HP przechodzi w ostatnim czasie poważne zmiany, co jednak nie przeszkadza firmie we wprowadzaniu na rynek kolejnych urządzeń. Jedną z ostatnich propozycji z segmentu biznesowego jest Elitebook 725 G2, który ma przyciągać przede wszystkim klientów z zasobnymi portfelami oczekujących solidnego wykonania, długiego okresu wsparcia i dużych możliwości. Czy właśnie na to mogą tutaj liczyć? HP […]

HP przechodzi w ostatnim czasie poważne zmiany, co jednak nie przeszkadza firmie we wprowadzaniu na rynek kolejnych urządzeń. Jedną z ostatnich propozycji z segmentu biznesowego jest Elitebook 725 G2, który ma przyciągać przede wszystkim klientów z zasobnymi portfelami oczekujących solidnego wykonania, długiego okresu wsparcia i dużych możliwości. Czy właśnie na to mogą tutaj liczyć?

HP Elitebook 725 G2 to przedstawiciel biznesowej klasy, a więc teoretycznie nie trafi w gusta użytkowników, którzy oczekują od laptopów, by były ich centrami multimedialnymi, maszynami do gier i wszystkim tym, do czego komputer w firmie nie służy. Teoretycznie. Trzeba bowiem zauważyć, że jest to zarazem jedna z pierwszych maszyn na rynku napędzana APU AMD Kaveri o zachęcająco niskim TDP 19 W.

Zobacz też: ranking laptopów biznesowych

Styl, szyk, elegancja?

Oczekiwania względem komputera biznesowego są nieco inne niż w przypadku sprzętu typowo konsumenckiego. Z tego też powodu zmienia się też filozofia przyświecająca produkcji takiego urządzenia. Ma przecież ono być wołem roboczym – solidnym sprzętem, który przetrwa dziesiątki podróży służbowych, zapewni dostęp do danych w dowolnym miejscu na świecie, a przy tym jeszcze je solidnie zabezpieczy. Ma być niezawodny i wytrzymały, a w razie problemów wszystko powinno się dać wymienić przy pomocy jednego śrubokręta. Czy tak jest w przypadku testowanego EliteBooka 725 G2?

Konstrukcja prezentuje się całkiem przyjemnie. Producentowi udało się połączyć ze sobą czarne i srebrne elementy w taki sposób, by całość prezentowała się elegancko i szykownie. Przy czym obudowa jest w całości matowa, co sprzyja utrzymaniu jej we względnej czystości. Nie ma obawy, że po kilku dniach użytkowania tu i ówdzie będą dawały się we znaki odciski palców.

Laptop ma zaokrąglone kształty, co w połączeniu z nietypową 12,5-calową matrycą czyni go zgrabnym i kompaktowym. Trzeba jednak zauważyć, że nie należy do najlżejszych – cała konstrukcja waży ok. 1,55 kg. Jest to konsekwencja zastosowania aluminium i stopu magnezu do jej budowy, ale dzięki temu w nasze dłonie trafia bardzo solidna konstrukcja. Górna klapa nie ugina się pod byle naciskiem, a wykonany ze stopu magnezu palmrest powinien przetrwać naprawdę wiele. Zastosowane zawiasy wywarły na mnie dobre wrażenie – chodzą bardzo lekko i w minimalnym stopniu utrzymują ekran w stabilnej pozycji. Nie znalazłem jednak żadnych słabych punktów, które sugerowałyby ich szybkie zużycie. Wróżbitą jednak nie jestem.















Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie spód obudowy. Bynajmniej nie wynika to z jakości wykonania, bo akurat tę część producent wykonał ze zwykłego plastiku. Mój podziw wynika raczej z tego, że do wnętrza można uzyskać dostęp bez odkręcania ani jednej śrubki. Wystarczy przełączyć zastosowany tutaj suwak blokady, a następnie swobodnie zdjąć klapę. Tak samo działa mechanizm wyjmowania baterii, umieszczonej pod spodem czy też pamięci RAM (co akurat normalne). Do wymiany dysku będziemy jednak już potrzebowali śrubokręta. Warto zwrócić też uwagę na wentylator, do którego mamy względnie prosty dostęp do ułatwi ewentualne czyszczenie w przyszłości. Tutaj też pojawia się jednak pierwsze rozczarowanie, bo testowany model nie posiada złącza M.2. Co prawda mamy tutaj już 256-gigabajtowy dysk SSD, ale nie zaszkodziłoby pozostawienie dodatkowej furtki na rozbudowę.

