Recenzja

Recenzja Batman: Arkham Knight. Tak dobrej gry o superbohaterze jeszcze nie było

PW
Paweł Winiarski
23

Batman: Arkham Asylum było przełomem dla gier o komiksowych herosach. Świetny pomysł godnie kontynuowało Arkham City, przy Arkham Origins niestety już niedomagało. Uznajmy, że winna jest inna ekipa produkująca grę. Ale przy okazji najnowszego Arkham Knight studio Rocksteady powraca i robi to w świet...

Batman: Arkham Asylum było przełomem dla gier o komiksowych herosach. Świetny pomysł godnie kontynuowało Arkham City, przy Arkham Origins niestety już niedomagało. Uznajmy, że winna jest inna ekipa produkująca grę. Ale przy okazji najnowszego Arkham Knight studio Rocksteady powraca i robi to w świetnym stylu.

Arkham Knight to koniec serii Arkham, ostatnia część świetnie poprowadzonej opowieści okraszonej niesamowitymi pomysłami, których w innych grach o superbohaterach próżno szukać. Seria od początku szczyciła się nie tylko spójną, dobrze poprowadzoną fabułą, ale również wartką akcją, świetną oprawą i autorskim, bezbłędnym wręcz systemem walki, który całkiem niedawno zgrabnie skopiował Shadow of Mordor. Oczekiwania wobec najnowszych przygód Nietoperza były więc ogromne.

Batman: Arkham Knight to fabularnie tylko jedna noc. Noc, w której Strach na Wróble,we współpracy z innymi znanymi z uniwersum Batmana łotrami, postanawia zniszczyć Gotham City. Niby nic nowego. W tym celu chce użyć swojej toksyny, która potęguje lęk tworząc halucynacje, co w konsekwencji prowadzi do obłędu. Mieszkańców miasta szybko udaje się jednak ewakuować, przez co w Gotham zostają praktycznie sami przestępcy, część funkcjonariuszy lokalnej policji i nasz dzielny Bruce Wayne, który nocami przywdziewa gumowe wdzianko i maskę z uszami.

Więcej z fabuły Wam nie zdradzę, bo to jeden z najciekawszych elementów Arkham Knight. Pełno tu fabularnych „twistów”, ciekawych opowieści oraz smaczków, dzięki którym jedni przypomną sobie, a inni poznają ciekawostki o uniwersum Batmana. W grze spotkamy całą masę mniej lub bardziej znanych postaci z obu stron barykady. Pojawi się też sam Joker, którego obecność to mały majstersztyk. Żartowniś został tak fantastycznie wpleciony w fabułę, że momentami miałem na plecach ciarki [Joker pojawił się już na materiałach z tegorocznych targów E3, więc to, że nie został pominięty w Arkham Knight nie powinno być dla nikogo spoilerem]. Generalnie pomysł na historię przedstawioną w Arkham Knight to jedna z najfajniejszych growych opowieści ostatnich lat i za to należy się Rocksteady wielki szacunek.

Więcej, więcej, więcej

Bardzo podoba mi się to, w jaki sposób twórcy wzięli najlepsze elementy z dwóch pierwszych odsłon serii i dorzuciłi do nich nowości. Powracają znane i lubiane gadżety, pojawiają się zupełnie nowe zabawki, które świetnie wpleciono w misje. Ulepszono nawet fantastyczny system walki. O ile samotne potyczki niewiele różnią się od tych z Asylum, City i Origins (kiepskiego, dlatego tak mało o nim w tekście), o tyle asysty jednego z towarzyszy to już kolejny poziom. Staniemy ramię w ramię z Robinem, Nightwingiem czy Kobietą Kot. A rozegrano to po mistrzowsku. Wspólne akcje, możliwość przełączania się między postaciami bez wyłączania mnożnika uderzeń. Bajka i przede wszystkim masa frajdy. Akcja nabiera jeszcze większego tempa, umożliwiając oklepywanie przeciwników na zupełnie nowe sposoby.

Warto dodać, że wraz ze zdobywanymi punktami doświadczenia (zaliczanie misji głównych i pobocznych, pokonywanie przeciwników) pojawia się możliwość ulepszania zarówno bohatera, jak i Batmobilu. Drzewka są na tyle przejrzyste i intuicyjne, że bez najmniejszych problemów poradzicie sobie z odpowiednim rozdysponowaniem zdobytych punktów rozwoju.

