23

Wulgarny i chaotyczny, ale to przecież dla rozrywki. Recenzja „Bad Boy’a” Patryka Vegi

Przed seansem "Bad Boy'a" słyszałem, że jest to film lepszy od jednej lub kilku poprzednich produkcji Patryka Vegi. Jeśli tak rzeczywiście jest, to reżyser powinien wziąć urlop i mocno zastanowić się nad kolejnym projektem.

Po służbie zdrowia i polityce nadszedł czas na światek piłkarski w „Bad Boy”

Na początek małe wyznanie: całkiem miło wspominam seans filmu/serialu „Służby specjalne” sprzed 5 lat. Nie była to produkcja wybitna, ale miała kilka mocnych punktów i była czymś odświeżającym na tle wielu pozostałych, dość nijakich polskich tytułów tamtym okresie. Później nadszedł jednak czas, w którym reżyser postanowił taśmowo produkować filmy i seriale (te powstawały z wykorzystaniem scen, które nie znalazły się w filmie) w oparciu o zasadę podejmowania kontrowersyjnych w Polsce tematów.

To przysporzyło mu popularności i pozwoliło budżetować produkcje z własnej kieszeni. W ostatnich wywiadach Patryk Vega stwierdził, że żałuje nakręcenia „Polityki” i chyba dlatego wrócił do tematów kryminalnych, w których czuje się najlepiej. Po zanurzeniu się w światkach służby zdrowia oraz polityki wydawało się to dobrą decyzją i rzeczywiście widać, że Vedze wychodzi to znacznie lepiej. Nie oznacza to jednak, że „Bad Boy” to udany film.

Antoni Królikowski szaleje przed kamerą i chyba dobrze się bawił grając złego dzieciaka

Powyższe wprowadzenie było bardzo ważne, bo pierwsza myśl, jaka przychodzi mi do głowy, to właśnie fakt pośpiechu (i/lub niedbałości) przy produkcji „Bad Boy’a”. Antoni Królikowski wcielający się w Pawła vel Pablo robi przed kamerą co może, podobnie jak Maciej Stuhr (brat Pawła o imieniu Piotr) czy Katarzyna Zawadzka (Ola), ale całość burzą niezdarne przejścia pomiędzy scenami i dziwne, wręcz nienaturalne cięcia. Być może miało to na celu podkręcenie tempa filmu, ale wcale nie było takiej potrzeby, bo już sama zawartość większości scen wypada jak na prędkości odtwarzania 1,5x. Przeskoki pomiędzy kolejnymi zdarzeniami oraz wątkami tworzą w głowie taki chaos, że po seansie musiałem wziąć głęboki wdech i próbowałem ułożyć sobie to wszystko w jakiś logiczny sposób. Oczywiście zupełnie niepotrzebnie.

Obok kreacji Antoniego Królikowskiego, ku mojemu zaskoczeniu, najsilniejszym punktem tego spektaklu jest fabuła (na tle ostatnich filmów Patryka Vegi, naturalnie). Otrzymujemy dość spójną historię zamiast zbioru przypadkowych gagów i żartów, co oglądaliśmy np. w „Polityce”. Uwzględnienie większości najważniejszych skandali i kontrowersji ze światka piłkarskiego w jednym filmie wyszło mu całkiem nieźle, podobnie jak wbijanie szpili prezesom, trenerom, piłkarzom i innym działaczom. Sceny akcji, gdzie dochodzi do konfrontacji kiboli nie są zbyt wiarygodne – widać jak na dłoni wstrzymywane ciosy i kopnięcia, które próbuje się zamaskować dynamicznymi ruchami kamery. Trochę szkoda, bo liczyłem na nieco więcej.

Sztuczność, brak konsekwencji i chaos panują w „Bad Boy’u”

Zdumiewa mnie fakt, że sceny z udziałami piłkarzy są takie… dziwne. Koszulki piłkarskiej drużyny z Hiszpanii to zwykłe bawełniane t-shirty zarzucone na tradycyjne białe longsleevy, zaś akcje na boisku, które są przerywnikami od scen ukazujących głównych bohaterów, wyglądają jakby nie zostały w ogóle zaplanowane i były dziełem przypadku. Niektóre ze scen mogą wzbudzić pewne emocje, ale największa w tym zasługa aktorów, którym prawdopodobnie pozostawiono mnóstwo wolnej przestrzeni do improwizacji przed kamerą. Czasem wychodzi to na plus, a czasem na minus. Nie sądzę, bym musiał to pisać, ale wspomnę, że jeśli nie tolerujecie nadużywania wulgarnego słownictwa, to powinniście omijać „Bad Boy’a” szerokim łukiem. Mnie to zazwyczaj rozbawiało, podobnie jak wiele innych wyciąganych z kapelusza dialogów, wypowiedzi czy zachowań bohaterów.

Opowiastka o chłopaku kochającym swój klub aż do tego stopnia, że jest gotowy stanąć na czele nie tylko lokalnych ultrasów, ale i całego przedsięwzięcia, a także finansować klub pieniędzmi z handlu narkotykami po całej Europie, wypada lepiej niż sądziłem. Nie znajdziemy tu żadnej psychologicznej analizy jego zachowania i motywacji, wszystko jest do bólu proste. A zazwyczaj nawet zbyt proste, jak chociażby lektura jednej książki, która okazała się wystarczająca, by uczynić Pablo niezłym strategie czy przemiana postaci Andrzeja Grabowskiego – zasłużonego policjanta, który zaczyna o siebie dbać i postanawia dać drugą szansę dawnej miłości. Takie humorystyczne wstawki kompletnie się jednak nie udały. Uśmiechałem się głównie z powodu braku wiarygodności w tym, co oglądam.

Dla tych, którzy są ciekawi angażu Sławomira Peszki i Kamila Grosickiego, napiszę że ich udział w filmie jest na poziomie tego, co widzimy w zwiastunie. Po kilku ujęciach znikają bez śladu i jakiego wytłumaczenia, co chyba najlepiej podsumowuje chaos, jaki panuje w „Bad Boy’u”. Czy komuś to będzie przeszkadzać? Oczywiście, ale na wczorajszym pokazie w Multikinie sala była zapełniona w 2/3, więc najwyraźniej Patryk Vega odtrąbi kolejny (finansowy) sukces.

Ocena filmu „Bad Boy” – 4/10

Zdjęcia: Ola Mecwaldowska