Apple

Apple wtopiło na przejęciu Beats?

MS
Maciej Sikorski
37

Kilka dni temu zrobiło się głośno na temat przejęcia, jakiego w niedalekiej przyszłości miałoby dokonać Apple – podobno korporacja przymierza się do wydania grubo ponad 3 mld dolarów na Audio Beats. Większość osób komentujących te doniesienia zastanawia się, o co w tym wszystkim chodzi: o sprzęt, se...

Kilka dni temu zrobiło się głośno na temat przejęcia, jakiego w niedalekiej przyszłości miałoby dokonać Apple – podobno korporacja przymierza się do wydania grubo ponad 3 mld dolarów na Audio Beats. Większość osób komentujących te doniesienia zastanawia się, o co w tym wszystkim chodzi: o sprzęt, serwis streamingowy, markę? Możliwe, że odpowiedź jest znacznie bardziej interesująca, a gigant z Cupertino dał się po prostu naciągnąć na sporą sumę…

Specem w zakresie rynku muzycznego nie jestem. Dotyczy to zwłaszcza sprzętu do odtwarzania i słuchania muzyki. Trudno mi zatem oceniać produkty Beats i muszę polegać na tym, co przeczytam w Sieci. Na podstawie znalezionych tam informacji już kilka lat temu doszedłem do wniosku, że oferta wspomnianego producenta to najlepszy przykład marketingowej magii – klient płaci nie za jakość, ale za brand wypromowany przez celebrytów. Niektórzy nazywają ich nawet "firmą wydmuszką", która nie posiada nic, prócz marki. O tej marce cały czas się jednak mówi, a co jakiś czas robi się wokół niej naprawdę głośno.

Na rozpoznawalności można zarabiać, bo niezorientowanych klientów z zasobnym portfelem nie brakuje, można tym także uwodzić inne firmy – przecież Beats zaliczyło już mariaż z HTC, ich logo znajdziemy też na produktach HP. Biorąc to pod uwagę i dodając ostatnie doniesienia o dogadaniu się z Apple, pojawia się pytanie: po co amerykańskiemu gigantowi taka firma? I to za spore pieniądze? Pojawia się oczywisćie kilka sugestii, ale trudno uznać je za mocne argumenty nie do obalenia. To raczej szukanie na siłę uzasadnienia dla wydatku, który przerasta większość firm.

Gdyby korporacja z Cupertino chciała tworzyć topowe słuchawki i sprzedawać je za grubą kasę, to bez problemu zrobiłaby to pod własnym szyldem. Jest nawet całkiem prawdopodobne, że ów produkt biłby ofertę Beats na głowę. Serwis streamingowy? Do ogarnięcia bez konieczności wydawania ponad 3 mld dolarów, prawdopodobnie własny produkt rozwijałby się szybciej niż ten przejmowany - Apple posiada narzędzia i możliwości, by znowu namieszać na rynku muzycznym (mowa szczególnie o sprzedaży muzyki) i serwis, z którego korzysta kilkaset tysięcy osób (to chyba zbyt łaskawe wyliczenia) jest im potrzebny tak samo, jak sieć sklepów z płytami. Marka? Przecież Apple zarabia dzisiaj miliardy dolarów m.in. za sprawą bardzo rozpoznawalnej marki. W tym przypadku rozszerzanie portfolio po prostu mija się z celem. Zwłaszcza tak drogie rozszerzanie portfolio.

Pozostaje zatem rozłożyć ręce i zastanowić się, czy Apple działa racjonalnie. Odpowiedzi udzielił Eldar murtazin. Bloger znany w branży, przez wielu uważany za szarlatana i zwykłego mitomana, ale nie ulega wątpliwości, iż czasem serwuje on naprawdę ciekawe plotki, które znajdują potem potwierdzenie w rzeczywistości, bywa i tak, że słusznie przewiduje, jak potoczą się losy tej czy innej firmy/sprawy w sektorze IT. Co Murtazin wywnioskował na podstawie rewelacji o przejęciu Beats? Analityk spekuluje, że Apple dało się zwyczajnie podejść.

Kilka miesięcy temu z przedstawicielami Beats rozmawiali podobno ludzie z Samsunga. Koreańska korporacja szykowała się wówczas do wprowadzenia na rynek nowej serii produktów audio. Miała to być linia premium, poznaliśmy ją kilka tygodni temu pod nazwą Level. Nim zaprezentowano sprzęt, zastanawiano się jednak, czy nie skorzystać z już istniejącego, rozpoznawalnego brandu – mogło paść właśnie na Beats. Współpraca mogła być też rozszerzona na sprzęt mobilny – logo Beats miałoby się pojawić na smartfonach i tabletach Samsunga. HTC niewiele to dało, ale Samsung zapewne więcej wykrzesałby z takiego partnerstwa – wszystko zależy od marketingu, który w przypadku obu firm (Samsung i Beats) został opanowany do perfekcji.