Wielka szkoda natomiast, że praktycznie zrezygnowano z walk z bossami. W misjach pobocznych jest trochę lepiej, ale kampania pod tym względem to niezłe rozczarowanie - taka walka jest bowiem jedna. Powtórzę, jedna i w dodatku niespecjalnie ciekawa.

Prawdziwy władca miasta

Gotham jest piękne. Na swój sposób oczywiście. Oddano w nasze ręce piaskownicę (trochę pustą niestety), którą możemy do woli zwiedzać bez konieczności biegania po ulicach. Praktycznie całe miasto można przemierzyć skacząc z dachu na dach, szybując nad budynkami, wystrzeliwując linki bez opamiętania. Super sprawa. Drugi sposób to sianie chaosu na ulicach. Rozpędzony Batmobil to bowiem pojazd, któremu niestraszne latarnie, kolumny czy ławki. Chybione wejście w zakręt na poślizgu to totalna demolka całego otoczenia.

Batczołg

Największą nowością w serii jest Batmobil. Przed kontaktem z grą myślałem, że będzie on tylko dodatkiem urozmaicającym zabawę. I to był błąd. Auto Nietoperza jest integralną częścią rozgrywki i za jego sterami będziecie siadać często. Czasami zbyt często. Wyrzuciłbym przynajmniej kilka fragmentów, gdzie naszym jedynym zadaniem jest śmiganie po konkretnej strefie i wybijanie bezzałogowych pojazdów przeciwnika. Aha, zapomniałem - Batmobil jeździ jak zwykłe auto (całkiem fajny model), ale posiada również tryb bojowy. Wtedy zamienia się w bardzo zwinny czołg siejący z miniguna, armaty i rakiet. Sieka totalna, dynamiczna i sprawiająca frajdę. Ale momentami irytująca, szczególnie w misjach kiedy naszym jedynym zadaniem jest zniszczenie kilkudziesięciu wrogich maszyn. Albo skradanie się za czołgami Kobra i namierzanie jednego z fragmentów ich pancerza. Denerwowały mnie też trochę etapy zręcznościowe, gdzie Batmobil skakał z platformy na platformę. Ogólnie jednak obecność pojazdu zaliczam na plus - nie spodziewałem się, że wyjdzie to tak fajnie.

Wizualna bomba

Przyjęło się mówić, że gra multiplatformowa wygląda naprawdę dobrze dopiero na mocnym PC. Pozwólcie, że wersję na komputery osobiste przemilczę - optymalizacja była tak skaszaniona, że gra została wycofana ze sprzedaży. Batman: Arkham Knight na konsoli wygląda przepięknie i działa w stałych 30 klatkach, bez jakichkolwiek przycięć. A teoretycznie powinien, bo czasami na ekranie jest taka akcja, że głowa mała. Grałem na PlayStation 4 i nie zauważyłem żadnych problemów technicznych niezależnie od pory dnia, akcji na ekranie czy tego jak długo konsola była „na nogach”. Sprzęt ani razu mi się nie zawiesił i nie wyrzucił do menu. Wizualnie dopracowano tu praktycznie wszystko. Od świetnych modeli postaci, przez animację, aż do efektów. Arkham Knight to godne przeskoczenie serii na konsole nowej generacji i jeśli cenicie sobie konsolową optymalizację, będziecie zachwyceni.

Nie tylko główny wątek

Grę podzielone na główną oś fabularną i wątki poboczne. W dość ciekawy sposób, umieszczając wszystko w kolistym menu i pozwalając wybierać poszczególne zadania w prawie każdym momencie. Prawie każdym, bo poszczególne etapy wątków pobocznych odblokowują się wraz z postępem głównego wątku fabularnego. I w tym momencie mam dla Was dobrą radę. Nie odkładajcie misji pobocznych na później, zaliczajcie je równolegle z główną opowieścią. Dopiero po zakończeniu wszystkich wątków poznacie bowiem prawdziwe zakończenie gry, to fabularne jest tylko jego częścią. Zadaniami pobocznymi warto się też zainteresować z tego względu, że pojawia się tam wiele ważnych dla uniwersum postaci. Naprawdę polecam.

