18

Chmury chmurami – zejdźmy trochę na ziemię

Kilka dni temu przyłapałem się na tym, że spora część ikon na moim pulpicie i pasku zadań to tak naprawdę jedynie skróty do stron internetowych lub usług w chmurze. Moja muzyka, dokumenty, część zdjęć również dostępna jest w oknie przeglądarki i nie raz o wiele łatwiej po prostu otworzyć kolejną kartę w przeglądarce aniżeli zagłębiać […]

Kilka dni temu przyłapałem się na tym, że spora część ikon na moim pulpicie i pasku zadań to tak naprawdę jedynie skróty do stron internetowych lub usług w chmurze. Moja muzyka, dokumenty, część zdjęć również dostępna jest w oknie przeglądarki i nie raz o wiele łatwiej po prostu otworzyć kolejną kartę w przeglądarce aniżeli zagłębiać się w struktury katalogów na dysku. Czy to już przesada czy taka kolej rzeczy?

Swoje spostrzeżenia towarzyszące odświeżaniu „okienek” opisywał na Antyweb już jakiś czas temu Dawid Adamek, a kilka dni temu i mnie przypadła ta sama „przyjemność” potwierdzenia formatowania dysku na moim komputerze. Moje obserwacje są jednak delikatnie innego od tego co napisał Dawid, dlatego postanowiłem opisać swój punkt widzenia.

Chmura naturalnie ułatwia nam w dzisiejszych czasach korzystanie z komputera, a posuwając się nieco dalej zaryzykowałbym nawet stwierdzeniem, że usługi w chmurze definiują „epokę technologiczną” w jakiej żyjemy. Łączność z Internetem i funkcja synchronizacji to podstawowe opcje urządzeń oraz usług – właśnie o nie w pierwszej kolejności pytają klienci i użytkownicy. Po zakupie nowego komputera lub wgraniu systemu operacyjnego od razu klikamy w ikonę przeglądarki internetowej, jednej lub drugiej, i pozostajemy tam na dłuższy czas. Pracować tylko w chmurze w wielu przypadkach się po prostu nie da, ale jeżeli chodzi o zwykłe, codziennie wykorzystanie tych wszystkich urządzeń, którymi dysponujemy, to właśnie tak wyglądają realia.

Muzyka? Spotify i iTunes Match. Zdjęcia? Rozsiane po takich usługach jak SkyDrive, Flickr czy Google+. Dokumenty? Podobnie jak zdjęcia. Kontakt ze znajomymi? Mało kto dziś instaluje jakikolwiek komunikator, wystarczy przecież odpalić „fejsa” lub Google+ w jednej z kart i gotowe. Wszystko to jest w zasięgu „naszej ręki” w każdej chwili i niemalże z każdego gadżetu jaki wpadnie nam do rąk. Oczywiście, że jest to wygodne i szybkie, bo wiele rzeczy dzieje się bez naszego większego udziału, jak chociażby kopie zapasowe zdjęć. Czy jednak możemy dziś powierzyć nasz cały cyfrowy „dorobek” serwerom nie raz oddalonym o setki kilometrów? Mimo, że jestem ogromnym sympatkiem wszelkich dóbr, jakimi darzy nas Internet, to nie potrafię wyobrazić sobie całkowitej zależności od podłączenia do Sieci.

1

Po raz pierwszy dobitnie przekonałem się o tym, gdy zdecydowałem się na archiwizację mojego iPhone’a w usłudze iCloud. Bez kabli, bez potrzeby przechodzenia żmudnego procesu tworzenia kopii zapasowej za każdym razem, gdy podłączę telefon do komputera i uruchomię iTunes. Wszystko było dobrze, do momentu faktycznej potrzeby przywrócenia kopii zapasowej „mojego” systemu podczas wakacyjnego wyjazdu. Akurat tam gdzie trafiłem o sieci Wi-Fi i szerokopasmowym Internecie można by jedynie pomarzyć, więc ze sporą złością spoglądałem na swojego laptopa znajdującego się w torbie, który mógłby stać się „wybawcą” dla bezużytecznego telefonu, gdybym wcześniej wybrał jednak opcję archiwizacji za pomocą programu iTunes. Jedynym rozwiązaniem okazała się funkcja tetheringu w drugim telefonie i poświęcenie sporej ilości transferu z pakietu danych. O czasie potrzebnym na ukończenie procesu nie muszę chyba wspominać. Pytanie jednak brzmi: kto normalny chodzi z dwoma smartfonami w kieszeni? Wielu użytkowników zostałoby na przysłowiowym „lodzie” do końca wakacyjnej podróży…

Jak wspomniałem niezwykle doceniam możliwości chmury i czerpię z jej potencjału pełnymi garściami. Warto jednak „zejść na ziemię” i uniezależnić się od łączności z Siecią. Muzykę czy zdjęcia bezpiecznie kataloguję także na dysku zewnętrznym, z czego część dostępna jest także w pamięci komputera. Dokumenty synchronizowane są lokalnie pomiędzy dwoma komputerami, by mieć pewność że któregoś pięknego dnia Microsoft, Google czy ktokolwiek inny nie „odetnie” mnie od moich plików, ponieważ na moim koncie pojawi się plik potencjalnie niezgodny z regulaminem usługi. Wiem, żę większość z Was również nie decyduje się na ulokowanie całego swojego „dorobku” w chmurze, jednak spora część użytkowników nadal nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo uzależnieni (w znaczeniu podporządkowani) są od Internetu.

Po zalogowaniu się na konto Microsoft, Google i kilka innych mój „stary, dobry” komputer powrócił jak po wykonaniu magicznej sztuczki. Niemal wszystko było na swoim miejscu, a ja od razu mogłem posłuchać swojej muzyki, przeglądając kolejne strony z przywróconych zakładek. Od razu sięgnąłem po kilka plików, które właśnie się zsynchronizowały i porozmawiałem ze znajomymi. Jak wiele mógłbym zrobić, gdyby właśnie w tym momencie zabrakło dostępu do Internetu?

Chmura jest wygodna, i to cholernie. Nie dajmy się jednak zwariować i zachowajmy nieco zdrowego rozsądku, bo może okazać się że któregoś ranka po uruchomieniu komputera czy smartfona okaże się, że zostaliśmy zupełnie bez niczego.

Grafika główna.