2

Bas, który gniecie klatkę, gdy korzystamy ze słuchawek oraz zegarek odliczający czas do śmierci – dziwactwa Kickstartera

Jednym z powodów, dlaczego cenię platformy crowdfundingowe jest możliwość zrealizowania szalonych pomysłów, zbyt niszowych, aby zainteresowały się nimi duże firmy tworzące produkty popularne. Czasem owocuje to powstaniem rzeczy szytych wprost na moja miarę i moje potrzeby, a czasem po prostu ciekawych projektów, które warto poznać, nawet jeżeli nie jest się zainteresowanym ich zakupem. Tak jest […]

Jednym z powodów, dlaczego cenię platformy crowdfundingowe jest możliwość zrealizowania szalonych pomysłów, zbyt niszowych, aby zainteresowały się nimi duże firmy tworzące produkty popularne. Czasem owocuje to powstaniem rzeczy szytych wprost na moja miarę i moje potrzeby, a czasem po prostu ciekawych projektów, które warto poznać, nawet jeżeli nie jest się zainteresowanym ich zakupem. Tak jest w przypadku dwóch projektów, które chciałem wam przedstawić. Pierwszym z nich jest bassAware, drugim Tikker.

bassAware – bas rodem z koncertów i dyskotek lecz niesłyszalny dla otoczenia

Pojawił się nowy rodzaj imprez nazwany cichymi dyskotekami. Polega on na tym, że wiele osób gromadzi się w jednym miejscu, podobnie jak na tradycyjnej dyskotece, jednak zamiast słuchać muzyki z wielkich głośników i zmuszać tym samym całą okolicę, aby brała udział w imprezie, wszystkim uczestnikom rozdaje się bezprzewodowe słuchawki o dużym zasięgu. Tym sposobem wszyscy mogą jednocześnie bawić się przy tej samej muzyce, nie będąc uciążliwym dla otoczenia, możliwa jest także swobodna rozmowa, gdy zdjąć słuchawki, bez konieczności zdzierania gardła. Koncepcję można rozwijać, np. część klubów oferuje słuchawki z trzema kanałami, na których nadawana jest różna muzyka. Kolor podświetlenia słuchawek sygnalizuje otoczeniu, który kanał jest aktualnie słuchany, w związku z tym osoby bawiące się przy tej samej muzyce mogą bawić się razem.

e8e063ae40cb19ce1c942446db8ed480_large

Jest jednak jedna rzecz, której zabawa w słuchawkach nie oferuje – odczucia resztą ciała siły dźwięku emitowanego z głośników, wibracji odczuwanej w przeponie i płucach. To jest własnie to co odróżnia zabawę na głośnej imprezie, od słuchania muzyki w domowym zaciszu. Ten problem stara się rozwiązać bassAware. Jest to specjalnie zaprojektowana, designerska kamizelka, która zawiera na sobie emitery wibracji i własny akumulator. Taką kamizelkę zakładamy na siebie, dopasowujemy rozmiar, aby ściśle przylegała do ciała, a następnie podłączamy ja pomiędzy nasze źródło dźwięku, np. odtwarzacz mp3 czy telefon, a słuchawki. Elektronika umieszczona wewnątrz kamizelki ma za zadanie zapewnić takie wrażenia, jakbyśmy nie słuchali muzyki na słuchawkach, lecz byli na koncercie bądź dyskotece właśnie, czyli jednym słowem bas, który gniecie klatę.

Osobiście kamizelki nie miałem na sobie, ale osoby, które ją testowały twierdzą, że wrażenie jest realistyczne i wykracza daleko poza zwykłe wibrowanie kiedy nadchodzi uderzenie basu. Odczucie jest na tyle realistyczne, że pojawili się chętni aby taką kamizelkę wykorzystywać nie tylko na zorganizowanych imprezach, ale również w domu, w metrze, jak również w konkretnych zastosowaniach, np. przez DJów, jako dodatkowe źródło monitorowania dźwięku.

Samo urządzenie to nie smartfon czy tablet, w związku z tym specyfikacja obejmuje kilka podstawowych parametrów: od 12 do 20 godzin działania na jednym ładowaniu, posiada dwa gniazda mini jack, jedno wejścia, drugie wyjścia, 15 watów mocy RMS i filtr od 30 do 100 herców oraz dwie kieszonki. Mimo dość wysokiej ceny jak na tak niszowe zapotrzebowanie – 349$ czyli przeszło tysiąc złotych, projekt został ufundowany na Kickstarterze i zebrał wymagane 30 000 dolarów, a nawet trochę więcej. Chociaż nie jestem wielkim fanem dyskotek, doceniam pomysłowość projektu, jego niestandardowe podejście do tematu. Dodatkowo wszyscy możemy na nim skorzystać, nawet jeżeli nie chodzimy na dyskoteki, w naszym interesie jest aby jak najwięcej z nich było typu cichego, ze słuchawkami na głowie i bassAware na plecach.

