63

Może i jestem paranoikiem, ale mam poczucie, że moje pieniądze są bezpieczniejsze

Praktycznie nie ma miesiąca, w którym nie usłyszelibyśmy o kolejnej próbie ataku, wyłudzaniu danych logowania do banku, podejrzanych emailach i temu podobnych akcjach. Jedni przyglądają się temu z boku, inni padają ofiarą, a czy ktoś z nas robi coś w tym kierunku, by zminimalizować to ryzyko?

Podzielę się z Wami kilkoma moimi sposobami, które może i nie niwelują zagrożenia w 100%, ale sprawiają, że jestem spokojniejszy. To wszystko oczywiście oprócz podstawowych zasad bezpieczeństwa, czyli takich jak nie otwieranie linków z emaili prowadzących do bankowości elektronicznej, sprawdzania prawidłowości adresów po wpisaniu „z palca” w przeglądarce czy logowanie do bankowości tylko na swoim komputerze, co do którego mamy względną pewność, że nie jest zainfekowany.

Bankowość elektroniczna

Zacznę od bankowości elektronicznej, zapewne już w tym przypadku uznacie mnie za paranoika, który do tego utrudnia sobie życie, ale tak naprawdę niewiele mnie to kosztuje, a znacznie utrudnia robotę atakującym.

Praktycznie nie robię okazjonalnych przelewów wprost z konta, mam kilka przelewów stałych, które co miesiąc dokonuje. Ustawiłem więc sobie w oddziale swojego banku, tzw. „pasywny” tryb bankowości elektronicznej, co oznacza, że nie mam możliwości wprowadzić innego odbiorcy do przelewów, niż te zdefiniowane w oddziale. I tylko w oddziale, nie ma nawet możliwości telefonicznie tego zrobić (dzięki czemu nie potrzebuję do przelewów żadnych kodów SMS czy jakichś tokenów).

Nawet w banku mają z tym problem. Już w trzech oddziałach w Warszawie dokonywałem zmiany danych odbiorcy, za każdym razem patrzyli na mnie jak na jakiegoś dinozaura, tłumacząc, że my tu nie możemy tego zrobić, musi pan się zalogować do konta i samemu wprowadzić. W jednym zleciały się wszystkie panie z oddziału i debatowały nad tym, nawet na dostępnym terminalu zalogowałem się na swoje konto i pokazywałem, że się nie da. W końcu pomógł telefon do centrali i po szczegółowej instrukcji się udało. Na koniec pani poradziła, bym aktywował sobie konto 2.0, podziękowałem:).

Zakupy przez internet

Ok, a spytacie czy nic nie kupuję przez Internet? Kupuję i tu musiałem skorzystać z dodatkowego zabezpieczenia na koncie – ustawiłem dzienny limit transakcji internetowych na 200 zł, co można w każdej chwili zmienić w zależności od potrzeb. Bankomaty zabezpieczyłem dziennym limitem transakcji gotówkowych na 100 zł, a bezgotówkowe, czyli płatności kartą na 200 zł.

Przy czym, przy płatnościach internetowych nie podaję danych karty, tylko w dwóch miejscach w sieci je zostawiłem, na koncie PayPal (tym opłacam też swoje konto Spotify, iTaxi czy Netflix) oraz PayU. Jeśli, jakiś sklep nie oferuje tych metod płatności w ostateczności korzystam z usług typu Przelewy24.

Płatności kartą w sklepach stacjonarnych

Zostają jeszcze płatności kartą w sklepach stacjonarnych. Tu zawsze miałem problem z podawaniem karty do ręki sprzedawcom. W wielu miejscach nie można jeszcze samemu wprowadzić karty do czytnika, poza tym wprowadzanie PIN-u, przy sprzedawcy czy kolejce innych klientów rzadko można dyskretnie przeprowadzić, a kartom zbliżeniowym nigdy nie ufałem i zawsze się przed nimi wzbraniałem.

Na szczęście z pomocą przyszedł ostatnio Android Pay (z tego korzystam też przy płatnościach mobilnych – Google Play czy Uber), który domknął mi całość i sprawił, że czuje się względnie spokojny, jeśli chodzi o moje oszczędności.

Być może stwierdzicie, że to przesadna ostrożność i spore niedogodności, ale tak naprawdę nie odczuwam ich zbytnio, tylko raz przez kilka lat mi się zdarzyło, że zapomniałem zwiększyć limit transakcji, kiedy kupowałem za większą kwotę. A co do zdefiniowanych rachunków – te dwie, trzy wizyty w oddziale na rok, kiedy muszę wprowadzić nowy rachunek czy zmienić jakiś, nie robią dla mnie wielkiego problemu.

Photo: ooGleb/Depositphotos.