20

Brzydkie skrzyżowanie Pandy i Smarta pokonało Teslę 3

Jeśli ktoś zadałby wam dziś pytanie, jaki samochód elektryczny jest najpopularniejszym na świecie, z pewnością szukalibyście któregoś z najmniejszych modeli Tesli, niektórzy może zerkaliby też na sprzedaż Volkswagena ID.3. Tymczasem zupełnie niespodziewanie pozycję lidera w 2021 r. okupuje chińskie toczydełko o nazwie Hong Guang Mini EV, wyglądające trochę jak obcięty toporem w 3/4 starszy model Fiata Panda.

Cena czyni cuda

Z danych sprzedażowych z dwu pierwszych miesięcy tego roku wynika, że na chińskim rynku sprzedano aż 56000 tych samochodzików, zwanych tam Wuling, co okazało się wynikiem lepszym, niż światowa sprzedaż dotychczas najpopularniejszej Tesli 3 (ok. 35000 szt.). Co stoi za tak ogromnym sukcesem? Cóż, Tesla 3 kosztuje około 40000 dolarów, podczas gdy wspomniane toczydełko… 4500 dolarów.

Oczywiście to samochody innych klas, ale można przypuszczać, że to właśnie napęd (i idące za tym benefity) jest w obu przypadkach głównym haczykiem na klientów. Gdyby samochód był dostępny na innych rynkach, też zapewne sprzedałby się w dużych ilościach. Być może będzie szansa, żeby się o tym przekonać, po bezprecedensowym sukcesie w Chinach producent zastanawia się nad wejściem na inne rynki. W naszych najbliższych okolicach miałby być dostępny na Litwie, sprzedawany pod nazwą Nikrob, oraz na Łotwie jako Dartz.

Brzydkie kaczątko

Jakim samochodem jest więc gwiazda sprzedaży? Autko ma 2,9 metra długości; 1,5 m szerokości i 1,6 m wysokości, rozstaw osi to 1,94 m. W środku mamy do dyspozycji 4 miejsca siedzące, jeśli tylna kanapa zostanie złożona autko zaoferuje nawet 740 l powierzchni bagażowej. Prędkość maksymalna to 100 km/h. Hong Guang sprzedawany jest w dwu wersjach, z bateriami 9,2 oraz 13,8 kWh, pierwsza opcja ma zasięg 120, a druga 170 km. Silnika samochodu rozwija „oszałamiającą” moc 17 KM. Producentem jest chińsko-amerykańskie konsorcjum SAIC-GM-Wuling.

Kiedy tańsze elektryki?

Nie oznacza to jednocześnie, że Tesla przegapiła jakąś szansę. Firma Muska sprzedaje samochody w klasach, które dają szansę na porządną marżę, która wykorzystywana jest dla finansowania dalszego agresywnego rozwoju firmy. W przypadku Hong Guang można przypuszczać, że produkcja jest na dziś subsydiowana, ewentualnie „jedzie” na naprawdę minimalnej marży. Trochę przypomina to sytuację z rynku smartfonów, gdzie linie „premium” spijają śmietankę.

 

Tesla idzie ze swoimi modelami w dół i prawdziwego przełomu spodziewałbym się właśnie z jej strony. Planowany jest już model kosztujący poniżej 25000 dolarów, prawdopodobnie będzie to Tesla 2. Dużo z pewnością będzie zależeć od tego, czy zapowiedziane zmiany w produkcji i kosztach baterii uda się szybko wdrożyć. Tą samą drogą zamierza iść też Volkswagen, który zapowiada ścięcie kosztów baterii o połowę.

Generalnie cała sytuacja pokazuje, jak bardzo potrzebne są tańsze samochody elektryczne, aby ta rewolucja mogła jeszcze przyśpieszyć. Rozwiązaniem nie będą jednak mikrosamochody w typie dzisiejszego lidera, ale samochody uniwersalne, umożliwiające także dłuższe pozamiejskie podróże. Najbliższy dwa lata powinny być pod tym względem bardzo ciekawe.

Źródła: [1], [2], [3]