Tikker – zobacz ile czasu Ci zostało

Jeszcze bardziej zwariowanym pomysłem jest Tikker. Założenie jest proste – czas jest najcenniejszym zasobem jaki mamy w życiu – z tym się akurat zgadzam. Nie możemy go ani kupić, ani pożyczyć, ani wziąć na kredyt. Czas dostajemy za darmo, ale ponieważ ciągle upływa i jest go coraz mniej, powinniśmy dobrze go wykorzystać. Tutaj wkracza Tikker, który odlicza czas jaki nam pozostał i tym sposobem ma spowodować, że będziemy robić z niego lepszy użytek, dokonując słuszniejszych wyborów.

f41c07f104f9e2be11c043c4e49402c2_large

Oczywiście Tikker nie ma dostępu do wiedzy tajemnej i nie zna precyzyjnej daty śmierci każdego człowieka. Wraz z zegarkiem otrzymujemy instrukcję, która pozwala w dużym przybliżeniu wyliczyć ile czasu nam zostało, bazując na taki czynnikach jak nasz obecny wiek, płeć i tak dalej. Po wyliczeniu wprowadzamy odliczanie do Tikkera, wpisując kolejno lata, miesiące, dni, minuty oraz sekundy i zaczyna się odliczanie, w dół oczywiście. Samo zerknięcie na zegarek ma w założeniu uświadamiać nam, że każda chwila jest cenna i nie warto poświęcać jej na byle co.

Tym razem w ogóle nie dałem się przekonać. Po pierwsze sam zdaje sobie sprawę, że czas przemija i nie sądzę aby zegarek odliczający czas od zupełnie umownej daty mógłby mi w czymkolwiek tutaj pomóc. Być może inne osoby częściej zapominają o tym, że czas nie jest nieograniczony i taki zegarek mógłby o tym przypominać ale… nie ma żadnej teorii, a przynajmniej autorzy Tikkera jej nie przytoczyli, która mówiłaby o tym, że świadomość upływającego czasu w jakikolwiek sposób poprawia jakość życia. To czysto umowne założenie, podobnie jak data śmierci, a człowiek jest na tyle skomplikowany, że wiele jego zachowań wydaje się przeciwieństwem intuicji.

ca9aef94ce274f3fae42f3dca265a61d_large

Dla zobrazowania o co mi chodzi, podam przykład. Badania wykazały, że pokazywanie palaczom zdjęć raka krtani czy płuc nie zwiększa ich chęci do walki z nałogiem. Sam negatywny przekaz nie pomaga, bo człowiek nie wiedząc na pierwszy rzut oka wyjścia z sytuacji wzrusza ramionami i ignoruje komunikat, bo nie chce żyć w ciągłym napięciu bez wyjścia. Dopiero negatywny komunikat poparty wskazaniem rozwiązania np. „Zobacz jak działają papierosy, walcz z nałogiem za pomocą tego i tego” przynosi jakieś efekty. Z tego punktu widzenia samo przypominanie o upływającym czasie prędzej doprowadzi kogoś do depresji, niż do faktycznej zmiany stylu życia, podczas gdy osoby radzące sobie z komunikatem o swojej śmiertelności prawdopodobnie już świetnie sobie radzą i bez Tikkera.

Tikker wydaje się więc zwykłym gadżetem, który można kupić w formie żartu (zobacz, niedługo umrzesz, ha, ha) podobnie jak otwieracz do kapsli zliczający otwarte butelki inne tego rodzaju głupoty… gdyby był chociaż estetycznie wykonany. Tym czasem wygląda jak tani, plastikowy zegarek z bazarku. Nic w jego wyglądzie mnie nie urzeka. Jest prosty i plastikowy do bólu. Jedynie odliczanie długiego czas w dół jest tutaj czymś nowym. Czas więc na niespodziewany zwrot akcji. Sądziłem, że projekt przepadnie bez echa, nie zbierając kwoty nawet na zakup wacików i bardzo się pomyliłem.

Okazuje się bowiem, że już teraz Tikker zebrał 90 000 dolarów, czyli prawie czterokrotność wymaganej kwoty i pozostało mu jeszcze 4 dni do końca zbiórki na Kickstarterze. Zegarek zakupiło prawie dwa tysiące osób w cenie około 150 złotych (39 dolarów). Być może względnie niska cena, chociaż jak na bezużyteczny gadżet wcale nie jest taka niska, jest tutaj decydującym czynnikiem? A może ja po prostu nie doceniłem tego projektu i przekonacie mnie w komentarzach, że sromotnie się mylę?

Źródła, czyli strony projektów na Kickstarter:
bassAware
Tikker