90

Nie idźcie do kina, włączcie Netflix. Warto! Recenzja filmu Bright

Kosztujący ogromnie pieniądze film Bright, to blockbuster z Willem Smithem i Joelem Edgertonem, który trafia na Netflix. David Ayer wyreżyserował kawał dobrego kina. Oto nasza przedpremierowa recenzja Bright.

Kosztujący ogromnie pieniądze film Bright, to blockbuster z Willem Smithem i Joelem Edgertonem, który trafia na Netflix. David Ayer wyreżyserował kawał dobrego kina. Oto nasza przedpremierowa recenzja Bright.

Mówi się, że to najważniejsza premiera Netflix w tym roku. Ten film kosztował platformę VOD ponad 90 milionów dolarów, a jutrzejszego poranka w ciągu jednej chwili zadebiutuje wokół globu w domach ponad 100 milionów subkrybentów, którzy nie muszą iść do kina. Bright od razu będzie dostępny online, a my widzieliśmy go przedpremierowo i chyba wszystkie nasze oczekiwania się spełniły. Z jedną małą niespodzianką.

Pierwsze zapowiedzi Bright mnie nie przekonywały. Pomysł na połączenie w jednej produkcji elementów świata Władcy Pierścieni i akcji z Bad Boys brzmiał niedorzecznie, ale Bright to jeden z tych filmów, które dopiero po seansie pozwalają w pełni zrozumieć stojącą za nim ideę. A ta nie jest, tak skomplikowana, lecz bardzo istotne jest by na te blisko 2 godziny zagłębić się w niemiłą (delikatnie mówiąc) rzeczywistość rozwarstwionego Los Angeles i docenić każdy smaczek, jaki przygotowali twórcy. Wyreżyserowany przez Ayera obraz ma kilka punktów wspólnych z Suicide Squad – mówię o estetyce – i mam wrażenie, że David wyciągnął kilka wniosków z tamtej produkcji. Tym razem nie szarżował i nie przekombinował, ale mimo to zdołał kilkukrotnie zaskoczyć.

Bright = dwa filmy w jednym. To zaleta!

Fabuła filmu skupia się na duecie policjantów – Wardzie (Will Smith) i Jacobym (Joel Edgerton). Ci podczas jednej ze swoich interwencji natrafiają na sprawę, która  ich przerasta. Choć są partnerami, to wcale nie pałają do siebie wielką sympatią, za co pośrednio odpowiada największa różnica pomiędzy nim – Jacoby jest pierwszym w historii orkiem, który dostał się do policji. To nie podoba się dosłownie nikomu – ludzie nie chcą wśród swoich przedstawiciela rasy, która w większości wypełnia najgorsze dzielnice w mieście, a orkowie nazywają go zdrajcą. Nie wspomniałem do tej pory o obecności elfów w wykreowanym przez Ayera świecie – porównać ich można do arystokracji. To elita, która pełni tylko zaszczytne funkcje w społeczeństwie i nie chwyci w dłoń mopa – taki obrazek byłby czymś nadzwyczajnym, by nie rzec niemożliwym. Każdy ma i zna swoje miejsce w szeregu, więc jeśli dochodzi to jakichś anomalii, to wyraźnie wyczuwa się ogromne zaburzenie w całokształcie.

Głownym obiektem  serialu jest Magiczna Różdżka. Osoba, która jest jej właścicielem nazywana jest Świetlistym (Bright). Magia nie jest kompletnie obca bohaterom filmu, ale jest to tak rzadko widywane zjawisko, że wzbudza gigantyczne emocje i uruchamia w każdym najgorsze instynkty. Posiadanie różdżki zapewni dobrobyt, ale nie bezpieczeństwo, ponieważ jest ona obiektem pożądania bardzo wpływowych elfów, ludzi i orków. Tak się właśnie zdarza, że nasi Ward i Jacoby natrafiają na elfkę, w której rękach znajduje się potężna różdżka. To wtedy, po około 30 minutach, historia rozkręca się i film trzyma odpowiednie tempo oraz napięcie do samego końca. Wprowadzenie, które zajmuje pierwsze kilkadziesiąt minut świetne przedstawia świat, z którym mamy do czynienia – widzimy jak funkcjonuje społeczeństwo, z jakimi problemami się zmaga i jak bliskie jest to, wbrew pozorom, naszej codzienności.

Bright czyli trochę akcji, trochę magii

Bright, jako przedstawiciel połączenia dwóch gatunków, posiada cechy obydwu z nich. Na ekranie zobaczycie sceny przepełnione wartką akcją – pościgi, strzelaniny, strzelaniny i strzelaniny. Z drugiej zaś strony nie zabrakło odrobiny magii i legend. W to wszystko wmiksowano także sporą dawkę humoru i to naprawdę dobrego – chemia pomiędzy Smithem i Edgertonem na planie jest dostrzegalna gołym okiem, choć Will przyznał, że przez cały czas zdjęć nie widział prawdziwiej twarzy Joela ani razu. Gdy pojawiał się na planie, zajmujący ponad 2 godziny proces charakteryzacji Edgertona dobiegał końca. Ayer postawił na efekty praktyczne i chwała mu za to, ponieważ orkowie wypadają dzięki temu bardzo wiarygodnie i prawidziwe – brak CGI na twarzach tylu postaci byłby katastrofą, a tak sięgnięto po nie tylko wtedy, gdy było to niezbędne. W takich przypadkach można dostrzec niedoskonałości grafiki komputerowej w zderzeniu z rzeczywistością, ale jej poziom nie odbiega od tej w najlepszych produkcjach. To blockbuster z prawdziwego zdarzenia.

Śmiało idźcie do kina włączajcie Netflix

Czy ocenialibyśmy ten film inaczej, gdyby debiutował w kinach, a nie na Netflix? Z pewnością nie, ale to wydarzenie bez precedensu, ponieważ firma Reeda Hastingsa otwiera zupełnie nowy rozdział w historii dystrybucji filmów. To niesie za sobą wiele plusów oraz minusów, ale o nich możemy dyskutować w kolejnym artykule – muszę jednak dodać, że gdybym mógł zobaczyć Bright w kinie, to zrobiłbym to. Bright można śmiało dopisać do najważniejszych premier nie tylko Netflixa, ale i całego rynku filmowego w tym roku, ponieważ to świetny akcyjniak z błyskiem, a takich ostatnio niestety brakuje.

Premiera Bright już jutro, 22 grudnia na Netflix.