45

„Autonomiczne samochody zabiorą nam pracę” – prawda i kłamstwo jednocześnie

Kierowcy ciężarówek oraz taksówkarze się boją. Boją się także "cierpy" i "gabaryciarze" - czyli nieco mniej przyjaźni dla ogółu kierowcy dużych i małych pojazdów. Ci, dla których jazda samochodem to zawód, z pomocą którego mogą zarobić na chleb obawiają się takich aut, które nie potrzebują pomocy człowieka w dowiezieniu go do celu. I mają rację, chociaż nie oznacza to, że tego typu pojazdy będą nam jedynie niszczyć rynek pracy.

Kiedy automatyzacja procesów produkcyjnych oraz wykorzystanie robotów było jeszcze pieśnią przyszłości, pracownicy obawiali się, że wkroczenie tego typu innowacji do fabrycznych hal spowoduje znaczny spadek zatrudnienia w sektorze produkcyjnym. Czy do tego doszło? Nie – automatyzacja oraz roboty spowodowały, że postawiono jeszcze więcej fabryk, w których i tak zatrudniono tabuny pracowników. W przypadku autonomicznych pojazdów mamy jednak do czynienia z rzeczywistą intencją zastąpienia człowieka: obowiązki kierowcy ma bowiem przejąć autonomiczna maszyna, a zatem jeden z popularniejszych zawodów ma szansę stać się „niepotrzebny”.

Więc rację mają ci, którzy obawiają się, że zostaną zastąpieni?

Oczywiście, że tak. Zawodowy kierowca w sposób uzasadniony obawia się zastąpienia przez maszynę. Jego umiejętności nijak mają się do tego, co potrafi hipotetyczny jak na razie absolutnie dopracowany i dopuszczony do użytku publicznego autonomiczny system. Maszyna będzie znacznie dokładniejsza, bez problemu poradzi sobie z analizą mnóstwa czynników jednocześnie i oprze się typowej dla ludzi pokusie „szarży”. Nie jest tajemnicą fakt, iż to często brawura połączona z absolutnie złymi decyzjami w konkretnym miejscu i czasie zabija na drogach. Maszyna nigdzie się nie spieszy, jest ukierunkowana na wykonanie celu w taki sposób, jak została zaprogramowana. Nie będzie drogowym szeryfem, nie będzie brać zakrętu obliczonego na „bezpieczne 30 km/h” jadąc tam grubo ponad 70 km/h. Zrobi to, co do niej należy i odznaczy się znacznie wyższym poziomem bezpieczeństwa.

Motywy, dla których zamierzamy zastąpić kierowców w ogóle są naturalne i co więcej – atrakcyjne. Większe bezpieczeństwo na drogach, choćby miało się odbyć kosztem eliminacji ludzi z prowadzenia aut to wartość nadrzędna, która uświęca cel takich firm jak Waymo, czy też Uber. Z racji swojego położenia zawodowi kierowcy zdają się nie akceptować nawet tych argumentów, odnosząc się jedynie do tego, że wkrótce mogą mieć problem ze znalezieniem pracy zgodnej z ich umiejętnościami. I po raz kolejny – mają rację, tyle że wszechświat nie uznaje próżni i wraz z zupełnie nowym rynkiem pojawi się nowe zapotrzebowanie na pracowników wyspecjalizowanych w konkretne umiejętności.

Autonomiczne pojazdy potrzebują ludzi – nie tylko do ich przewożenia

Myli się ten, kto uważa, że autonomiczne pojazdy to wynalazek, który można sobie „puścić samopas” i jedynie patrzeć jak wszystko dzieje się samo. Za każdą infrastrukturą ostatecznie i tak stoją ludzie: programiści, inżynierzy – odpowiedzialni kolejno za stworzenie autonomicznego systemu, jak i jego obsługę. W doskonałym artykule na ten temat Ars Technica wyjaśnia, że flota Waymo wymaga osób, które będą nadzorować działanie systemu.

Dajmy na to – doszło do zablokowania drogi i autonomiczny pojazd potrzebuje alternatywnej, by osiągnąć zadany mu cel. Do tego potrzebny już będzie człowiek, który wyznaczy nową trasę, potwierdzi jej bezpieczeństwo oraz zgodność ze zleceniem, a następnie wyda zgodę dla konkretnego pojazdu na wykonanie zadania w sposób „awaryjny”. Samochody Waymo też musi mieć kto testować, nie inaczej jest z ich serwisowaniem. Bezpieczna maszyna to… zdrowa maszyna – a nawet autonomiczny pojazd może się zepsuć. Zresztą, obstawiam, że skomplikowanie tych sprzętów spowoduje, że ich częsty i gruntowny serwis będzie jedną z ważniejszych czynności w ich kontekście.

Tylko, czy uda się zapewnić pracę absolutnie każdemu, kto został zastąpiony?

Zabrzmi to brutalnie, ale odrobinę pomoże nam w tym sama natura. Doświadczeni kierowcy ciężarówek mający po 40 / 50 – parę lat nie będą żyć przecież wiecznie i ich najpewniej jeszcze ominie gwałtowna transformacja tego rynku. Młodsi natomiast mogą zacząć się zastanawiać, czy obrana przez nich droga jest słuszna i czy nie warto by było choćby zacząć myśleć o podnoszeniu swoich kwalifikacji. Jestem pewien, że „technik – logistyk”, znający specyfikę rynku autonomicznych pojazdów to zawód przyszłości. Będzie to połączenie menadżera średniego szczebla z człowiekiem, który jest doskonale obeznany w tej działce technologicznej oraz obsłudze systemów działających obok autonomicznych pojazdów, np. do zarządzania flotą.

autonomiczne samochody

Nie do końca jest więc tak, że postęp zabiera pracę ludziom: zazwyczaj okazywało się, że dla człowieka zawsze było „coś do roboty” i tutaj najprawdopodobniej będzie podobnie. W tym momencie nawet firmy analityczne obawiają się jakichkolwiek szacunków, sypiąc jedynie ogólnikami i przy okazji zgodnie twierdząc, że raczej nie będzie tak źle. Do tej pory bowiem okazywało się, że technologiczne zmiany indukowały wzrost zatrudnienia wspierając jedne profesje, a w przypadku innych – ograniczając ich wagę.