Felietony

Rząd chce wiedzieć, co konkretnie oglądamy w telewizji. Po co?

GU
Grzegorz Ułan
25

Za każdym razem, kiedy rząd sięga po dane obywateli, niezależnie od tego w jakim celu, zapala mi się czerwona lampka. Zresztą nie tylko mi, o czym świadczy stanowisko Krajowej Izby Gospodarczej Informatyki i Telekomunikacji w odpowiedzi na projekt rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie programu badań statystycznych statystyki publicznej na rok 2023.

To nie pierwszy raz, kiedy obecny obóz rządzący chce wyciągać dane o klientach od operatorów kablowych. Dziś już pewnie nie pamiętacie, ale w 2017 roku planowana była mała i duża ustawa abonamentowa, która miała uszczelnić system pobierania abonamentu RTV, a który to opierać się miał na danych zebranych od operatorów. W dużym skrócie: płacisz operatorom - musisz mieć telewizor. Operatorzy oprotestowali te zapędy w obawie o utratę klientów (więcej o tym w tym artykule).

Nie inaczej jest tym razem, w odpowiedzi na plany rządu, co do badania odbioru sygnału stacji telewizyjnych w Polsce na podstawie ścieżki zwrotnej (Return Path Data), którym objęci mają być operatorzy telekomunikacyjni oferujący usługi dostępu do sygnałów telewizyjnych.

Zanim jednak przejdziemy do tej odpowiedzi, musimy zerknąć na problem w nieco większej perspektywie, by ocenić plany rządu w szerszym aspekcie, bo to w mojej ocenie działania wielotorowe, zresztą jak to zwykle bywa - coś musi wynikać z czegoś.

Punktem wyjścia są wybory parlamentarne w 2023 roku, które rzecz jasna obecny obóz rządzący chce ponownie wygrać. Nie jest tajemnicą, iż głównym narzędziem do tego są działania propagandowe w kontrolowanych mediach. Na dziś są to już media publiczne i prasa regionalna w zasadzie w całości, Polsat obrał wygodną taktykę przemilczania niewygodnych faktów, a TVN-u nie udało się ostatecznie zdyscyplinować, pozostała więc kwestia poszerzenia zasięgów swojego, jedynie słusznego przekazu.

I tak, aktualnie jesteśmy w połowie procesu przejścia na nowy standard nadawania sygnału cyfrowej telewizji naziemnej na DVB-T2/HEVC. Co robi nagle rząd, tłumacząc to sytuacją na Ukrainie, obronnością kraju i powiązaniem z funkcjonowaniem Regionalnego Systemu Ostrzegania?

Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji zwrócił się z prośbą do prezesa UKE o wydłużenie nadawania kanałów TVP w ramach MUX3 w starym standardzie i uwaga… do końca 2023 roku, czyli do granicznego punktu przeprowadzenia w Polsce kolejnych wyborów parlamentarnych (więcej o tym w tym artykule).

I tu dochodzimy już do pierwszego pisma Krajowej Izby Gospodarczej Informatyki i Telekomunikacji wysłanego do prezesa UKE (link w pdf), w którym to padają oto takie zdania:

Według danych firmy Nielsen dotyczących zasięgu dziennego w grupie docelowej 4+, w paśmie najwyższej oglądalności w godzinach 20:00-21:00, programy TVP nadawane w ramach MUX3 docierają za pomocą NTC jedynie do ok. 8% obywateli. Oznacza to, że w przypadku nadawania ważnego dla bezpieczeństwa komunikatu RSO przez TVP w tym przedziale czasowym, ponad 90% widzów go nie obejrzy.

W konsekwencji, w obecnej sytuacji geopolitycznej, nadawcy komercyjni także mają istotną rolę w kwestiach związanych z obronnością, bezpieczeństwem państwa lub bezpieczeństwem i porządkiem publicznym. W szczególności dotyczy to programów nadawanych w ramach MUX2, z których cztery z nich objęte są ustawowym obowiązkiem must carry must offer – Polsat, TVN, TV Puls oraz TV4.

Kluczowe jest tu te 8% oglądalności kanałów TVP w paśmie premium, które istotnie powinno się zwiększyć po przejściu na nowy standard w całej Polsce. Pierwszą tego próbkę mamy już w przypadku I etapu zmian standardu, które opublikował portal Wirtualnemedia.pl.

Widzimy tu niemal nieruszony zasięg dzienny po stronie kanałów nadawanych w ramach MUX-3 i spadki w MUX-1 i MUX-2, odpowiednio o 10% i 20%.

To telewizja naziemna, pozostają jeszcze kablówki i dotarcie do widzów, którzy korzystają z ich oferty, a w zasadzie zbadanie, które kanały oglądają, o jakich godzinach i w jakich regionach kraju. Zwłaszcza w pasmach największej oglądalności, dzięki czemu będzie można do nich skutecznie dotrzeć z odpowiednim przekazem, na przykład ze swoimi spotami wyborczymi.

Stąd pomysł na dokładne badanie, co i kiedy obywatele oglądają na swoich telewizorach podłączonych do kablówek, co również oprotestowała Krajowa Izba Gospodarcza Informatyki i Telekomunikacji (link do pdf):

Przekazanie, niezależnie od formy w jakiej będzie to zorganizowane o czym za chwilę będzie mowa, takiego zakresu danych pozwoli administracji publicznej na zdobycie wiedzy nie tylko o zasięgu terytorialnym stacji telewizyjnych ale również o preferencjach, w tym politycznych abonentów usług świadczonych przez przedsiębiorców telekomunikacyjnych pomimo, że dane te będą częściowo zakodowane czy zanonimizowane. Sposób wykorzystania danych przekazanych w ten sposób powinien podlegać szczególnej ochronie.

Izba wskazuje, że określony w projekcie zakres danych, częstotliwość przekazywania danych oraz rodzaj zbieranych danych - niezależnie od intencji i potrzeb, może zostać odczytany społecznie jako element inwigilacji społeczeństwa przez organy administracji państwowej.

Jakie to dokładnie dane o nas chce rząd wyciągnąć od operatorów? Izba wymienia tu kilka z nich:

  • Nazwa operatora przesyłającego dane o urządzeniu.
  • Typ ścieżki zwrotnej urządzenia.
  • Zakodowany identyfikator urządzenia.
  • Zakodowane dane użytkownika z umowy.
  • Data i czas startu odbioru urządzenia.
  • Data i czas końca odbioru urządzenia.
  • Kod TERYT adresu użytkownika z umowy do poziomu gminy.
  • Nazwa stacji odbieranej na urządzeniu.
  • Identyfikator stacji odbieranej na urządzeniu.
  • Pozycja stacji na liście kanałów operatora.

Fakt, że niektóre z tych danych mają być zanonimizowane nie ma tu już takiego znaczenia, zakres zdobytych informacji i ich skala powinna w zupełności wystarczyć do skutecznego dotarcia do odpowiednich grup widzów w Polsce w 2023 roku.

Stock Image from Depositphotos.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu