110

Z tego jednego powodu nie lubię chodzić do Biedronki. Ale to się zmieni

Biedronka już od bardzo długiego czasu nie funkcjonuje już jak to orzekł niegdyś klasyk w roli "sklepu dla biedoty" i oprócz mocno zdywersyfikowanego i co więcej - ciekawego asortymentu, dogania konkurencją w kwestii wygód dla klientów. Po wprowadzeniu całkiem przyzwoitych wypieków na miejscu, ofert z zakresu elektroniki oraz wdrożeniu bardziej nowoczesnych form płatności, Biedronka testuje kasy samoobsługowe.

Osobiście, z tego typu kasami mam styczność najczęściej w Tesco, nieco rzadziej w Auchan (Krasne k/ Rzeszowa). Jako, że mieszkam w ścisłym centrum, dużo prościej jest mi „wyskoczyć” na Powstańców Warszawy i tam dokonać zakupów. Był jednak taki okres, że w Biedronce bywałem niemal codziennie, bo w poprzednim miejscu zamieszkania do tego sklepu mogłem się przejść piechotą i zajmowało mi to nie więcej, niż 5 minut. Był jednak pewien powód dla którego za każdym razem, gdy przychodziło mi udać się do kasy, na mojej twarzy pojawiał się smutny grymas.

Biedronka to mało wygodny sklep dla osób, które lubią wygodę

Biedronce pod tym względem można sporo zarzucić – nierzadko na środkach alejek lądują palety z produktami, które ani nie dodają sklepowi uroku, ani nie usprawniają przechodzenia między półkami. Mało tego, bardzo często zdarza się, że asortyment jest przenoszony w mało intuicyjne dla klienta miejsca. Do pewnego czasu niemożliwe było płacenie kartą w sklepach Biedronka, co mnie akurat niesamowicie przeszkadzało – mimo bardzo częstej praktyki stawiania w tych miejscach bankomatów. Okazuje się, że Biedronka ponadto testuje kasy samoobsługowe, które – jak mam nadzieję – zlikwidują problem niedostatecznego obłożenia punktów, w których klienci rozliczają się ze sklepem z produktów.

Dla mnie to niesamowicie dobra wiadomość, bowiem sklepy Biedronka borykają się z jednym, podstawowym problemem w trakcie płacenia za zakupy. O ile zazwyczaj w punktach funkcjonuje kilka kas, rzadko zdarza się, aby wszystkie były obsługiwane przez pracowników, nawet jeżeli obłożenie jest spore. Wtedy dochodzi do sytuacji, w których 3 pracujące pełną parą kasy mają za zadanie rozliczenie tabunów klientów, a to i tak nie wystarcza. Pozostałych otworzyć nie można, bo pracownicy mają przecież jeszcze inne obowiązki. Dla pracownika oznacza to oczywiście ciężką pracę pod presją czasu. Dla klienta zaś konieczność czekania na swoją kolej.

Jak podaje serwis Wiadomości Handlowe, kasy są testowane w dwóch sklepach w Polsce

W Warszawie oraz w Gdańsku przeprowadzane są programy testowe dla kas samoobsługowych. Podstawowym wyzwaniem stojącym przed kierownictwem sieci było określenie, czy wprowadzenie tego rozwiązania nie spowoduje pomniejszenie się standardowego koszyka zakupów klientów. Program pilotażowy ma to sprawdzić, ale już teraz, powołując się na informacje z serwisu Wiadomości Handlowe można stwierdzić, że „jest dobrze” i jeżeli po drodze nie natrafi się na inne problemy, rozwiązanie zostanie spopularyzowane.

Jak wynika ze zdjęć opublikowanych w źródłowym artykule, prawdopodobnie kasy samoobsługowe będą obarczone pewnym ograniczeniem, otóż za zakupy zapłacimy tam jedynie z pomocą kart płatniczych. Niewykluczone, że ten fakt przy okazji rozszerzenia zasięgu nowoczesnych kas odejdzie w niepamięć oferując klientom również dostęp do standardowych form płatności.