Jak na biznesowy sprzęt przystało, wyposażono go w szereg złącz i portów. Na prawym boku znaleźć można złącze audio 3,5 mm, Display Port (o wiele lepszym pomysłem byłoby HDMI, którego tutaj zabrakło), dwa porty USB 3.0, Ethernet, złącze stacji dokującej oraz gniazdo zasilania. Lewa strona to natomiast czytnik SmartCard, port USB 3.0, złącze VGA i port Kensington Lock. Pomiędzy dwoma ostatnimi umieszczono też wylot powietrza. Tył i przód pozostały niezagospodarowane. Na fronice, nieco przy lewej stronie znajdziemy tylko wąski panel z diodami LED informującymi o stanie sprzętu.

Po odchyleniu pokrywy zobaczymy całkiem przyjemny widok, bo cały palmrest został wykonany z jednego elementu, a więc nie ma tutaj żadnych zbędnych szpar i otworów (nie licząc tych wokół przycisków). Gładzik umieszczono w delikatnym wgłębieniu. Nie należę do fanów touchpadów, ale ten całkiem dobrze spełnia swoją rolę, oferując względnie wysoki poziom precyzji, wsparcie dla trzech punktów dotyku oraz obsługę gestów. Pozytywne wrażenie zrobiły na mnie towarzyszące mu przyciski, które wbrew obowiązującej modzie odseparowano od płytki – zarówno znajdujące się pod jak i nad płytką. Przy czym te ostatnie są dopełnieniem wtopionego w klawiaturę trackpada, który już całkowicie nie jest moją bajką. Wierzę jednak, że dla wielu użytkowników będzie prawdziwym błogosławieństwem.

Na prawo od płytki dotykowej umieszczono czytnik linii papilarnych, który, jak wiemy, począwszy od aktualizacji do wersji 8.1 jest natywnie obsługiwany przez Windowsa. Niesie to za sobą szereg korzyści, bo możemy w ten sposób nie tylko szybko się logować do systemu, ale też uwierzytelniać płatności w Windows Store. Oczywiście producent nie byłby sobą, gdyby nie dorzucił własnego software’u, rozszerzającego jeszcze bardziej możliwości o m.in. możliwość zabezpieczania plików i folderów.

Klawiatura jest bardzo wygodna i nie ugina się pod ciężarem dłoni. Podświetlane klawisze charakteryzują się średnim, jak dla mnie idealnym skokiem. Ich rozmieszczenie wydaje się względnie ergonomiczne. Producent postawił na pełnowymiarowe, duże przyciski i nie starał się na siłę upchnąć jeszcze tutaj bloku numerycznego, co najwyraźniej niektórzy stawiają sobie za punkt honoru. Rezultaty są zadowalające. Napisałem na tym sprzęcie kilka artykułów i wcale nie bolało – wręcz przeciwnie, jestem przekonany, że mógłbym zaprzyjaźnić się z nią na dłużej. Oczywiście nie zabrakło tutaj niezbędnych dodatków, a więc rzędu klawiszy funkcyjnych pozwalających na m.in. regulację głośności i jasności, usypianie oraz przełączanie ekranu.

Nad klawiaturą umieszczono podłużną maskownicę, pod którą ukryte zostały głośniki stereofoniczne. Jak na sprzęt z segmentu biznesowego grają nieźle, ale nie spodziewajcie się cudów – ten laptop nie został przeznaczony do odtwarzania muzyki. Lewy górny róg to przycisk zasilania, a w prawym znajdziemy dwa dodatkowe guziczki: wyciszania dźwięku oraz przełączania modułu WLAN.

Cały świat w 12,5 calach i… 3 komorach

Zastosowana w Elitebooku 725 G2 matryca ma przekątną 12,5 cala oraz rozdzielczość Full HD (zagęszczenie 176 PPI). Jest to ekran dotykowy i zarazem błyszczący (swoją drogą, czy ktoś z Was widział kiedykolwiek matowy wyświetlacz z obsługą dotykiem?). Rezultatem tego jest bardzo utrudnione korzystanie z komputera poza pomieszczeniami. Kłóci się to z przeznaczeniem sprzętu, bo przecież laptop biznesowy powinien sprawdzać się w każdych warunkach. Może zatem lepszym wyborem byłaby rezygnacja z panelu dotykowego na rzecz matowej matrycy?

Pod pozostałymi względami do ekranu nie mogę mieć żadnych zastrzeżeń. Kolory są nasycone, a kontrast względnie przyzwoity. Jest to panel IPS, co gwarantuje nam bardzo szerokie kąty widzenia. Jasność stoi na przyzwoitym poziomie, choć, jak wspomniałem wyżej, niewystarczającym, by zapewnić nam widoczność poza pomieszczeniami – szczególnie w słoneczne dni.