Nie ma róży bez kolców

Batman: Arkham Knight nie jest grą idealną. Niektóre misje są zbyt powtarzalne, szczególnie jeśli naszym zadaniem jest zbicie grupki wrogów. Batmobil wkomponowano bardzo fajnie, ale momentami miałem wrażenie, że jest mi on wpychany na siłę. Czy raczej mnie się do niego siłą wpycha. No i ta naiwna historyjka o ewakuacji Gotham, dzięki czemu zamaskowany Bruce przemierza opustoszałe miasto. Chciałbym móc widzieć przestępstwa zaimplementowane do realnego miasta rodem z GTA, a nie zbirów bezmyślnie kopiących śmietniki i snujących się po wymarłej metropolii. W końcówce gry jest kilka irytujących momentów, które niepotrzebnie przedłużają finał - skonstruowano je w dodatku tak, by trzeba było niektóre z nich powtarzać. Pamiętajcie jednak, że chodzi o rzeczy, które nie psują odbioru Arkham Knight jako całości. To jednak powody, dla których nie potrafię dać nowemu Batmanowi dziesiątki, choć musicie wiedzieć, że momentami miałem nieodpartą ochotę to zrobić.

Werdykt

14 godzin. Tyle mniej więcej zajmuje zaliczenie wątku fabularnego. Jeśli chcecie wypełnić dodatkowe misje, przeznaczcie na grę około 20, na wyższych poziomach trudności niż normalny - około 25 godzin. Przez cały czas spędzony z nową produkcją Rocksteady nie nudziłem się tak naprawdę ani przez chwilę. Absolutnie genialny wątek Jokera, ciarki na plecach średnio co 3 godziny, fajny Batmobil i kapitalna oprawa audiowizualna. Mówiąc szczerze, mam ochotę przejść wszystko jeszcze raz, podobnie jak miało to miejsce przy dwóch pierwszych częściach.

Rocksteady nie tylko pozwoliło zapomnieć o słabszym Arkham Origins, ale przebiło również swoje dwie pierwsze, świetne przecież gry. To nie tylko fantastyczne zwieńczenie serii, ale również najlepsza gra o Batmanie. Oczywiście nie obyło się bez kilku mniejszych lub większych wpadek, ale nie rzuca to na Arkham Knight dużego cienia i mogę tę produkcję z czystym sumieniem polecić każdemu (no może oprócz fanów strategii, symulatorów lotu i szachów). Bardzo mocny kandydat na najlepszą grę 2015 roku, musicie tylko zapomnień o słabym porcie na PC. Jeśli zdecydujecie się więc na kolejne spotkanie z Batmanem (do czego namawiam), róbcie to wyłącznie na konsolach. Arkham Knight to Batman, na którego czekałem i najlepsza gra o superbohaterze.

Testowaliśmy wersję na konsolę PlayStation 4.

Druga opinia: Tomasz Popielarczyk

Ja grałem w wersję na PC. To znaczy próbowałem grać, bo problemy z nią były naprawdę widoczne i odczuwalne. Optymalizacja leży i kwiczy, ale graficznie nowy Batman wygląda naprawdę dobrze (szczególnie po pierwszym patchu, kiedy już naprawili ambient occlusion). Szczególnie w oczy rzucają się te wszystkie dodatkowe efekty od Nvidii (GameWorks): naturalna mgła/dym, poprawiony efekt deszczu, ulepszone światło, bardziej efektowne eksplozje, bardziej dopracowane detale ubioru, a nawet naturalny efekt rozrzucanego przez wiatr papieru. Jest tego tutaj naprawdę sporo, choć prawdziwą różnicę odczują głównie posiadacze kart GeForce z serii 900. Sama gra czaruje złożonością oraz emocjonującą fabułą. Mimo naciąganego wątku z ewakuacją 6 mln ludzi z miasta w jedną noc, łyknąłem tę historię niczym pelikan i dałem się jej ponieść. Wciągnęło mnie równie mocno, co Wiedźmin, co chyba jest najlepszą rekomendacją. Niemniej, gdybym miał recenzować wersję PC, postawiłbym 6/10 z uwagi na problemy techniczne, które kompletnie zrujnowały tę premierę.

grafika: 1

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu