Battlefield w świecie Gwiezdnych Wojen? Tego spodziewano się po Battlefroncie. Jeśli jesteście jedną z tych osób, możecie sobie nową produkcję DICE darować – nie znajdziecie w niej niczego dla siebie. Jeśli jednak nie interesują Was takie porównania i chcieliście po prostu zagrać w najbardziej spektakularną, a zarazem absolutnie przepiękną grę z uniwersum Star Wars, doskonale […]

Battlefield w świecie Gwiezdnych Wojen? Tego spodziewano się po Battlefroncie. Jeśli jesteście jedną z tych osób, możecie sobie nową produkcję DICE darować – nie znajdziecie w niej niczego dla siebie. Jeśli jednak nie interesują Was takie porównania i chcieliście po prostu zagrać w najbardziej spektakularną, a zarazem absolutnie przepiękną grę z uniwersum Star Wars, doskonale się przy tym bawiąc – to gra dla Was.

No dobrze. W takim razie co dostaliśmy? Sieciową strzelankę bez trybu fabularnego. Ale jak to bez trybu fabularnego? No nie ma, po prostu. Nie uświadczycie tu żadnej opowieści. Owszem, są tryby dla jednego gracza i to całkiem fajnie zrealizowane, ale to krótkie historyjki bez głębi, gdzie możemy sobie po prostu postrzelać lub polatać nie skupiając się na niczym oprócz zadania. Co ciekawe, można grać na podzielonym ekranie, co w dzisiejszych czasach nie jest wcale takie oczywiste. Szczególnie fajnie bawiłem się w trybie polegającym na powstrzymywaniu kolejnych fal wrogów. Masa frajdy.

Daniem głównym jest jednak dziewięć trybów sieciowych, w których weźmiemy udział w dużych bitwach z wykorzystaniem maszyn kroczących AT-AT, jak również mniejszych starciach, gdzie w świat Star Wars wpleciono klasyczne dla FPS-ów pomysły na zabawę. Mega frajdą jest tryb Eskadra, gdzie od początku do końca będziecie siedzieć za sterami maszyn latających. Różni się on dość mocno od standardowych trybów zabawy, ale pozwala poczuć się jak dzielni piloci X-Wingów czy TIE Fighterów. A raz na jakiś czas wskoczycie również za stery Sokoła Millenium. Słabo?



















Ciekawym pomysłem są tryby z bohaterami. Nie są może specjalnie oryginalne (walki bohaterów plus chroniący ich żołnierze/polowanie na bohatera), ale raz na jakiś czas polecam w nie wskoczyć. Szczególnie jeśli narzekacie na zbyt rzadkie wcielanie się w skóry herosów w normalnych starciach.

To nie jest Battlefield

Kompletnie nie rozumiem dlaczego wszyscy uczepili się tego Battlefielda. DICE od początku tłumaczyło, że tym razem stawia na zupełnie inny model rozgrywki i słowa dotrzymało. Star Wars Battlefront to czysty arcade, gdzie rozwijanie postaci czy inwestowanie w dodatki do broni nie ma praktycznie znaczenia. Zamiast drzewek umiejętności mamy specjalne karty do wykupienia. Dzięki nim uzbroimy naszego wojaka w dodatkowy granat, specjalny cooler do chłodzenia blastera lub odrzutowy plecak, który pozwoli szybciej przemieszczać się po mapie. Blasterów nie ma zbyt wielu, choć mówiąc szczerze sam nie wiem po co inwestowałem w kolejne bronie. Praktycznie cały czas strzelam z E-11 Blaster Rifle, który wydaje się być idealnym rozwiązaniem zarówno na dalsze, jak i bliższe odległości. Oczywiście trochę szkoda braku dodatkowych celowników czy modyfikacji broni, mamy za to arsenał znany z filmów – i o to chodzi.

Chcecie narzekać na brak klasycznego podejścia do pojazdów? To idźcie grać w Battlefielda. Tu nie wsiądziecie do stojącego w hangarze X-Winga. Aby dostać się do pojazdu, należy zebrać specjalny świecący żeton. Na podobnej zasadzie staniecie się operatorem olbrzymiego AT-AT i robota kroczącego AT-ST, czy też pojazdów latających. Nie ma bezsensownych kolejek przed punktami z pojazdami, nie ma też lądowania czy wyskakiwania z maszyny. Dzięki temu rozgrywka zyskała na dynamice, choć przyznaję – żetonów mogłoby być więcej. Power-upy oznaczają również dodatkowe bomby, wyrzutnie rakiet czy wcielanie się w bohaterów. To dopiero jazda. Zbieracie taki żetonik i wskakujecie w skórę Vadera, który ciacha mieczem świetlnym, by następnie rzucić nim w przeciwników lub chwycić kogoś za gardło. Oczywiście walka jest wtedy nierówna, ale większa grupa miłośników blasterów położy każdą postać specjalną dość szybko. Pogracie Vaderem, Lukiem, Imperatorem, Hanem Solo, Leią (zapomnijcie o bikini) i Bobą Fettem. Trochę mało, prawda? Ale o tym za chwilę.

