172

Mój ranking najbardziej bezużytecznych funkcji w smartfonach

huawei p20 lite
Najnowsze urządzenia elektroniczne oferują ogromne możliwości. Nie da się jednak ukryć, że część z dostępnych funkcji nie pełni ważnej roli i zdaje się odgrywać rolę statysty, którym można pochwalić się jedynie w reklamach. Co ja zaliczam do grona takich dodatków?

Wartość dodana?

Obecnie doszliśmy do takiego etapu rozwoju rynku, że już trudno co rok dodawać nowe podzespoły czy elementy, które zrewolucjonizują nowość i sprawią, że odmieni ona na dobre rynek. Teraz mamy do czynienia z powolną, stopniową ewolucją co kolejne dwanaście miesięcy. Aż chciałoby się rzec, że teraz wszystko się dzieje tak spokojnie, podczas gdy jeszcze kilka lat temu kolejne generacje telefonów niosły ze sobą wiele odczuwalnych oraz widocznych zmian.

Podobnie wygląda to w przypadku tabletów, komputerów czy laptopów. W przypadku tych ostatnich ratunkiem okazało się przebudzenie AMD – procesory Ryzen w końcu zaczęły rywalizować z serią Core od Intela, a grafiki Vega dały nadzieje graczom na alternatywę dla GeForców. Do tego wszystkiego aż prosi się o wspomnienie o górnikach. Nic zatem dziwnego, że producenci telefonów poszli w innym kierunku. Od kilku lat największy nacisk kładą oni na rozwój własnego oprogramowania, opracowywanie autorskich, innowacyjnych funkcji, z których część stanowi sztukę dla sztuki.

Antywirus dla każdego

Zacznę od dodatku, który pojawia się w każdym urządzenia z preinstalowanym czymś a’la Menedżer telefonu. Ludzie mają przeświadczenie, że sprzęt mobilny wypada identycznie pod względem odporności na wirusy jak tradycyjne komputery stacjonarne. Dziwne aż, że z głośników smartfonów nie wydobywa się znajomy głos obwieszczający wesołą nowinę: Baza wirusów została zaktualizowana. Tymczasem największym problemem tu okazuje się być malware. W dodatku najpoważniejszym źródłem zagrożeń okazują się być aplikacje pobrane spoza Sklepu Play – w starciu z bardziej wyrafinowanymi rozwiązaniami, takie antywirusy na nic się nie zdają. Moim zdaniem zajmują jedynie cenne miejsce.

Gesty łokciem i kolanem

Obsługa smartfona gestami wydaje się być najbardziej intuicyjna. Dla osób, którym do gustu przypadł MeeGo, nie ma zbyt wielu innych możliwości, chociaż iPhone X jest dobrym przykładem na to, że bez przycisków funkcyjnych można zrobić intuicyjne oprogramowanie. W przypadku Androida na osłodę zostają gesty. Mamy tu te przeznaczone wyłącznie do używania na wygaszonym ekranie, a także dostępne przy wykorzystaniu do nich np. knykcia. Te drugie znajdziemy w modelach m.in. Huawei. Nie dziwię się, że powoli sam producent się z nich wycofuje, bo wątpię, że ktokolwiek z nich korzystał. Z kolei pierwsza grupa zdaje się być najczęściej spotykana w modelach od mniej znanych chińskich marek, które dodają tyle funkcji, ile tylko zapewni im Mediatek. Serio to tak wygląda. Przerażające.

Na szczęście firmy odeszły od możliwości sterowania telefonem nie dotykając ekranu. Jako pierwszy wprowadził to Samsung, jednak przy kuracji odchudzającej dla Touchwiza musiała ta opcja odejść do lamusa, ale pomysł przejęli ambitni gracze z Państwa Środka. Przewijanie pulpitu czy zdjęć w galerii to wspaniały bajer, nadający się jedynie na chwilę zabawy. Na co dzień da się to zrobić szybciej i wygodniej palcem, chyba że ktoś lubuje się w machaniu, wtedy ocena może zmienić się o 180 stopni.

Kopiowanie social media

Ostatnio zauważyłem również fascynację różnego rodzaju maskami czy naklejkami ze Snapchata, które następnie zostały zaadoptowane przez np. Facebooka do Messengera. W końcu kto by nie chciał zostać jednorożcem, drwalem czy wróżką z pięknymi, wielkimi oczami? Nie rozumiem do końca, dlaczego producenci dodają do swoich smartfonów na start specjalne tryby w aparatach, pozwalające zrobić właśnie takie zdjęcie. Jestem ciekaw, ile osób korzysta z takich funkcji. Moim zdaniem jeżeli ktoś szuka takiej możliwości, to i tak skorzysta z doskonale sobie znanych rozwiązań, a nie będzie zagłębiał się w menu aplikacji.

Skaner twarzy bez specjalnych sensorów

Coś ma Apple? My też musimy to mieć – w myśl tej złotej zasady funkcjonują niektórzy producenci. Obecnie na topie jest nie tylko dodawanie wcięcia w wyświetlaczu, ale również tworzenie własnej implementacji Face ID, z tą różnicą, że bez wykorzystania dodatkowych czujników, opierając się wyłącznie o przednią kamerkę. W teorii brzmi to nieźle. Co więcej, stanowi świetną podstawę do wspomnienia o tym w reklamach – da się wykrzyczeć Hej! Mamy coś innowacyjnego! Szkoda tylko, że w praktyce taka technologia się nie sprawdza. W iPhonie rzeczywiście prezentuje się nieźle, choć wciąż nie wypada lepiej od tradycyjnego skanera linii papilarnych. W porównaniu jednak do modeli z Androidem, wygląda to o wiele lepiej – sam system od Google oferował w zamierzchłych czasach taką możliwość. Wtedy jednak ludzie uważali, że to niepraktyczne. Teraz bycie modnym pozwala ukryć pewne wady.

Co dla Was jest zbędne?

Do tej listy dodałbym jeszcze kilka rzeczy, takich jak konta użytkowników na telefonie, tryb pracy w dwóch oknach przy małych ekranach czy zakładka aktualizacji w urządzeniach z Andro… Dobra, tu sporadycznie się przydaje. Muszę w tym miejscu przyznać, że mimo wszystko iOS jest bardziej poukładany i wszystko w nim ma sens, podczas gdy mój ukochany Android często błądzi i potrafi dodać funkcji w nadmiarze, szczególnie w przypadku wersji z nakładką.

Co natomiast dla Was pozostaje najmniej przydatną funkcję? Czy mnogość dodatków to zaleta czy wada z Waszej perspektywy?