38

Chaos jest siłą Androida

Jest to tekst Jacka Artymiaka, który tworzy serwis Backstand.com. Jestem jednym z tych, którzy narzekają na wiele nieuporządkowanych spraw w ekosystemie Androida. Pisałem o tym wielokrotnie z pozycji programisty oraz właściciela firmy, który próbuje zarobić pisaniem aplikacji na ten system. I jak wie to każdy, kto tego próbował, nie jest łatwo zarabiać na Androidzie. Sfrustrowany […]

Jest to tekst Jacka Artymiaka, który tworzy serwis Backstand.com.

Jestem jednym z tych, którzy narzekają na wiele nieuporządkowanych spraw w ekosystemie Androida. Pisałem o tym wielokrotnie z pozycji programisty oraz właściciela firmy, który próbuje zarobić pisaniem aplikacji na ten system. I jak wie to każdy, kto tego próbował, nie jest łatwo zarabiać na Androidzie. Sfrustrowany przerwałem pracę nad aplikacjami na Androida na ponad rok po to żeby dać sobie czas na obserwację tego co zamierza robić Google. To nie jest już startup, który porafi szybko zmienić kierunek żeglugi, ale supertankowiec z opóźniającym manewry balastem korporacyjnej hierarchii więc na znaczące zmiany trzeba poczekać.

Stojąc z boku zdałem sobie sprawę z tego, że Google nie zamierza wcale szybko porządkować ekosystemu Androida, bo chaos jest im na rękę w walce z największymi graczami: Microsoftem, Apple, Nokią, RIM oraz wieloma innymi. To dzięki temu, że Google nie ma jasno zdefiniowanej strategii, Android zmienia układ sił na rynku urządeń mobilnych i dedykowanych w sposób, którego do tej pory nie mógł zrobić Linux w dotychczasowej postaci desktopowo/serwerowej ani nawet w formie specjalizowanej (np. RTLinux). Google odrobił tu lekcje z historii rozwoju Linuksa, zachowując dla siebie miejsce na szczycie piramidy pokarmowej i pozwalając innym walczyć o rynek.

Tej lekcji nie odrobił Microsoft, którego zarząd poświęca dużo czasu i pieniędzy na walkę z Linuxem i Open Source. Jeżeli ktoś wyrzuca ich za drzwi, wracają przez okno z plikiem patentów w garści. To głupia strategia, ale Microsoft uparcie nie chce zrozumieć, że kod zamknięty zawsze przegrywa z kodem otwartym. To stało się z Linuksem na serwerach i teraz to samo dzieje się to z Androidem na platformach mobilnych i dedykowanych. Producenci sprzętu mający do wyboru płacenie tantiemów Microsfotowi oraz przechodzenie przez długotrwały i kosztowny proces certyfikacji dla urządzeń kontrolowanych przez system Microsoft Windows CE czy Windows Phone 7 wolą wybrać gotowy system Open Source, do którego muszą tylko napisać sterowniki. Dzięki temu Allegro, eBay oraz inne sklepy on-line i off-line są zawalone dziwnymi sprzętami działającymi pod kontrolą systemu Android.

Wybór jest oszałamiający i przypomina połowy na rafie koralowej, gdzie znajdziemy każdy mniej lub bardziej wyobrażalny organizm. Komputer wielkości pendrive’a? Proszę bardzo! Tablet za 199 zł? Nie ma sprawy! GPS za grosze? Jest! Przystawka do TV z wyjściem HDMI? Też jest. Konsola udająca PSP? Znajdzie się. O tabletowo-laptopowych transformersach nie wspomnę bo to już jest najzwyklejszy suchar.

Większość tych sprzętów to dziadostwo, na które szkoda pieniędzy i krzemu, składane z nadwyżek produkcyjnych z czym nie kryją się nawet producenci. (Dla rozrywki poszukajcie na Allegro hasła „android surplus” w opisach). Ale z tego wrzącego tygla co jakiś czas wyłoni się sprzęt, który zdobędzie sporą część rynku. Wystarczy przyjrzeć się najtańszym tabletom. Jakość wykonania sprzętu oraz stabilność systemu poprawia się z roku na rok co sprawia, że zyskują one coraz więcej użytkowników. Tylko patrzeć jak za chwilę tablet z Androidem stanie się powszechną platformą edukacyjną i biznesową. Google nie musi tu wcale starać się o jakieś grosze z opłat licencyjnych, wystarczy, że przeglądarka WWW na Androidzie będzie wystarczająco stabilna aby obsłużyć Facebookowe aplikacje wyświetlające reklamy AdSense. Chcemy czy nie, Google ma mnóstwo sposobów na zarabianie na Androidzie. Microsoft tego nie ma.