Testowany komputer został wyposażony w 3-komorowy akumulator litowo-jonowy o pojemności 46 Wh. Przy jasności ustawionej na 50 proc. laptop pozostawiony w stanie spoczynku (idle) wytrzymał 7 i pół godziny. Testując baterię pod kątem surfowania po stronach internetowych z wykorzystaniem WiFi udało mi się uzyskać nieco ponad 4 godziny. Odtwarzanie filmu w rozdzielczości 1080p skróciło ten czas do 3 i pół godziny. Po uruchomieniu Tomb Raidera, rozładowałem laptopa w niespełna 2 godziny. Nie są to rewelacyjne wyniki.

Jak przystało na sprzęt biznesowy producent zadbał o obecności modemu 4G LTE. Towarzyszy mu karta sieciowa WiFi zgodna ze standardem 802.11 b/g/n oraz moduł Bluetooth 4.0. Nie pogniewałbym się za obecność odbiornika GPS (biorąc pod uwagę mobilność sprzętu), a także wsparcia dla WiFi 802.11 ac (co według specyfikacji na stronie HP jest osiągalne w pewnych konfiguracjach).

Osiągi, oprogramowanie i kultura pracy

HP Elitebook 725 G2 to jedna z pierwszych konstrukcji opartych o APU AMD Kaveri. Sercem komputera jest procesor A10 Pro-7350B wykonany w procesie technologicznym 28 nm i cechujący się TDP na poziomie 19 W. Do dyspozycji użytkownika oddano cztery rdzenie o taktowaniu 2,1 – 3,3 GHz oraz 4 MB pamięci podręcznej L2. Wszystko to wsparto autorskimi technologiami, jak instrukcje szyfrowania kluczem AES czy funkcje wirtualizacji AMD-V. Największym atutem APU od AMD jest jednak towarzyszący mu GPU. Zastosowany tu sześciordzeniowy Radeon R6 dysponuje 384 procesorami strumieniowymi pracującymi z częstotliwością 533 MHz. Warto zwrócić tutaj uwagę na zastosowanie architektury HSA, która umożliwia rdzeniom GPU działać równocześnie z CPU, co daje nam łącznie do dyspozycji 10 rdzeni mających dostęp do tego samego obszaru pamięci RAM. A skoro o tym mowa, testowany egzemplarz dysponował 8 GB pamięci RAM DDR3-1600 oraz dyskiem SSD o pojemności 256 GB.

2014-10-28_191647

Jak to wszystko spisywało się w praktyce? Widać, że AMD mocno przykłada się do swoich najnowszych konstrukcji. Jak na procesor charakteryzujący się TDP 19 W rezultaty są bardzo przyzwoite. W PC Mark 7 uzyskałem 3216 punktów, w 3D Mark 06 – 6159 pkt, a w 3D Mark 11 – 1101 pkt. Szczególnie interesujące wyniki dały testy przeprowadzone za pomocą najnowszego 3D Marka zainstalowanego ze sklepu Windows Store: Fire Strike: 849 pkt, Sky Diver: 3041 pkt, Cloud Gate: 3789 pkt, Ice Storm: 33017 pkt. W Cinebench 11,5 testowane urządzenie uzyskało wyniki 1,99 pkt (CPU Multi 64Bit), 0,8 pkt (CPU Single 64Bit) oraz 23,41 fps (OpenGL 64Bit).

Dodatkowym bonusem, jaki otrzymujemy, decydujący się na APU od AMD jest bardzo zadowalająca wydajność w grach (oczywiście w granicach przyzwoitości). Nie testowałem zbyt intensywnie sprzetu pod tym kątem, ale to, co udało mi się uzyskać w kilku grach napawa sporym optymizmem. W Tomb Raiderze na normalnych ustawieniach graficznych w rozdzielczości 1366 x 768 testowany Elitebook 725 G2 wyciągnął średnio 25,4 klatki. W Bioshocku: Infinite na analogicznych ustawieniach było to 24,8 klatki. W Metro: Last Light było to już 17 klatek, ale znów w Diablo III – 39 klatek. Jasne, nie są to powalające wyniki, ale dowodzą, że taki sprzęt również może służyć do rozrywki. A nie można pominąć też wsparcia dla Mantle. Niestety tego ostatniego nie sprawdziłem, bo zwyczajnie nie dysponowałem żadną kompatybilną grą (tych na razie na rynku znajdziemy zaledwie pięć, choć liczba ta sukcesywnie rośnie).