Gra dla każdego

Boisz się FPS-ów, bo jesteś w nich słaby? W takim razie Star Wars Battlefront jest grą dla Ciebie. Tu liczy się przede wszystkim frajda ze strzelania, na dalszy plan schodzą zarówno umiejętności, jak i gra zespołowa. W efekcie gram w Battlefronta codziennie, gra stała się moją wieczorną odskocznią od codzienności. Jasne, brak tu motywacji do poprawiania umiejętności, bo jeśli zaczniecie kombinować, nie odbije się to raczej pozytywnie na wyniku. Blaster w dłoń i do dzieła, tu chodzi o czystą frajdę – takie było założenie i taki po prostu jest Battlefront. I tak, można ściągnąć przeciwnika z drugiego końca mapy, sniperka nie jest do tego potrzebna.

Jest pięknie

Przedpremierowe materiały promocyjne nie kłamały. Star Wars Battlefront wygląda przednio, nawet na konsolach. Starcia na małym, leśnym księżycu Endor to uczta dla oczu i pokaz możliwości silnika Frostbite. Poza miejscówkami, wizualnie dopracowano tu wszystko również wszystko inne – od modeli postaci, przez bronie, aż do pojazdów. Graficznie  w grze unosi się zapach starej trylogii, nie pokuszono się o przekolorowanie, za co DICE należy się ogromny plus. Przyczepiłbym się może do zbyt komiksowego wyglądu bohaterów, ale to jedynie drobny szczegół, który nie psuje przyjemności z zabawy. Reasumując – to najładniejsza sieciowa strzelanina dostępna na rynku. Zarówno Halo 5, jak i najnowsze Call of Duty dzieli od Star Wars Battlefront przepaść. Rozdzielczość 900p (PS4), ale  60 klatek animacji na sekundę sprawiły, że nie miałem ochoty wracać do działającego w 30 klatkach Destiny (wersja na Xboksa One działa w 720p). Aha, testowałem wersję na konsolę PlayStation 4.

Muzycznie nie ma zaskoczenia – w tle przygrywają utwory znane fanom filmowych odsłon, na ogromną pochwałę zasługuje natomiast warstwa dźwiękowa gry. Grzechem jest grać na głośnikach od telewizora. Koniecznie kino domowe, a jeszcze lepiej słuchawki. To istna dźwiękowa orgia z najwyższej półki. Odgłosy pojazdów, blasterów, wybuchów. Mistrzostwo.

Ale to nie oprawa graficzna jest najmocniejszym elementem Star Wars Battlefront. Jest nią absolutnie rewelacyjny klimat, jaki udało się DICE osiągnąć. Dbałość o szczegóły miejscówek, broni, postaci. Nie ukrywam, że każde posiedzenie przy grze jest w stanie zastąpić mi filmowy wieczór z gwiezdną sagą. I za każdym razem mam nogi z waty.

Wycinanki

Podstawową wadą Star Wars Battlefront jest wycięta zawartość. Z jednej strony to, co znalazło się w podstawowej wersji gry wystarczy na przynajmniej kilka tygodni zabawy, z drugiej czuć, że było tego więcej. I będzie, za jakiś czas, jeśli zapłacicie – niestety mniej więcej tyle samo co za grę (na tyle wyceniono bowiem przepustkę sezonową). I tu niestety czuć największy zgrzyt, choć hej – to I Ej, nikt nie powinien być zaskoczony. Obawiam się jednak, że takie wycinanki mogą zaważyć o dalszym losie gry, która w okolicach premiery sprzeda się naprawdę dobrze, ale nie utrzyma przy sobie graczy.

Werdykt

Jestem fanem Gwiezdnych Wojen i dałem się porwać hypowi na Star Wars Battlefront. Widać to w tej recenzji i choćbym stawał na głowie, nie potrafię podejść do gry inaczej. Wygląda kapitalnie, gra się w nią świetnie, zrezygnowałem ze wszystkich posiadanych strzelanek sieciowych by oddać się zabawie w nowym Battlefroncie. Ale dostrzegam jego wady, szczególnie pociętą zawartość. I choć bardzo pasuje mi zręcznościowe podejście do zabawy, to ostrzegę Was ponownie – to nie jest Battlefield, fani tej serii nie mają tu czego szukać. Ale fani Gwiezdnych Wojen? Gwiazdka w tym roku przyszła w listopadzie i jeśli podobnie jak ja nie możecie się doczekać seansu z Przebudzeniem Mocy, Star Wars Battlefront jest idealnym pomysłem na chłodne, jesienne wieczory.

Kup Star Wars Battlefront Ultimate Edition na PC, PS4, Xbox One w Avans.pl. Kliknij!

V3_big_1