Tu Microsoft przegrywa i nie zanosi się na to, żeby coś na tabletowym rynku ugrał. Na rynku miniaturowych komputerów wielkości pendrive’a też dostają lanie, bo nie postrzegają go jako coś interesującego, a przynajmniej nie słychać żeby to ich obchodziło. Bo nie może jeżeli muszą podtrzymać wiarę partnerów biznesowych w wartość platformy Windows Embedded. Chociaż, żeby nie być niesprawiedliwym warto zaznaczyć, że programiści znający .Net i zainteresowani platformą Arduino mogą programować sobie klona Arduino pod nazwą Netduino, ale nie jest to platform oficjalnie autoryzowana przez Microsoft. To raczej fani .Net wzięli sprawy we własne ręce. W systemach osadzonych na razie królują rozwiązania autorskie albo mało znane, ale przecież już za chwilę ktoś wymyśli wygodny sposób na to by podłączyć do internetu kuchnię i pralnię. Taki system będzie raczej wykorzystywał Androida niż iOS czy Windows. Microsoft jest dumny z systemu Sync, ale jeżeli sprawdzą się przewidywania analityków rynku motoryzacji i to Chiny będą głównym dostawcą samochodów dla reszty świata, to ich elektroniczne gadżety będą kontrolowane raczej przez Androida.

Na rynku przystawek telewizyjnych Android idzie już na serio na wojnę z Apple, nie dość że można kupić takie przystawki za mniej niż 200 zł to pojawiają się już na rynku telewizory z wbudowanymi komputerkami z Androidem (Google TV). Apple TV ma problem, ale ma też problem Xbox, który dopiero niedawno zaczął na siebie zarabiać, by znów zacząć tracić. I znów, żeby być sprawiedliwym trzeba przyznać, że to niekoniecznie na rzecz Google TV Micrsoft traci udziały w rynku, ale z powodu iPada, który zaczyna zastępować tradycyjne konsole. Ale tak czy inaczej traci, bo użytkownicy zaczynają się zastanawiać nad wyborem między Apple iOS a urządzeniem z Androidem.

Nie wiem czy stratedzy Google zaplanowali to z góry czy też może taki obrót sprawy zaskoczył ich, ale udostępniając kod źródłowy Androida zaprzągł do pracy setki tysięcy programistów oraz tysiące producentów sprzętu, którzy bez ponoszenia przez Google dodatkowych kosztów walczą z Microsoftem w imieniu Google. Wygrywają dla Google dziesiątki milionów nowych użytkowników nawet wtedy gdy ich wersje Androida nie mają wgranych oficjalnych aplikacji Google. Android jak kiedyś Windows staje się popularnym systemem, który obsługiwać „potrafią wszyscy”, bo znają jego wygląd i zachowanie, nawet jeśli muszą się nauczyć obsługi nowej aplikacji. Android nauczył też ludzi tego, że za oprogramowanie nie trzeba płacić, co jest kolejnym ciosem w plany Microsoftu. Patrząc na to z punktu widzenia księgowych, Microsoft angażuje własne pieniądze w walkę z grupą samofinansujących się firm, które działają na korzyść Google. Tej walki Microsoft może nie wytrzymać.

Czas pokaże czy Microsoft podniesie się po falstarcie z Internetem i przespaniu zmian na rynku mobilnym, ale doszedłem do przekonania, że chaos w ekosystemie Androida jest Google potrzebny bo dezorientuje konkurencję. A tymczasem Google zarabia na tym na wszystkie możliwe sposoby. Google będzie wygrywał bitwy z kolejnymi gigantami (nawet z Apple) jeżeli skupi się na rozwoju Androida i będzie trzymać się jak najdalej od pomysłów producentów sprzętu na to co z Andridem zrobić. Tego Microsoft, Apple, Nokia i wielu innych graczy nie rozumie i nie umie robić. Dlatego nie spodziewam się znacznych zmian na lepsze w kwestii fragmentacji Androida czy też lepszego wsparcia programistów. Ten „zepsuty” model wcale nie jest zepsuty, więc po co go poprawiać?

Bez wględu na to co aktualnie robi i dla kogo pracuje, Jacek Artymiak mieszka w sieci pod adresem artymiak.com.