Tomb-Raider-15

Komputer przybył do mnie z zainstalowanym Windowsem 8.1. Na pokładzie nie znalazłem jednak zbyt wielu zbędnych aplikacji (o dziwo, nie było nawet programu antywirusowego w wersji trial, którego zawsze usuwam jako pierwszego z testowanych laptopów – może ktoś zrobił to tym razem przede mną). Warto jednak zwrócić uwagę na kilka aplikacji od AMD. Gesture Control pozwala wydawać polecenia za pomocą gestów. Face Login to, jak sama nazwa wskazuje, logowanie za pomocą twarzy (wobec obecności czytnika linii papilarnych zupełnie zbędne). Mamy też dwa mechanizmy do bezprzewodowego przesyłania obrazu: Screen Mirror i Wireless Display. Ta pierwsza jesto zgodna z DLNA, a druga z Miracast, a więc powinny spokojnie współpracować z większością domowych sprzętów (z moim NAS-em i telewizorem nie miały problemów).

gesture-control

W trakcie pracy Elitebook 725 G2 osiągał bardzo satysfakcjonujące temperatury. W spoczynku obudowa była zaledwie letnia. Wentylator włączał się co kilka minut przy niezbyt wymagających czynnościach, jak przeglądanie stron www czy praca na prostych aplikacjach systemowych. W sytuacji, gdy dałem mu popalić, uruchamiając FurMarka, temperatury wcale nie skoczyły jakoś diametralnie – CPU maksymalnie dobił do 60 stopni Celsjusza. Sęk w tym, że pojawił się bardzo agresywny throttiling, w wyniku czego jego taktowanie spadło do 1,1 GHz, a GPU do 211 MHz. Podobne rezultaty można było zaobserwować w niektórych grach, co oczywiście skutkowało natychmiastowym spadkiem płynności.

Co ciekawe, po wyłączeniu technologii Turbo Core, która podnosi taktowanie CPU do 3,3 GHz, po throttlingu nie było śladu. Trudno powiedzieć, z czego to wynika – być może jakaś aktualizacja BIOS-u naprawi problem, bo można odnieść wrażenie, że przez obniżanie taktowania Kaveri nie pokazuje pełni swoich możliwości, a temperatury pokazują, że da się jeszcze sporo tutaj wykrzesać. Niewykluczone, że HP kierowało się nieco inną filozofią i zakładało, że w zastosowaniach biznesowych o wiele ważniejsze będzie utrzymanie chłodnej obudowy i zapewnienie cichej pracy niż szaleńcza pogoń za wydajnością. Ale czy naprawdę konieczne były aż tak rygorystyczne limity?

Podsumowanie

HP Elitebook 725 G2 nie jest komputerem, na który pewnie sam bym się zdecydował. Nie dlatego, że nisko go oceniam. Po prostu preferuję 15-tki z dedykowanymi układami graficznymi, które pozwolą mi w weekend rozerwać się przy wysokobudżetowych FPS-ach i nie tylko. Z testowanego Elitebooka znacznie bardziej będą zadowoleni użytkownicy, którzy szukają sprzętu o solidnej konstrukcji i zbalansowanych możliwościach. To szczególnie widoczne w tym modelu, bo jest cichy, chłodny, całkiem nieźle pracuje na baterii (biorąc pod uwagę, ze ta posiada tylko 46 Wh w 3 komorach), a przy tym pozwala jeszcze uruchomić nowsze gry na średnich detalach. Okazuje się, że wbrew temu, co pisałem na wstępie mamy do czynienia ze sprzętem biznesowym, który sprawdzi się też po godzinach. To bardzo ważny atut.

HP Elitebook 725 (7)

Z drugiej strony, na niektórych polach widziałem niedociągnięcia. Zabolał mnie brak HDMI oraz błyszcząca matryca (z zupełnie zbędnym, moim zdaniem, w tym segmencie ekranem dotykowym). Dużym rozczarowaniem jest też bardzo rygorystyczne utrzymywanie w ryzach temperatury, co przekłada się na doskwierający w niektórych scenariuszach throttling. Przy codziennej pracy prawdopodobnie rzadko kto zwróci na to uwagę (chyba, że w grach), ale w testach obniżanie taktowania było widoczne jak na dłoni. Mam nadzieję, że stosowna aktualizacja BIOS-u jest już w drodze.

Jak to wygląda pod względem ceny? Model w testowanej konfiguracji znalazłem w sklepach internetowych w cenie 5,5 tys. zł. Za znacznie mniej, bo 3,7 tys. zł można mieć wersję z procesorem A8, 4 GB RAM-u i dyskiem HDD 500 GB. Nie są to niskie ceny, ale, co istotne, zawiera się w nich 3-letnia gwarancja producenta. Warto zauważyć też, że na rynku obecny jest też identyczny model z numerkiem 820 różniący się jedynie procesorem Intela (i5-4210U) – jego cena dobija do 6 tys. złotych. Na klientach biznesowych takie kwoty pewnie nie zrobią wrażenia, ale jednak dobitnie dają do zrozumienia, że raczej nie mamy do czynienia ze sprzętem dla przeciętnego konsumenta.