostatnie miesiące pokazały niezainteresowanym wcześniej grami, że to naprawdę fajna sprawa i pandemia przyczyni się do trwałego powiększenia grona fanów elektronicznej rozrywki? Poczekamy, zobaczymy.

grafika