Słowem kluczem w poprzednim akapicie była „współpraca” – Samsung nie chciał kupować Beats, a jedynie wykorzystać ich markę za odpowiednią opłatą. Ewentualne przejęcie uznano za zbyt drogie i bezzasadne – licencjonowanie brandu uważano za mniej ryzykowne i w razie wtopy straty liczono by w milionach a nie w miliardach dolarów. Ostatecznie jednak nie doszło do porozumienia: Samsung zdecydował się na linię Level, którą zamierza rozwijać na własną rękę, a Beats… I tu najciekawszy element spekulacji (przypominam, że to jedynie domysły) – decydenci Beats postanowili wykorzystać doniesienia o swoich rozmowach z Samsungiem i zainteresowali nimi Apple. Coś na zasadzie: hej, interesuje się nami Samsung, jeśli nie chcecie, by marka Beats znalazła się w rękach Koreańczyków, to lepiej wyłóżcie kasę na stół. I Apple postanowiło ją wyłożyć – przecież na biednego nie trafiło. Efekt?

Jeżeli wspomniana wersja wydarzeń jest prawdziwa, to właściciele Beats zrobili interes życia i przy okazji zdobyli miano mistrzów blefu. Samsung na tym nie straci i będzie mógł się śmiać z tego, że niedoszły partner (Beats) wyprowadził w pole ich największego konkurenta (kto wie, może Koreańczycy byli współautorami całej intrygi?), pozbawiając przy tym firmę kilku miliardów dolarów. Pieniądze nie stanowią tu jednak największego problemu – Apple zarabia tyle, że owe 3 miliardy nie wpłyną na ich płynność finansową. Większym problemem jest wiarygodność giganta.

Gdyby za jakiś czas okazało się, że Apple faktycznie dało się nabrać i firma nie zrobi użytku z Beats (przynajmniej nie takiego, na jaki może wskazywać kwota transakcji), to zaczną się pojawiać pytania o to, jak korporacja z Cupertino mogła dać się wmanewrować w taką historię? Przecież to oznaczałoby nieracjonalne działanie podszyte strachem przed konkurencją i nieuzasadnione wyjmowanie portfela z kieszeni. Zapewne szybko zaczęto by przypominać, że Steve Jobs nigdy nie robił takich rzeczy i kolejny raz dostałoby się obecnemu szefowi Apple. Decydenci Samsunga mogliby skakać z radości.

Przyznam, iż nie do końca mogę uwierzyć w to, że Apple dało się oszukać i zainwestuje kilka miliardów dolarów jedynie na podstawie plotek o zainteresowaniu Samsunga firmą Beats. Jasne, że mogli działać w pośpiechu, bo wydawało im się, że nie ma sensu zwlekać - każdy kolejny dzień zastanawiania się podnosił ryzyko kolejnej przegranej z koreańskim konkurentem. Zadziałano, by minimalizować straty i ubiec wielkiego rywala. Od początku zanosiło się na pyrrusowe zwycięstwo, ale trudno - Azjaci za bardzo dali już w kość Apple i nie można było tego dalej tolerować. To po prostu kolejny etap wojny prowadzonej przez obie firmy. Tym razem przybrała ona dość radykalną formę.

Trudno stwierdzić, czy Murtazin ma rację - możliwe, że nie poznamy prawdy: jeśli Apple faktycznie nacięło się na zakupie Beats (o ile ta transakcja zostanie sfinalizowana), to pewnie będzie chciało ukryć ten fakt i szybko zabierze się do pracy, by pokazać, że od początku mieli plan. Gdyby jednak okazało się, że inwestycja wynika z chaotycznego działania, to rynek im tego nie zapomni - wpadka będzie wypominana przez długie lata. Im dłużej o tym myślę, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że po korytarzach biurowców Samsunga faktycznie rozprzestrzenia się głośny śmiech...

Patrząc na film, jaki krąży w Sieci (zamieszczony powyżej), można dojść do wniosku, że ludzie z Beats faktycznie wycięli niezły numer i są dumni ze swej kreatywności.

Źródła grafik: billboard.com, Samsung, lowerlevelradio.com

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

AppleSamsungBeats Audio